Ujawniamy kulisy odwołania Pruskiego

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 17-07-2009, 00:00

To nie sprawa dywidendy spowodowała odwołanie prezesa. Poszło głównie o zakup AIG — mówią nasze źródła.

Prezes PKO BP tak czy inaczej straciłby posadę. Sam przyspieszył odwołanie

To nie sprawa dywidendy spowodowała odwołanie prezesa. Poszło głównie o zakup AIG — mówią nasze źródła.

5 czerwca. Siedziba Ministerstwa Skarbu Państwa. Obecni: zarząd PKO BP w pełnym składzie, rada nadzorcza banku, szefostwo resortu oraz przedstawiciel Ministerstwa Finansów. Temat spotkania: dywidenda za 2008 r. Jerzy Pruski, prezes PKO BP, długo tłumaczy, że można wypłacić cały zysk, a potem dokapitalizować bank — bez ryzyka, że zachwiana zostanie jego stabilność. Rada nadzorcza zna już ten plan. Prezes Pruski kilka dni wcześniej zaprezentował go radzie jako propozycję JP Morgan, firmy wynajętej do przeprowadzenia obu transakcji: dokapitalizowania i podziału zysku. Według naszego źródła z banku, nie dodał jednak, że doradca przedstawił trzy alternatywne sposoby podwyższenia kapitałów, z których jeden w ogóle nie przewidywał dywidendy, a drugi tylko w wysokości 50 proc.

Pomysł przedstawiony w ministerstwie nie podobał się ani kierownictwu resortu, ani radzie. Zapada decyzja, żeby przed walnym, które miało zebrać się za miesiąc, zarząd nie podejmował uchwały, co zrobić z zyskiem. Resort skarbu nie był do końca zdecydowany, ile wypłacić pieniędzy z PKO BP. Że coś wziąć trzeba — to było przesądzone. Chodziło jednak o jakieś 500 mln zł.

Poruszył lawinę

Trzy dni później, w poniedziałek, 7 czerwca, prezes Pruski zwołuje zarząd i poddaje pod głosowanie uchwały z propozycją wypłaty całego zysku i dokapitalizowaniu banku na kwotę 5 mld zł. Resort skarbu jest przekonany, że zrobił to w porozumieniu z Ministerstwem Finansów. Wybuchła awantura. 16 czerwca rada nadzorcza po bardzo burzliwym posiedzeniu składa wniosek na walnym o nieudzielanie absolutorium Jerzemu Pruskiemu i Tomaszowi Mironczukowi, odpowiedzialnemu w zarządzie za inwestycje (nadzorował transakcje kupna AIG). Zostali jednak skwitowani. Po walnym, kilka dni później, rada i tak ich odwołała.

Z naszych informacji wynika, że los prezesów i tak był już przypieczętowany. Dywidenda była ostatnim kamyczkiem, który wywołał lawinę i spowodował obie dymisje. Wcale nie najważniejszym.

Chmury nad Jerzym Pruskim zbierały się już od kilku miesięcy. Tarcia między szefem banku a radą nadzorczą pojawiły się już w czerwcu ubiegłego roku — w kilka tygodni po tym, jak objął posadę. Poszło o strategię PKO BP. Rada nadzorcza uznała, że dokument przygotowany przez prezesa jest zbyt ogólny i odesłała do poprawki. Aż do dnia dymisji szef banku strategii nie przygotował.

— Jerzy Pruski bardzo długo podejmuje decyzje, wymaga mnóstwa analiz i uzasadnień. Dzięki temu pewne sprawy w banku poukładał, ale niemiłosiernie opóźniał też wdrażanie nowych projektów — mówi osoba blisko związana z PKO BP.

Rada ponagla prezesa

Tak było ze słynną ofertą depozytową, odpaloną we wrześniu ubiegłego roku. To sztandarowy projekt, którym Jerzy Pruski wielokrotnie potem się chwalił. I słusznie, bo bank po latach przygotował wreszcie cały, spójny pakiet produktów depozytowych wraz z kontem oszczędnościowym. Dość interesujące są jednak kulisy przygotowania oferty. Według naszych informacji, mogła ona wystartować znacznie wcześniej niż we wrześniu, jednak prezes nie mógł zdecydować się m.in. w sprawie parametrów nowej oferty. W końcu zniecierpliwiona rada nadzorcza oficjalnie go ponagliła, dając mu czas do końca sierpnia na podjęcie decyzji.

Być może rozterki prezesa wynikały z tego, że pakiet depozytowy przygotował Wojciech Papierak, wiceprezes, z którym od początku nie mógł znaleźć wspólnego języka. W kierownictwie banku, o czym już wiele razy pisaliśmy, istniał podział na zwolenników prezesa i wiceszefa PKO BP. Konflikt stał się na tyle ostry, że w październiku rada nadzorcza podjęła uchwałę o wydelegowaniu dwóch członków do zarządu, żeby bliżej przyjrzeć się pracy tego gremium. Wówczas bardzo gwałtownie zareagował Jacek Rostowski, minister finansów, argumentując, że taka decyzja, podjęta w tak niestabilnych czasach, narusza wizerunek banku. Uchwała została odwołana.

Właśnie od tego momentu zaczyna się bliska współpraca szefa resortu finansów oraz Jerzego Pruskiego, który wiedzą makroekonomiczną wspiera rząd w czasach kryzysu. Umocnił w ten sposób pozycję w banku i w ogóle w całym sektorze finansowym.

AIG było za drogie

Wtedy Jerzy Pruski zrobił coś, za co tak naprawdę stracił posadę. Mimo rozmaitych napięć w zarządzie oraz między prezesem a radą nadzorczą, minister skarbu niespecjalnie chciał pozbywać się szefa banku, bo też i PKO BP w całym wianuszku spółek skarbu państwa był najmniej kłopotliwy. W październiku bank poinformował, że złożył ofertę kupna AIG Bank Polska. Z nieoficjalnych informacji wynika, że PKO BP gotów był dać za nabytek około 1,6 mld zł, z opcją, że będzie negocjował zbicie ceny. W ogóle na transakcję dostał od rady kilka miliardów złotych: na AIG — suma nieokreślona; na linie kredytowe banku, zaciągnięte za granicą, które Amerykanie chcieli odzyskać już w dzień po transakcji — około 1,8 mld zł; na depozyty korporacyjne trzymane przez spółkę matkę w Polsce — kolejne około 3 mld zł.

Cenę AIG najpierw udało się zbić do 1,2 mld zł. Pod koniec stycznia prezes Pruski zawiadomił resort skarbu, że utargował jeszcze 300 mln zł i że kupuje bank. Wtedy jednak rada nadzorcza zaczęła zadawać pytania, jaka jest aktualna wycena księgowa banku, jakie są aktywa, biznesplan itd. Ponieważ szef PKO BP nie podał szczegółów, negocjacje zostały przedłużone.

— Prezes nie mógł się zdecydować, czy bank kupić i za ile. Cały czas oczekiwał decyzji ze strony rady — mówi osoba znająca kulisy sprawy.

— Negocjacje prowadzone były w sposób absolutnie profesjonalny z wielką starannością — kontruje pracownik banku, który również zna przebieg transakcji.

O specjalną staranność naciskała sama rada nadzorcza. Pismo o takiej treści, zawierające zastrzeżenia do sposobu prowadzenia negocjacji oraz proponowanej ceny, trafiło do zarządu w lutym. Nie wszyscy członkowie rady złożyli jednak pod nim swój podpis.

— Nie może być mowy o staranności, kiedy kupujący nawet nie sprawdził w Biurze Informacji Kredytowej, jak klienci AIG spłacają kredyty. Zostało to zrobione dopiero w kwietniu — mówi jeden z naszych rozmówców.

Wtedy też, właśnie w kwietniu, PKO BP poinformował, że rezygnuje z zakupu, nie uzasadniając decyzji. Nieoficjalnie mówiło się, że z powodu pogarszającej się jakości portfela kredytowego AIG.

— Dlaczego PKO BP, który gotów był wyłożyć 1,6 mld zł, nie kupił banku, którego wycena spadła do 200-300 mln zł? — pyta rozmówca z resortu skarbu.

Ministerstwo chce poznać odpowiedź w tej sprawie. Uważa też, że negocjacje były prowadzone w sposób nieprofesjonalny, decyzje podejmowano albo pochopnie, albo też zwlekano z nimi. Generalnie uważa, że gdyby transakcja doszła do skutku zimą, byłoby to działanie na szkodę PKO BP. Być może na część tych pytań znajdzie odpowiedź Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która przygląda się niedoszłej transakcji.

Poprosiliśmy wczoraj o komentarz Jerzego Pruskiego.

— Jestem teraz zajęty — odpowiedział i rozłączył się.

5 czerwca 2009 r.

W ministerstwie skarbu spotykają się: zarząd PKO BP, rada nadzorcza i kierownictwo resortu. Po dyskusji na temat dywidendy zapada decyzja, żeby kierownictwo banku nie podejmowało uchwały w sprawie podziału całego zysku

8 czerwca 2009 r.

Jerzy Pruski niespodziewanie zwołuje posiedzenie zarządu. Proponuje przegłosowanie uchwały o rekomendowaniu ZWZ podziału całego zysku z 2008 r. oraz równoczesne dokapitalizowanie banku. Uchwała przechodzi stosunkiem głosów 4:3.

14 czerwca 2009 r.

Rada nadzorcza negatywnie opiniuje pomysł wypłaty dywidendy i dokapitalizownia banku i proponuje ZWZ nieudzielanie absolutorium Jerzemu Pruskiemu i Tomaszowi Mirończukowi.

30 czerwca 2009 r.

Główny akcjonariusz PKO BP – Ministerstwo Skarbu Państwa — inaczej dzieli dywidendę niż zaproponował zarząd. Udziela mu jednak skwitowania.

7 lipca 2009 r.

Rada nadzorcza odwołuje Jerzego Pruskiego z funkcji prezesa banku.

Bronię

odwołanych

prezesów

W związku z kupnem AIG narosło wiele nieporozumień, które warto wyjaśnić. Wiele emocji budzi sprawa ceny. Ocena jakości portfela kredytowego banku, możliwość generowania zysków oraz założenia co do rozwoju banku oparte na przewidywaniach rozwoju sytuacji makroekonomicznej stawiane na koniec III kwartału ubiegłego roku dawały podstawy do oszacowania wartości AIG w przedziale 1,1-1,8 mld zł. Taka wycena nie zawierała wartości know-how i synergii, jakie wraz z przejęciem zyskałby PKO BP. Miała natomiast wbudowanych wiele buforów na wypadek pogorszenia się sytuacji makroekonomicznej lub kredytowej.

Wstępna cena zaoferowana przez PKO BP była bliższa dolnej granicy powyższego przedziału. Z tego udało się utargować ponad 25 proc., a potem jeszcze otworzyła się dalsza możliwość schodzenia z ceny.

Dlaczego nie kupiono AIG? W lutym i marcu na forum Związku Banków Polskich pojawiły się alarmistyczne informacje, że z raportów BIK wynika, iż dotychczasowe modele oceny ryzyka kredytowego mogą być zawodne. Zjawisko to wystąpiło w wielu bankach, nie tylko o profilu consumer finance, tak jak AIG, lecz również w bankach uniwersalnych. Mówi się, że AIG nie korzystało z raportów BIK — otóż korzystało, ale w sposób selektywny. Taki algorytm użycia danych BIK, jak nam bardzo kompetentnie wykazano, nie sprawił, że jakość portfela kredytowego AIG była gorsza niż banków, które wykorzystywały bazy BIK intensywnie.

Zmiana modelu prognostycznego dotyczącego

ryzyka kredytowego, które dotknęło wszystkie banki, to był poważny problem z punktu widzenia oceny jakości portfela kredytowego. Nie wiedzieliśmy po prostu, jak wielkim ryzykiem błędu jest ona obciążona. Zdecydowano się więc na tym etapie nie kupować banku. Zastrzeżono jednak, że jeśli sytuacja makro się zmieni, a AIG będzie do nabycia, wrócimy do stołu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ujawniamy kulisy odwołania Pruskiego