Ta afera wstrząsnęła polskim lotnictwem, a wśród pasażerów wywołała obawy co do bezpieczeństwa lotów. Okazało się bowiem, że niektórzy piloci zdawali egzaminy uprawniające do zasiadania za sterami maszyn za łapówki. Z ustaleń „Pulsu Biznesu” wynika, że głośny skandal już niedługo ma znaleźć swój finał w sądzie. Prokuratura Okręgowa w Warszawie, wspierana przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), po blisko czterech latach śledztwa zamierza sporządzić w tej sprawie akt oskarżenia. Ma on trafić do sądu najpóźniej do końca roku.
— Przed jego wysłaniem nierozliczone wątki będą wyłączone do odrębnego postępowania — mówi „PB” Dariusz Ślepokura, rzecznik warszawskiej prokuratury. Dotychczas zarzuty m.in. korupcji, niedopełnienia obowiązków i fałszowania dokumentów usłyszało 41 osób (wobec 6 z nich materiały zostały wyłączone do odrębnego prowadzenia). Śledczy zabezpieczyli majątek podejrzanych na ponad 1,3 mln zł.
— W tej sprawie stosowane są nieizolacyjne środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, dozorów policji, zawieszenia w pełnieniu czynności służbowych oraz nakazów powstrzymania się od prowadzenia samolotów i śmigłowców w ruchu powietrznym — tłumaczy prokurator.
Mózg przestępstwa
Jak to możliwe, że piloci odpowiedzialni za życie pasażerów kupowali licencje lotnicze?
„Puls Biznesu” dotarł do materiałów śledztwa, które ujawniają kulisy korupcyjnego skandalu. Wynika z nich, że w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego (ULC) przez kilka lat miała działać zorganizowana grupa przestępcza, której członkowie w zamian za łapówki pomagali kandydatom na pilotów zdawać egzaminyteoretyczne głównie na licencje liniowe — uprawniające do zasiadania za sterami samolotów pasażerskich, oraz turystyczne — umożliwiające pilotowanie awionetek.
Śledczy podejrzewają, że mózgiem grupy była Ewa Ch. (prokuratura postawiła jej 13 zarzutów, nie przyznała się do winy), zatrudniona w ULC jako główny specjalista z pensją 4,5 tys. zł netto. To ona miała decydować, komu pomagać podczas egzaminu i rozdzielać łapówki otrzymywane od przyszłych pilotów. Ile kosztowała pomoc w zdaniu egzaminu teoretycznego (14 przedmiotów)? Starający się o licencję liniową Paweł K. za pomoc w zdaniu poszczególnych przedmiotów zapłacił 20 tys. zł.
Trzej inni kandydaci na pilotów (w tym właściciel jednej z firm budowlanych) pomagali Ewie Ch. w budowie jej domu. O tym, jak wyglądały kulisy przestępczego procederu, opowiedział śledczym 40-letni Tomasz K. z Lotniczej Komisji Egzaminacyjnej (LKE), główny podejrzany w śledztwie (15 zarzutów), który poszedł na współpracę z prokuraturą i CBA.
„(...) W większości przypadków schemat działania był ten sam: od Ewy Ch. dowiadywałem się, komu mam pomóc — podawała nazwisko czy to na kartce, czy też mi mówiła, ta osoba zgłaszała się na egzamin, ja jej pomagałem (…) Moja pomoc zawsze polegała na tym, iż obserwowałem podczas egzaminu na komputerze LKE, czy kandydat uzyskał już wymagany do zdania limit punktów i wtedy dawałem sygnał, np. poprzez kiwnięcie głową, że może zakończyć egzamin (...) Jeżeli limit punktów był niewystarczający, wówczas pisałem na kartce pytania, które kandydat musiał poprawić, żeby zdać, bądź też po wejściu na salę egzaminacyjną mówiłem mu, które pytania powinien poprawić, ale bez wskazywania prawidłowej odpowiedzi” — zeznał Tomasz K. Za pomoc wskazanym osobom otrzymywał ponad 2 tys. zł, czyli praktycznie drugą pensję. Jako członek LKE zarabiał bowiem miesięcznie blisko 2,7 tys. zł netto. W korupcyjny proceder w ULC zaangażowany był też mąż Ewy Ch.
Pół roku bez prezesa
Od ponad pół roku resort transportu nie potrafi wyłonić nowego szefa ULC. Konkurs rozpisany w marcu zakończono bez rozstrzygnięcia. Rozpoczęty w czerwcu, miał zostać zakończony do końca sierpnia. Dotychczas resort nie poinformował o jego wynikach. Od momentu odwołania w lutym z funkcji prezesa Grzegorza Kruszyńskiego obowiązki szefa pełni wiceprezes Tomasz Kądziołka.
