Umowa najmu obowiązuje do końca 2005 roku

Agnieszka Janas
opublikowano: 2004-02-24 00:00

Trwa konflikt nabywcy Remy 1000 z właścicielem budynku, w którym wynajmuje lokal. Właściciel nie kryje oburzenia, najemca zapowiada zażegnanie kryzysu.

Rema 1000, norweska sieć handlu detalicznego, która w czerwcu 2003 roku została sprzedana amerykańskiej spółce DRD Food Emporium, zdaniem właściciela wynajmowanego przez nią lokalu, w tajemniczy sposób wyprowadziła się ze swojego biura na warszawskiej Pradze-Północ.

— Właściciel spółki nie poinformował nas o tym, że zamierza zmienić lokal. Mało tego, wyprowadził się z budynku w weekend. Nie oddał nam oficjalnie kluczy. Te zwrócili nam, w tajemnicy przed szefem, zaprzyjaźnieni z nami wieloletni pracownicy spółki. Tak więc o tym, że nie mamy już najemcy, dowiedzieliśmy się przypadkiem — mówi Jan Wiszniewski, dyrektor Centrum Badawczo-Rozwojowego Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Cebron, właściciela budynku.

A było tak pięknie

Umowa najmu 809 mkw., czyli całego piętra budynku, podpisana została 16 maja 1995 r. między Cebronem a Rema 1000 Polska. Miała obowiązywać do końca kwietnia 2000 r. Kontrakt został przedłużony 14 grudnia 1999 r. do 31 grudnia 2005 r. wraz ze zmniejszeniem o 48 mkw. wynajmowanej powierzchni.

— Do momentu sprzedania spółki przez Norwegów, współpraca układała się bardzo dobrze. Najemca płacił czynsz regularnie. Wszystko zmieniło się w chwili przejęcia kontroli przez obecnego właściciela. Od czerwca do grudnia musieliśmy stale upominać się o regulowanie należności, nie mogliśmy spotkać się z nowym prezesem, by omówić sprawę. Prawdą jest jednak, że do stycznia tego roku otrzymywaliśmy pieniądze — opowiada Jan Wiszniewski.

Do stycznia. Ponieważ faktura nr 0003/EA/04 za styczeń 2004 r. wystawiona 6 stycznia 2004 r. na kwotę 31 783,38 zł nie została zapłacona.

— Rozważamy zlecenie windykacji należności. Zastanawiamy się także, co zrobić z utratą spodziewanych zysków za wynajem. Moglibyśmy wnieść sprawę do sądu, ale obawiam się, że dług jest nieściągalny, a sprawa będzie ciągnęła się latami. Musimy policzyć, czy nas na to stać — informuje Jan Wiszniewski.

Na fakturze znajdowały się też opłaty za: energię elektryczną za listopad 2003 r. i rozmowy telefoniczne za trzy miesiące (październik-grudzień 2003 r.), razem 2001,13 zł. Rema 1000 korzystała z elektryczności jeszcze przez dwa miesiące, a z telefonu przez styczeń, zaległości są większe.

Rema 1000 wyjaśnia

Pełnomocnik Remy 1000 Adam Kochanowski, radca prawny z kancelarii Melzacki Lewków, uważa, że właściciel budynku nie przedstawia całej prawdy.

— Najemca nie ma obowiązku informowania, dokąd się wyprowadza. Umowa zawarta z Cebronem nie nakłada na niego obowiązku przebywania w budynku. Sprawa zaległości dotyczy w tej chwili tylko jednej faktury, co wobec wieloletniej współpracy nie powinno aż tak niepokoić właściciela obiektu. Zresztą otrzymaliśmy datowane na 17 lutego pismo Cebronu, które naszą współpracę komplikuje — wyjaśnia Adam Kochanowski.

W piśmie tym, adresowanym do Mortena A. Carlsena, prezesa Rema 1000, Jan Wiszniewski pisze: „(...) fakt porzucenia wynajmowanej powierzchni bez jakichkolwiek wyjaśnień i formalnego wypowiedzenia umowy traktujemy jako jednostronne zerwanie umowy najmu powierzchni biurowej bez wypowiedzenia”.

— Sformułowanie jest nieprecyzyjne. Nie wiemy, czy nie oznacza wypowiedzenia umowy przez Cebron. Zarząd Rema 1000 musi zastanowić się, co to zdanie oznacza i jak się do niego ustosunkować. Chcemy rozwiązać ten problem w sposób satysfakcjonujący obie strony — mówi Adam Kochanowski.

Prawnik nie kryje zdziwienia postępowaniem Cebronu.

— Dopóki Rema 1000 nie wypowie umowy, nie ma obowiąz- ku zwrotu kluczy. Nikt nie powinien wchodzić na wynajętą powierzchnię — twierdzi Adam Kochanowski.

Podkreśla też, że Rema 1000 może mieć już inną koncepcję zagospodarowania tego lokalu, a działania Cebronu są nieprzyjazne.