Ukraińcy zadomowili się nad Wisłą

Pracują, studiują, zarabiają i coraz częściej chcą zostać na stałe. Ukraińskie ręce do pracy pomogą rozbroić demograficzną bombę w Polsce

„Hej, tam gdzieś z nad czarnej wody. Wsiada na koń kozak młody. Czule żegna się z dziewczyną, jeszcze czulej z Ukrainą”. XIX-wieczne słowa ukraińskiego poety stały się po wybuchu wojny u naszego wschodniego sąsiada znów aktualne. Od tamtej pory Polska stała się dla wielu Ukraińców ziemią obiecaną.

— Szacujemy, że liczba Ukraińców pracujących w Polsce sięgnęła w ubiegłym roku około miliona. Ze względu na cyrkulacyjny charakter migracji jednocześnie przebywało ich około 500 tys. — mówi Paweł Michalik, wicedyrektor departamentu statystyki w Narodowym Banku Polskim (NBP). Bank centralny zbadał, jak wygląda ukraińska diaspora nad Wisłą i zbudował profil emigranta ze Wschodu, który szuka pracy i płacy w Polsce.

Badanie NBP jest pierwszym, które tak głęboko zagląda pracującym u nas Ukraińcom do kieszeni.

Nowa fala

Analitycy banku wzięli pod lupę głównie województwo mazowieckie oraz miejscowości, gdzie sąsiedzi znajdują pracę w rolnictwie, ale zapewniają, że wnioski można rozciągnąć na cały kraj.

— Populacja Ukraińców pracujących w Polsce znacząco rośnie. W tej nowej grupie migrantów jest większy udział mężczyzn. Są to częściej osoby młodsze i ze wschodniej Ukrainy ogarniętej konfliktem zbrojnym — informuje Jacek Kocerka z departamentu statystyki NBP.

Przeciętnym imigrant ze Wschodu był w Polsce już 11 razy i średnio spędzał tu nieco ponad 5 miesięcy. W ciągu ostatnich dwóch lat rośnie liczba tych, których wypędziła do Polski wojna i związane z tym załamanie gospodarki. Fala, która do nas obecnie dociera, to w dużej części mężczyźni — prawie 58 proc. nowo przybyłych.Wśród „starej” emigracji stanowili oni zaledwie jedną trzecią. Dominują osoby młode, a średnia wieku nie przekracza 33 lat, choć wcześniej przyjezdni byli przeciętnie o dekadę starsi.

Główną siłą napędową tej wędrówki jest oczywiście praca — aż 94 proc. przyjezdnych ma zatrudnienie i są coraz bardziej potrzebni. Tylko w ubiegłym roku pojawiło się aż 760 tys. ofert (na podstawie oświadczenia o chęci zatrudnienia cudzoziemca). To ponaddwukrotnie więcej niż rok wcześniej. W ten sposób Ukraińcy mogą pracować przez sześć miesięcy w ciągu roku. Przybywa też takich, którzy myślą o tym, żeby zapuścić w Polsce korzenie.

— Rośnie liczba osób, które starają się o pozwolenie na pracę w Polsce, zakładają firmy czy starają się o obywatelstwo polskie, szczególnie jeśli mają polskie pochodzenie. Kupują również nieruchomości — wyjaśnia Grzegorz Dobroczek z departamentu statystyki NBP.

Z ofert, jakie składają w pośredniakach pracodawcy, nie radzi wyciągać zbyt pochopnych wniosków, bo na jednego Ukraińca przypada często kilka oświadczeń o pracę, a jest też spora grupa tych, którzy oficjalnie nie przyjeżdżają do nas za chlebem.

Zarabiają i przelewają

Badanie NBP jest też pierwszym, które tak głęboko zagląda pracującym u nas Ukraińcom do kieszeni. Ze statystyk wynika, że średnia i mediana miesięcznych zarobków są niemal jednakowe — 2 tys. zł netto. To prawie trzykrotnie więcej, niż wynosi przeciętna pensja na Ukrainie, i bardzo blisko tego, ile wynosi mediana netto w Polsce (w firmach zatrudniających co najmniej 9 osób).

— Dostają też transfery pozagotówkowe w postaci mieszkania i wyżywienia od pracodawcy, co pozwala znaczną część pieniędzy zaoszczędzić i trzymać w postaci oszczędności albo przetransferować do kraju — wyjaśnia Jacek Kocerka.

Tylko w ubiegłym roku Ukraińcy zarobili w Polsce ponad 8,4 mld zł. Aż dwie trzecie to oszczędności przelane do ojczyzny. Chociaż rośnie też odsetek oszczędzających w polskich bankach. Na koniec ubiegłego roku depozyty sięgnęły 900 mln zł. To prawie dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Chociaż liczby nie robią szczególnego wrażenia w porównaniu z tym, co mają na kontach Polacy, to sama dynamika jest imponująca, a byłaby jeszcze wyższa, gdyby nie to, że gros Ukraińców pracuje w… szarej strefie.

— Gdy patrzymy na dane ZUS, za ile osób są opłacane składki, to wśród cudzoziemców Ukraińcy są najliczniej reprezentowani, ale ta liczba jest bardzo niewielka w porównaniu z ogółem pracujących obcokrajowców w Polsce. To, że pracują w szarej strefie, nie oznacza jednak, że przybywają do Polski nielegalnie — podkreśla Grzegorz Dobroczek.

Pracują i studiują

W usługach budowlano-remontowych wzięciem cieszą się mężczyźni. Zatrudnienie ma tam co piąty przybysz i może liczyć na najlepszą płacę ok. 2,7 tys. zł. Najsłabiej wynagradzane są prace, które wykonują Ukraińcy w gospodarstwach domowych — ok. 1,8 tys. zł. Tam zaś pracujeaż 37 proc. kobiet, które przybyło do Polski.

— Najsilniejszy wpływ Ukraińców na rynek pracy jest w sektorze rolniczym, przy zbiorach i pracach pomocniczych. W aglomeracji warszawskiej pełnią dużą rolę i trudno znaleźć Polaków, którzy tam dorabiają. W innych sektorach wpływ jest mniejszy — uważa Grzegorz Dobroczek. Co ciekawe, już za chwilę coraz więcej Ukraińców będzie się legitymowało dyplomem wyższej uczelni. Razem z migrującymi za pracą rośnie też liczba przyjeżdżających po wiedzę. Ze statystyk GUS wynika, że w 2015 r. ponad połowę cudzoziemców studiujących w Polsce stanowili Ukraińcy, a ich liczba przekroczyła 30 tys. Prawie połowa z nich łączy naukę z pracą, a jedna trzecia jest gotowa ją podjąć w każdej chwili. Najczęściej w handlu, hotelarstwie i gastronomii.

— Ich zarobki są jednak niższe niż w przypadku typowych imigrantów zarobkowych i wynoszą niecałe 1,6 tys. zł — informuje Grzegorz Dobroczek.

Wyjście z pułapki

W łatwości, z jaką Ukraińcy znajdują pracę nad Wisłą, szczególnie tam, gdzie Kowalski ma większe ambicje płacowe, coraz więcej osób upatruje remedium na problemy demograficzne, które już za chwilę zaczną coraz mocniej uderzać w polską gospodarkę.

— To jest niewątpliwie solidny zasób siły roboczej, z którego możemy czerpać. Wydaje mi się, że najpierw jednak należałoby zmienić strukturę polskiej gospodarki, aby przesuwać pracowników z branż mniej produktywnych, w drugim kroku zaś otwierać się na inne nacje — uważa Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao. Jego zdaniem, w kontekście zmian demograficznych szczególnie należałoby zadbać o tych Ukraińców, którzy zdecydowali się zdobyć w Polsce dyplom.

— Można wówczas pomyśleć np. o ułatwieniach w podejmowaniu pracy i programach rozwijania kariery — podkreśla ekonomista Banku Pekao. Na razie o specjalnej polityce imigracyjnej nie myśli rząd, ale w resorcie pracy uważają, że Ukraińcy nie będą wykonywali tylko najtańszych i najprostszych zadań.

— Na pewno trzeba brać pod uwagę, że ludzie wykształceni też powinni na naszym rynku znaleźć miejsce. Czy stosować jakieś specjalne zachęty? Myślę, że nie ma w tej chwili takiej potrzeby. Rynek powinien być otwarty i jest — podkreśla Stanisław Szwed, wiceminister pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane