Szansą na rozwój ulic handlowych jest współpraca samorządów ze stowarzyszeniami kupieckimi. Może ona zaowocować pozyskaniem środków na rozwój z funduszy strukturalnych UE.
Główne ulice miast, jako miejsce zakupów, przegrywają rywalizację z galeriami handlowymi. Przyczyny leżą nie tylko w niższych czynszach i większej dostępności powierzchni centrów handlowych.
— Ulice handlowe, takie jak Piotrkowska w Łodzi czy Marszałkowska w Warszawie, umierają też dlatego, że nikt nie dba o to, aby stanowiły spójną całość. Często samoczynnie, w sposób niekorzystny, dzielą się one na części wyznaczane np. przez dzielące je tory tramwajowe czy bariery architektoniczne, jak wysunięte z zasadniczej linii zabudowy obiekty. Jeśli do tego dodać bardzo zły stan chodników, to staje się oczywiste, dlaczego brakuje na nich spacerujących mieszkańców — potencjalnych klientów — ocenia Elżbieta Dmowska-Mędrzycka, właścicielka agencji marketingowo-reklamowej.
Witold Fizyta, członek zarządu Stowarzyszenia Nowy Świat z Warszawy, podkreśla konieczność zrozumienia przez władze miejskie znaczenia starych ulic handlowych.
Rozwiązaniem problemu może być tylko wspólne zaangażowanie się w projekty rewitalizacji władz miejskich, stowarzyszeń kupieckich oraz wyspecjalizowanych agencji świadczących usługi finansowe, doradcze, marketingowe i reklamowe.
— Pierwszym krokiem jest powołanie organizacji zawodowej, zainteresowanej rozwojem określonej części miasta. Następnym, nawiązanie dobrych kontaktów z włodarzami miasta, którym należy uświadomić rolę handlu w przeciwdziałaniu wyludniania się wieczorami centrów miast czy powstawaniu dzielnic sypialni. Dzieje się tak m.in. na skutek przeniesienia się handlu i rozrywki do galerii handlowych. Bez pomocy samorządowców nie da się rozwiązać np. problemu dogodnych stref parkingowych, remontów nawierzchni ulic czy infrastruktury technicznej. Oprócz współdziałania z miastem, ważne jest także znalezienie odpowiedniego zarządcy, który zająłby się organizowaniem wydarzeń kulturalno-rozrywkowych, koordynowaniem godzin pracy najemców, przeprowadzeniem zaplanowanych prac, np. sprzątania — wyjaśnia Elżbieta Dmowska-Mędrzycka.
O ulicach trzeba myśleć tak jak o galeriach handlowych. Przeprowadzić analizy dotyczące branż, które mają szanse utrzymać się w określonych miejscach, zaplanować sąsiedztwo poszczególnych sklepów i punktów usługowych, wytyczyć szlaki, po których będą poruszali się klienci. Do tego potrzebna jest wiedza i koordynacja działań, której nie uda się uzyskać, jeśli każdy kupiec zainteresowany będzie wyłącznie pilnowaniem własnego sklepu.
Powierzenie tych zadań menedżerowi ulicy, a także wynajęcie jednej kancelarii podatkowej czy doradcy prawnego obniżyłoby koszty działania sklepów. Witold Fizyta uważa, że warszawski Nowy Świat powinien być traktowany jak galeria handlowa pod gołym niebem.
Elżbieta Dmowska-Mędrzycka zauważa, że wejście do projektu władz miejskich i organizacji zawodowych typu non-profit stwarza możliwość sięgnięcia po środki unijne z funduszy strukturalnych. Rozwój handlu może stać się m.in. częścią programów przeciwdziałania wykluczaniu społecznemu, rewitalizacji miast i regionów wiejskich, rozwoju turystyki, wyrównywania szans poszczególnych regionów, a nawet współpracy transgranicznej —- np. współpraca Zgorzelca i Goerlitz.
Stowarzyszenie Nowy Świat zaproponowało miastu zawiązanie spółki w celu zarządzania ulicą.
— Jako stowarzyszenie non-profit możemy być beneficjentem środków z funduszy Unii Europejskiej — tłumaczy Witold Fizyta.
Promocję punktów handlowych na ulicach można połączyć też z promocją miasta czy okręgu turystycznego. Tak właśnie robią miasta francuskie. W Havrze przeprowadzono akcję biało-błękitne lato. W tym czasie wszystkie witryny sklepowe stały się plakatami reklamowymi miasta, zachęcały i informowały o zorganizowanych atrakcjach i konkursach. Przyciągały turystów i miejscowych zmieniającą się stale zawartością tematyczną (np. etnograficzną, historyczną).
— Innym pomysłem błysnął Lipsk. Aby przeciwdziałać negatywnym skutkom złej pogody, zastosowano tam dwa pomysły. Pierwszy to zadaszenie uliczki, drugim, tańszym są parasolki. Podczas deszczu każdy przechodzień może w sklepie przy promowanej w ten sposób ulicy, za niewielkie pieniądze wypożyczyć parasol. Jeśli będzie chciał wsiąść do autobusu lub deszcz przestanie padać może w dowolnym punkcie handlowym na tej ulicy oddać go i odzyskać kaucję. Właściwie nikt nie oddaje tych parasoli, a miasto podczas deszczu staje się gigantyczną reklamą ulicy — opowiada Elżbieta Dmowska-Mędrzycka.