UE: trudny los branży mięsnej

Inga Rosińska, Bruksela
opublikowano: 2002-01-11 00:00

Ponad dwóm tysiącom polskich zakładów mięsnych grozi upadek, jeżeli nie dostosują się do norm UE — uważa Jerzy Pilarczyk, wiceminister rolnictwa.

Niemal dwie trzecie polskich zakładów mięsnych może zakończyć działalność po wejściu Polski do UE. Zdaniem Jerzego Pilarczyka, wiceministra rolnictwa, ponad 2100 przedsiębiorstw zaliczanych jest do tzw. kategorii C. Minister przyznaje, że zakłady te będą usunięte z rynku „jeśli się nie dostosują i jeśli nie poproszą o okres przejściowy”. Ponieważ większość z tych firm nie stać na całkowite dostosowanie do norm sanitarnych i weterynaryjnych obowiązujących w UE, resort rolnictwa doradza im ograniczenie działalności i częściowe dostosowanie, np. rezygnację z uboju i wybór jednego określonego kierunku produkcji.

Ministerstwo zapewnia, że wysłało ankiety do wszystkich 3650 zakładów mięsnych z pytaniem, czy chcą poprosić Brukselę o okres przejściowy dający dodatkowe cztery lata na dostosowanie. Każdy polski zakład dostanie od UE indywidualne potwierdzenie. Według ministra Pilarczyka, Komisja Europejska jest skłonna dać taką zgodę każdemu, kto przedstawi wiarygodne procedury i harmonogram dochodzenia do pełnego dostosowania. Pełna lista zakładów ma trafić do Brukseli już 7 marca. Zakłady, które chciałyby poprosić jeszcze o okres przejściowy, muszą jak najszybciej zgłosić się do ministerstwa rolnictwa.

Powiększy się zapewne grupa firm, proszących o ulgowe traktowanie. Jak mówi minister Pilarczyk, z powodu procedur z unijnymi funduszami SAPARD i obniżenia dochodów wynikającego z sytuacji całej polskiej gospodarki, wśród 1300 zakładów, które uznały, że do dnia akcesji zdążą się dostosować, znajdą się takie, które na wszelki wypadek poproszą o okres przejściowy.

W Berlinie podczas inauguracji tzw. zielonego tygodnia Franz Fischler, komisarz UE ds. rolnictwa, potwierdził oficjalnie, że Piętnastka nie zamierza dać polskim rolnikom prawa do pełnych dopłat bezpośrednich do produkcji. Jak wyjaśniał, intencją wcale nie jest przeprowadzanie oszczędności dzięki gorszemu traktowaniu kandydatów, ale chęć umożliwienia właściwej ewolucji rolniczych struktur.

— Jeśli opowiadam się za stopniowym wprowadzeniem wspólnej polityki rolnej w krajach kandydujących do UE, to z pewnością nie dla oszczędności. Wręcz przeciwnie: jesteśmy gotowi przyznać większą pomoc finansową, żeby wspomagać politykę trwałego rozwoju terenów miejskich przyszłych członków UE — oświadczył Franz Fischler.

Jego zdaniem, objęcie polskich rolników pełnymi dopłatami jedynie zakonserwowałoby stare struktury.