— Wojciech G., który wraz z Tomaszem K. bezpośrednio pomagał kandydatom na pilotów w czasie egzaminów.
„(...) Pomoc moja polegała na tym, że w czasie egzaminu na te pytania, na które mieli problem, dawałem im odpowiedzi. Te odpowiedzi były w systemie i pan Kalinowski mi pisał, które są prawidłowe. (...) On mi pisał na krateczce i ja przekazywałem dalej (…)” — zeznał Wojciech G. Zaprzeczał jednak, aby za tę pomoc przyjmował łapówki.
Kokainowa rodzina
W pewnym momencie Tomasz K. zorientował się jednak, że bardziej opłacalne jest osobiste dogadywanie się z kandydatami na pilotów. W efekcie od zdającego na licencję liniową Arkadiusza K. za pomoc w egzaminie otrzymał 10 tys. zł. Przyznał się również, że pomógł w zdaniu na licencję liniową Edycie G.
W zamian otrzymał 2 tys. zł. Pomocy podczas egzaminu udzielił też Aleksandrze Dz., starającej się o licencję liniową. „(...) dostałem od niej długopis — balpen czy balograf o wartości kilkudziesięciu złotych, pamiętam, że z ciekawości sprawdziłem, ile to warte” — zeznał Tomasz K. Część pieniędzy uzyskiwanych z łapówek urzędnik przeznaczał na narkotyki (kokainę), które zażywał wraz z żoną. K. zeznał, że kupował je od warszawskiego gangstera Atka.
Weselny teatr
Śledczy podejrzewają, że ustawianiem egzaminów zajmowala się też Katarzyna T., przewodnicząca LKE. To ona miała pomóc w uzyskaniu licencji pilota znanemu kompozytorowi Januszowi S. O sprawie szczegółowo opowiedziała podczas przesłuchania jej podwładna — Agnieszka N.
„(...) Katarzyna T. poinformowała mnie, że będzie brał udział w egzaminie pan S. i wydała mi polecenie jako przełożona, bym pomogła mu podczas egzaminu, tj. przekazała mu informacje, kiedy ma zakończyć egzamin w przypadku dobrych odpowiedzi, a w przypadku nieosiągnięcia wystarczającej liczby punktów, bym mu zaniosła kartkę z prawidłowymi odpowiedziami. (...) Wiem również, ponieważ byłam świadkową na ślubie Katarzyny T. i uczestnikiem wesela, że wesele odbywało się w Teatrze Buffo [którego współwłaścicielem jest Janusz S.]. Z tego, co pamiętam, wesele odbywało się po zdanym egzaminie przez pana S. Ale pana S. widywałam w ULC zarówno przed weselem, jak i po weselu (…)”
Sama Katarzyna T. podczas przesłuchania zaprzeczała, aby w jakikolwiek sposób pomagała kompozytorowi. Przyznała jednak, że składała za niego wymagane dokumenty oraz pilnowała terminów. „(...) Nie powinnam tego robić. Kandydat powinien sam dbać o swoje sprawy. Potwierdzam, że moje wesele odbyło się w restauracji Teatru Buffo. Koszt restauracji wynosił 150 zł od osoby. Nie posiadam żadnej umowy dotyczącej wynajęcia stosownej sali. Na wesele był zaproszony pan S. Umowa nie była podpisana, ponieważ nie chciałam podwyższać kosztów całej imprezy. To podwyższenie kosztów związane mogło być z naliczeniem podatku VAT (…)” — tłumaczyła Katarzyna T.
Ekspresowy egzamin
Śledztwo w sprawie korupcji w ULC zostało wszczęte w połowie grudnia 2008 r. O nieprawidłowościach przy wydaniu licencji pilota liniowego obywatelowi Niemiec poinformował Dariusz Sz., właściciel firmy lotniczej. Wskazał on w piśmie, że skomplikowany egzamin teoretyczny zdał w ciągu zaledwie dziesięciu godzin, co jest fizycznie niemożliwe. Ponad dwa lata później Sz. sam usłyszał zarzuty korupcji.
Okazało się bowiem, że egzamin teoretyczny na pilota liniowego zaliczył w czasie o dwie godziny krótszym niż obywatel Niemiec, którego wynik kwestionował. Oprócz tego śledczy ustalili, że Sz. sfinansowal wyjazd do Chorwacji i pobyt na jachcie Ewie Ch. i Wojciechowi G. Kobieta otrzymała również 15 tys. zł za przygotowanie instrukcji i programu szkolenia dla firmy Dariusza Sz. Wątek dotyczący pilota został jednak umorzony. Powód? Pod koniec 2011 r., podczas wyjazdu do Indii, Sz. popełnił samobójstwo.