Ukraina prosi Polskęo dowód przyjaźni

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 25-02-2014, 00:00

Nasz rząd chętnie wspiera ukraińską opozycję ciepłym słowem, ale o pożyczaniu pieniędzy nie chce słyszeć

Nowy ukraiński rząd tymczasowy mówi Polsce „sprawdzam”. W poniedziałek Jurij Kołobow, pełniący obowiązki ministra finansów, zwrócił się do naszego rządu (oraz do rządu USA) z prośbą o pilną pomoc finansową na regulowanie bieżących zobowiązań. Wyraził również nadzieję, że Polska razem z innymi krajami Zachodu weźmie udział w przygotowaniu programu pomocowego dla Ukrainy.

Zobacz więcej

UKRAINA POD ŚCIANĄ: Doprowadzono państwo do bankructwa. Państwo nie ma z czego spłacać długów — twierdzi Arsenij Jaceniuk, jeden z liderów ukraińskiej opozycji. [FOT. REUTERS/FORUM]

— Szacujemy, że Ukraina w latach 2014-15 może potrzebować wsparcia na poziomie 35 mld USD — stwierdził Jurij Kołobow w liście do swojego narodu.

Dobry zwyczaj…

Teoretycznie Polskę stać na to, aby pilnie pożyczyć Ukrainie choćby kilka miliardów złotych. Nasza gospodarka rośnie szybciej od założeń, dzięki czemu w budżecie jest kilka miliardów złotych luzu. Analitycy BOŚ czy Pekao prognozowali kilka dni temu, że deficyt w 2014 r. wyniesie około 40 mld zł wobec zaplanowanych 47,5 mld zł. Ponadto gdyby pod hasłem pomocy dla Ukrainy obniżyć wydatki budżetowe o 1 proc., dałoby to kolejne ponad 3 mld zł. W ten sposób bez większego ryzyka dla stabilności budżetu można by stworzyć „polski” program dla Ukrainy na 10 mld zł. Polski rząd jednak na razie nie pali się do pożyczania pieniędzy sąsiadowi. Premier Donald Tusk w poniedziałek z dystansem odniósł się do apelu ukraińskich polityków.

— Polska powinna być zainteresowana stabilnością finansową Ukrainy, ale nie wyprujemysobie żył (…). Musimy postępować przyzwoicie wobec naszych sąsiadów, ale też z należytą pieczołowitością dbać o polskie interesy — powiedział Donald Tusk. Stwierdził, że Polska nie będzie liderem organizowania pomocy finansowej dla Ukrainy.

Najpierw reformy

Skąd ten nagły dystans? Wspieranie ukraińskiej gospodarki w jej obecnym kształcie to ryzykowne przedsięwzięcie. Już przed rozpoczęciem protestów w Kijowie finanse ukraińskie zmierzały w niebezpiecznym kierunku. Rosło zadłużenie zagraniczne, topniały rezerwy walutowe i narastała nierównowaga w finansach publicznych.

— Ukraina cierpi przede wszystkim na silny, uporczywy deficyt handlowy. Eksportuje niewiele, w dodatku głównie surowce. Aby sfinansować tę dziurę w bilansie, stale musi zwiększać zadłużenie zagraniczne, co prowadzi do coraz większej nierównowagimakroekonomicznej — tłumaczy Piotr Pękała, ekonomista Banku Pekao.

W czasie protestów negatywne tendencje jeszcze się nasiliły i Ukraina stoi dziś przed groźbą recesji. Słabnąca ostatnio hrywna może pomóc, ale tylko na chwilę. Strukturalnego problemu, jakim jest niska konkurencyjność gospodarki, nie rozwiąże. Potrzebne są więc głębokie, odważne reformy. Bez nich może się okazać, że pożyczka dla Ukrainy będzie tylko chwilowym zastrzykiem gotówki i kraj nie będzie w stanie zwrócić pożyczonej kwoty.

— Żeby być skutecznym biorcą pomocy, trzeba mieć sprawne państwo, które jest w stanie tę pomoc zagospodarować — powiedział w Radiu Zet Bartłomiej Sienkiewicz, minister spraw wewnętrznych.

Analogicznie nikt nie pożyczał pieniędzy Polsce wtedy, kiedy była w najgorszej sytuacji, czyli w 1989 r. Dopiero od 1991 r. (a więc dwa lata po reformie Wilczka i wyrzeczeniach planu Balcerowicza) wierzycielenaszego kraju zaczęli wspierać Polskę, stopniowo umarzając część naszego długu.

Potrzebny policjant

Żeby więc polski rząd mógł bezpiecznie pożyczyć pieniądze Ukrainie, musiałby dołączyć do umowy określone warunki, oznaczające zobowiązanie się ukraińskiego rządu do konkretnych reform. Taki układ byłby jednak trudny do przyjęcia nie tylko w Kijowie, ale również w Warszawie, bo zamiast partnerem Ukrainy musielibyśmy stać się jej nadzorcą, który rozlicza z obiecanych reform, a to zawsze prowadzi do konfliktów. Jeśli więc Polska wesprze Ukrainę, to nie bezpośrednio, ale jedynie wejdzie w koalicję zawiązaną pod parasolem np. Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) lub UE. Przygotowania takiego programu już wystartowały.

— UE pracuje nad pakietem wsparcia dla Ukrainy. Prowadzimy rozmowy w tej sprawie z instytucjami finansowymi, takimi jak MFW, Europejski Bank Inwestycyjny i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju — oświadczył Olivier Bailly, rzecznik Komisji Europejskiej.

Biorąc pod uwagę zasięg tych instytucji, uzbieranie około 30 mld USD jest możliwe. MFW i UE dały się już jednak wielokrotnie poznać jako twardzi gracze, którzy domagają się zdecydowanych reform. Jakich w tym przypadku? Prawdopodobnie koalicja ratowników wróci do listy zmian, których MFW domagał się od Ukrainy przy poprzednich negocjacjach, z lat 2012-13. Chodziło przede wszystkim o uwolnienie kursu hrywny (wsparcie dla ukraińskiego eksportu i zmniejszenie importu) i cen gazu dla odbiorców (ulga dla budżetu), a także redukcję wydatków publicznych i ścięcie deficytu budżetowego. Ówczesne władze Ukrainy odrzuciły te żądania i pomoc MFW została wstrzymana.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu