UE obawia się obcych treści w komórkach

Karol Wieczorek
opublikowano: 2002-03-13 00:00

Przedstawiciele Komisji Europejskiej obawiają się japońskiej i amerykańskiej dominacji w dziedzinie serwisów tworzonych z myślą o użytkownikach telefonów komórkowych.

Obecnie europejski rynek cyfrowej treści przekazywanej przez telefony komórkowe ogranicza się głównie do dźwięków dzwonka i ikon. W przyszłości jednak może się on poszerzyć o szereg nowych aplikacji. Według raportu, jaki sporządziła firma Andersen na zlecenie Departamentu Komisji Europejskiej ds. Społeczeństwa Informacyjnego, do roku 2006 największy udział w tym rynku będą miały gry oraz usługi informacyjne.

Zgodnie z przewidywaniami specjalistów z Andersena, rynek cyfrowej treści i aplikacji wykorzystujących telefonię komórkową w UE wzrośnie z obecnych 2 mld EUR do ponad 18,9 mld EUR w 2005 r.

— Wartość ta jest medianą wyciągniętą z szacunków różnych instytucji, których prognozy opiewały na kwoty od 8 do 27 mld EUR — mówi Dariusz Nachyła, partner w firmie Andersen.

I choć udział bezpośrednich przychodów z treści i aplikacji dla telekomów i dostawców treści będzie stosunkowo niewielki (w 2005 r. tylko 5 proc. dla operatorów i 8 proc. dla dostawców treści), to przekazywanie treści za pomocą telefonów komórkowych będzie stymulowało wzrost sprzedaży ich tradycyjnych produktów i usług. Dla operatorów oznaczać to będzie większą liczbę połączeń głosowych, natomiast np. dla dostawców treści prowadzących gazety — wzrost sprzedaży drukowanych wersji gazet.

Specjaliści z Andersena zauważają, że sytuacja na rynkach europejskich jest dużo gorsza niż na dobrze prosperujących rynkach telefonii cyfrowej w Japonii i Korei Południowej, główną winą za ten stan obarczając samych uczestników rynku.

W Europie bowiem operatorzy, producenci aparatów oraz dostawcy treści konkurują ze sobą zaciekle o pozycję lidera, doprowadzając w efekcie do pata. Podczas gdy sukces japońskiego operatora NTT DoCoMo opiera się na współpracy wszystkich graczy.

— Jedną z największych barier stojących na drodze rozwoju rynku treści cyfrowej jest — oprócz astronomicznie wysokich kosztów licencji UMTS, niechęć operatorów do dzielenia się przychodami z dostawcami treści — mówi Dariusz Nachyła.

Autorzy raportu twierdzą, że powszechnie przyjęta w Europie zasada, iż operator zabiera dostawcy treści połowę przychodu, jest łupieżcza i wręcz zniechęca dostawców do inwestowania w ten nowy kanał dystrybucji.

— Co prawda NTT DoCoMo zadowala się 9-proc. marżą, naszym zdaniem jednak najzdrowszy dla rynku europejskiego byłby model, w którym prowizja operatora nie przekraczałaby 15-20 proc. — mówi Dariusz Nachyła.

Można się jednak zastanowić, dlaczego Departament Komisji Europejskiej ds. Społeczeństwa Informacyjnego tak bardzo interesuje się problemami na wskroś komercyjnego rynku?

Dariusz Nachyła nie ma wątpliwości, że główną przyczyną, dla której zlecono sporządzenie raportu, jest obawa przez zdominowaniem europejskiego rynku treści cyfrowych przez Amerykanów, a przede wszystkim Japończyków.

— Jak wiemy, NTT DoCoMo już rozpoczął ekspansję w Europie. A ponieważ nie ma, i prawdopodobnie nie będzie, możliwości ochrony rynku UE poprzez uchwalenie odpowiedniej dyrektywy, zalecamy rządom oraz operatorom telekomunikacyjnym zrewidowanie dotychczasowej polityki, póki jeszcze nie jest za późno — mówi Dariusz Nachyła.