UE–Indie: Wątek wojenny pozostał na boku

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-01-27 20:28

Bruksela wchodzi do gry o gigantyczny rynek indyjski udostępnieniem rynku unijnego zgodnie z założeniem, że potencjalne korzyści są zbyt duże, by się obrażać i odkładać umowę na okres dopiero po zawarciu przynajmniej rozejmu ukraińsko-rosyjskiego.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Parafowana 27 stycznia w New Delhi, jeszcze niedopięta w niektórych zapisach szczegółowych, umowa Unii Europejskiej z Indiami ma charakter przede wszystkim handlowy – więcej w tekście „Unia i Indie finalizują matkę wszystkich umów". Zawiera także wątki wykraczające poza tematykę gospodarczą, w szczególności może zacieśnić współpracę w przemyśle obronnym. Po wielu latach pracy finalizowanie unijno-indyjskiej umowy trafia w specyficzny czas – tuż przed czwartą rocznicą pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą. Rząd blisko 76-letniego premiera Narendry Modiego wobec tej agresji prowadzi politykę siedzenia niby okrakiem na barykadzie, ale realnie z bardzo wyraźnym przechyłem na stronę rosyjską. Właściwie to nic dziwnego, wszak geostrategiczna bliskość New Delhi i Moskwy ma tradycje siedmiu dekad, ze szczytem przyjaźni w epoce Indiry Gandhi i Leonida Breżniewa. Tamta bliskość ułatwiała obu partnerom ich konfrontacje – Indiom kontynentalną z Chinami, zaś Związkowi Radzieckiemu globalną ze Stanami Zjednoczonymi. Po dekadach relacje nieco się zmieniły, obecnie o prymat Waszyngton walczy z Pekinem, ale New Delhi i Moskwa się trzymają, chociaż prestiżowo rywalizują o trzecie miejsce na globalnym podium. Potwierdzeniem współczesnej bliskości obu państw stało się serdeczne goszczenie Władimira Putina przez Narendrę Modiego bardzo niedawno, 4-5 grudnia 2025 r. Co prawda ścigany zbrodniarz wojenny już wcześniej, 15 sierpnia, gościł u Donalda Trumpa na Alasce, ale wizyta w Indiach przedłużyła ciąg wizyt w Chinach i Korei Północnej.

Unia Europejska finalizowaniem umowy właśnie w obecnym czasie odkłada na półkę stosunek obu stron do wojny. Bruksela wchodzi do gry o gigantyczny rynek indyjski udostępnieniem rynku unijnego zgodnie z założeniem, że potencjalne korzyści są zbyt duże, by się obrażać i odkładać umowę na okres dopiero po zawarciu przynajmniej rozejmu ukraińsko-rosyjskiego. Ursula von der Leyen z dumą podkreśla, że parafowana została strategiczna umowa gigantów, największa o wolnym handlu w historii. Przy okazji wciąż powracają nostalgiczne wspomnienia o wyrzuconym prawie dekadę temu TTIP – Transatlantyckim Partnerstwie w dziedzinie Handlu i Inwestycji. W fazie utajnionych negocjacji wywoływało ono ogromne protesty w Europie, zaś definitywnie trafiło do archiwum po objęciu pierwszy raz prezydentury przez Donalda Trumpa. Obecnie w relacjach UE z USA staje pod znakiem zapytania ratyfikacja nawet ratunkowego porozumienia celnego, które zasadnie uważane jest za porażkę przewodniczącej Komisji Europejskiej w rozgrywce z prezydentem USA. Dlatego umowa z Indiami przedstawiana jest wizerunkowo jako wielki sukces, drugi po niedawnej umowie z państwami Mercosur. Notabene w Parlamencie Europejskim w ubiegłym tygodniu już było słychać głosy mniejszościowych grup politycznych bardzo krytyczne wobec porozumienia z New Delhi, które ponoć podobnie do Mercosur zagraża… unijnemu rolnictwu. Taki zarzut to raczej absurd, natomiast całkiem realne są zagrożenia dla Unii Europejskiej wynikające ze ścisłej współpracy Indii z Rosją w sektorze obronnym, ryzyko pośredniego transferu do Moskwy technologii wrażliwych oraz naruszenie reguł cyberbezpieczeństwa.

Przy okazji umowy Indii z UE dosyć naturalnie powinny się ożywić polityczne relacje Warszawy z New Delhi. Aż trudno uwierzyć, że ostatnim polskim prezydentem, który zajrzał do Indii choćby na dwa dni był… Aleksander Kwaśniewski. Andrzej Duda w swojej dekadzie dotarł niemal wszędzie, ale akurat ponad Indiami tylko przelatywał. W związku z tym nie było mowy na przykład o nawiązaniu partnerstwa strategicznego, jakie zostały w Azji ustanowione choćby z Chinami, Japonią czy Koreą Południową. Trafia się zatem okazja do przypomnienia, że Indie to najludniejsze państwo świata…

Możesz zainteresować się również: