Układ prostopadły do wątku

Monika Janusz-Lorkowska
25-01-2018, 22:00

175 przysiadów, 40 godzin tkania, 350 węzełków, pięć dni ręcznej pracy. Co najmniej tyle potrzeba, by powstał średniej wielkości kilim. Ale się opłaca.

Pracownia Tartaruga Wiktorii Podolec i Jadwigi Lenart w niczym nie przypomina dawnej izby tkackiej. To nowoczesne wysokie pomieszczenie w stylu minimalistycznym, rozświetlone industrialnymi oknami, z zapleczem, biurem, miejscem na odpoczynek i kawę. Pomiędzy wyeksponowanymi tkaninami przechadza się pies przypominający szarego wilka.

Unikaty.
Wyświetl galerię [1/3]

Unikaty.

Kilimy Tartarugi są nowoczesne, choć nawiązują do tradycji.Wzory na tkaninach to przeważniestarannie wyważone, geometryczne abstrakcje.Każdy wyrób jest niepowtarzalny — różnią je supełki, wykończenia, sploty. mat. prasowe

To Bajka, pupil całej okolicy. Tartaruga ma po sąsiedzku pracownie architektoniczne, graficzne, fotograficzne i inne tzw. kreatywne. Wszystkie mieszczą się w zrewitalizowanych budynkach z czerwonej cegły, należących kiedyś do przemysłowców Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana, a obecnie do łódzkiej Fabryki Sztuki. Podobnie jak adres, tak i produkt Tartarugi jest nowoczesny, mimo że nawiązuje do tradycji. Kilimy spod tego szyldu to w większości starannie wyważone, geometryczne abstrakcje.

— Nie aspirujemy do miana artystek, a nasze tkaniny nie są dziełami sztuki. To po prostu ładne przedmioty użytkowe, dobre rzemiosło. Z grafikami artystów łączy je to, że też są numerowane i „podpisywane”. Każdy wzór robimy w krótkiej serii, a projekt jest unikatowy, samodzielny. Zresztą nigdy dwa wyroby wykonane ręcznie, nawet o tym samym wzorze, nie są identyczne. Różnią je supełki, wykończenia, sploty, kolory. Same barwimy wełnę i trudno powtórzyć w tym procesie ten sam odcień — wyjaśnia Wiktoria Podolec.

Jadwiga Lenart twierdzi, że tkanina jest niezastąpioną częścią każdego wnętrza. — Pracujemy w duchu slow designu, starając się, by nasze kilimy były ładne. Kiedyś tkaniny na ścianie wisiały w niemal każdym domu, a teraz są rzadkością. Chcemy to zmienić i staramy się, by nasze projekty się podobały, a ludzie chcieli je mieć — mówi.

Sprzedaż wzbudzająca zaufanie

To się udaje. Przez niespełna rok działalności sprzedały prawie pół setki kilimów. Co ciekawe, na razie głównie za granicę — do Anglii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Holandii, a nawet Australii. Ich handlowa obecność w tych krajach nie jest jednak jeszcze stała. — Marzy się nam, by nasze wyroby można było kupować w domach handlowych typu Liberty London. Chciałybyśmy też, by kilimy Tartarugi pojawiały się w offowych butikach w różnych stolicach świata — mówi Wiktoria Podolec.

Tak zwaną dźwignią handlu są dla Tartarugi targi. Ważny i owocny w kontakty okazał się wyjazd na London Design Fair, a także obecność na przedświątecznych warszawskich Targach Rzeczy Ładnych. W takich wydarzeniach uczestniczą zainteresowana sztuką i rękodziełem publiczność oraz potencjalni pośrednicy. Najwięcej jednak Tartaruga sprzedaje na razie przez internet. Ułatwia to atrakcyjna i przejrzysta strona internetowa. Kilimy są na niej dobrze sfotografowane i wyczerpująco opisane. Na przykład o tkaninie „Shapes on Stripes” z najnowszej kolekcji „Kilimy z Polski” czytamy m.in.: „To kilim inspirowany językiem tradycyjnych tkanin wschodnich i huculskich.

Wełna wykorzystana do produkcji pozyskana została z żywych owiec. Może być eksponowany zarówno na podłodze, jak i na ścianie. Wzór jest wyprodukowany w ograniczonej liczbie egzemplarzy. Każdy kilim jest sygnowany”. Zdjęciom towarzyszy kołowy wykres, wyjaśniający, co się składa na cenę sprzedaży — ile procent idzie na wynagrodzenie tkacza, ile na podatek, ile to koszty stałe, przesyłka, marża itd. Taki opis wzbudza zaufanie.

Jeszcze w inkubatorze

To nie przypadek, że pracownia Tartaruga działa w Łodzi. Miasto od zawsze było złączone z przemysłem włókienniczym. Projektantki chcą nawiązywać do tej tradycji. Ma to dobre strony ze względów organizacyjnych i finansowych. Miasto od lat wspiera inicjatywy podnoszące jego atrakcyjność wizerunkową, m.in. poprzez program stypendialny „Młodzi w Łodzi”, z którego skorzystała Wiktoria Podolec.

— Co prawda nie otrzymałam pieniędzy na rozkręcenie działalności, nasz start-up nie wygrał konkursu, ale mogłam wziąć udział w szkoleniu dotyczącym założenia i prowadzenia firmy. Dużo mi dało. Dowiedziałam się o wielu podatkach i formalnościach, o których nie miałam pojęcia, i nauczyłam się robić biznesplan, przewidujący rozwój przedsiębiorstwa z perspektywą na co najmniej trzy lata — wspomina. Obie wykorzystały też inną okazję, jaką daje Łódź — możliwość zaistnienia w popularnym miejscu handlowo-biznesowym, czyli w Fabryce Sztuki, w ramach programu Art_Inkubator. To inkubator przemysłów kreatywnych prowadzony w trzech zrewitalizowanych budynkach pofabrycznych przy ul. Tynieckiego. Mieszczą się tam też kawiarnie i restauracje.

— Przemysły kreatywne zakwalifikowane do inkubatora mogą rezydować w tych pięknych wnętrzach przez dwa lata i płacą za to symbolicznie. Po tym czasie będziemy musiały przenieść pracownię pod inny adres — informuje Wiktoria Podolec.

Sekret to układ nitek

„Tartaruga znaczy żółw. Żółw jest powolny, ale za to długowieczny i wyjątkowy. Dokładnie taki jak nasze tkaniny” — można przeczytać na stronie firmy. Panie nie dodały, że równie długowieczne jest rzemiosło, które uprawiają. W zasadzie to jeden z najstarszych zawodów świata. Jego początki sięgają neolitu. To wtedy powstały pierwsze pionowe warsztaty tkackie. W Polsce tkactwo przeżywało rozkwit pod koniec XIX i na początku XX w. Wykorzystywano przede wszystkim len, konopie i wełnę owczą. Jeszcze 10 lat temu mówiło się o nim jako o zawodzie ginącym. Ręczne utkanie kilimu i wtedy, i dziś trwa długo. Najpierw trzeba stworzyć osnowę — bazę złożoną z pionowych, równolegle rozpiętych nici. Ich liczba jest zaplanowana już na etapie projektowania.

— Dla utkania kilimu o wymiarach 120 na 70 cm muszę rozpiąć osnowę w liczbie 175 nici na pionowym dwumetrowym krośnie, kolejno stając na palcach i kucając 175 razy. Potem tkam kilim 30-40 godzin, w zależności od skomplikowania wzoru. Na końcu muszę zawiązać na niciach osnowy 350 supełków — opowiada Wiktoria Podolec.

Między nićmi osnowy snuje się wątek, czyli nici układane do niej prostopadle. Są każdorazowo dociskane do krawędzi tkaniny przez mechanizm bidłowy. Od sposobu układania wątku, doboru materiału, koloru zależy wzór. Wielokrotne powtarzanie wątku nazywa się tkaniem. W przypadku Wiktorii Podolec i Jadwigi Lenart — zarabianiem.

Jak to się stało, że zajęły się tak żmudnym zajęciem? Poznały się na studiach z wzornictwa na Politechnice Łódzkiej. Specjalność: architektura tekstyliów. Kładziono tam nacisk przede wszystkim na projektowanie. Ale kilku wykładowców miało też tradycyjne podejście do zawodu.Podczas długich godzin przy krosnach dziewczyny połknęły bakcyla.

Wypatrywany pierwszy pracownik

Produkcja zaczyna się od znalezienia surowca na kilim. Tartaruga oferuje tkaniny z tzw. żywej wełny, z owiec z okolic Koniakowa. W najbliższym czasie poszerzy ofertę o kilimy z bawełny.

— Klienci pytają o tkaniny „wege”. Dla wielu osób to bardzo ważna sprawa — mówi Wiktoria Podolec. Drugim krokiem jest barwienie surowca. Wszystkie kolory pozyskują same.

— Dzięki temu nici nie są nasączone szkodliwą chemią i będą długo żyły w całkowitej przyjaźni ze zdrowiem i środowiskiem — wyjaśnia Jadwiga Lenart. Ważnym etapem jest stworzenie wzoru. Wiktora Podolec, która doskonaliła warsztat u prof. Włodzimierza Cygana, m.in. pod jego wpływem szuka inspiracji w bibliotekach, przeglądając współczesne i historyczne książki poświęcone tkaninom. Ostatni etap to tkanie. Po nim zostaje sprzedaż i prace administracyjne — najmniej wdzięczny element twórczego biznesu łodzianek.

— I tak mogłoby to wyglądać, jednak musiałoby nas, tkających w Tartarudze, być więcej, żeby biznes można było zacząć nazywać intratnym — twierdzi Wiktoria Podolec. Dlatego na razie połowę dochodów firmy dają warsztaty tkania. — Marzy się nam zmiana tych proporcji, warsztaty powinny być dodatkiem do podstawowej działalności — mówi Wiktoria Podolec. Wiele wskazuje na to, że pragnienia mogą się ziścić. Hasło „kilimy” było w 2017 r. najchętniej wyszukiwanym w kategorii wnętrza w serwisie Pinterest. Od początku 2018 r. właścicielki Tartarugi mają drugie, kosztowe krosno.

— Teraz będziemy mogły tkać równocześnie — cieszą się. Przełomem będzie jednak zatrudnienie pierwszego pracownika. — To moment, którego wypatrujemy. Nie tylko dlatego, że nas odciąży, ale to będzie też sygnał, że regularnych zamówień jest już bardzo dużo i firmę na pracownika stać — konkluduje Wiktoria Podolec. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Janusz-Lorkowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Układ prostopadły do wątku