Umowy handlowe chronią detalistów z GPW. Na razie

Zbigniew KazimierczakZbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2026-03-09 17:30

Giełdowe spółki z sektora handlu detalicznego w krótkim okresie są odporne na kryzys irański. Potem może być różnie. Spółki spożywcze mają szanse zyskać na zamieszaniu, kosztem firm modowych. I taki może być też przepływ kapitału inwestorów.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Mimo kiepskich nastrojów na warszawskim parkiecie z powodu wojny w Iranie, niektóre spółki opierają się negatywnej tendencji. W tej grupie znalazło się Dino, prowadzące sieć średniej wielkości supermarketów spożywczych. Akcje w poniedziałek drożały nawet o ponad 3 proc. Na plusie większość dnia spędziła też Żabka. Za to inwestorzy chętnie pozbywają się innych przedstawicieli sektora detalicznego: LPP, Modivo czy Pepco. Dwie ostanie spółki w ciągu tygodnia potaniały już o ponad 10 proc. To raczej nie przypadek.

Pod lupą fracht i waluty

Analitycy są zgodni, że wpływ sytuacji na Bliskim Wschodzie na sytuację detalistów i spółek konsumpcyjnych zależy od tego, jaki horyzont czasowy jest brany pod uwagę.

- W krótszym terminie konflikt nie powinien mieć większego wpływu na działalność spółek detalicznych. Firmy już wcześniej sygnalizowały, że mają podpisane umowy na dostawy po ustalonych cenach frachtu. Gorzej, jeśli taka sytuacja potrwa dłużej, co może zwiększyć koszty frachtu w negocjacjach na kolejne sezony, wpływając na marże brutto firm - mówi Janusz Pięta, analityk z Biura Maklerskiego mBanku.

- Grupa Pepco jest dobrze przygotowana, by reagować na potencjalne zakłócenia łańcucha dostaw. Zdecydowana większość naszych towarów transportowana jest drogą morską w ramach ustalonych wcześniej stawek - zapewniał Javier Rubio Fueyo, dyrektor ds. globalnych zakupów i łańcucha dostaw Pepco Group.

Na razie dla spółek ważniejsze jest to, co dzieje się na rynku walutowym.

- W przypadku sektora detalicznego, w szczególności odzieżowego, który w dużej mierze opiera się na imporcie, konflikt w Iranie wpływa na spółki przede wszystkim przez kurs walutowy. Droższy dolar oznacza wyższe koszty zakupu nowych kolekcji, a część czynszów najmu jest powiązana z kursem euro. Dlatego osłabienie złotego przekłada się na wzrost kosztów utrzymania sieci sklepów - wyjaśnia Grzegorz Kujawski, analityk Domu Maklerskiego Trigon.

Od 27 lutego, dnia poprzedzającego wybuch konfliktu, kurs dolara do złotego wzrósł o 3,5 proc., a euro o 1,2 proc.

Zdaniem Grzegorza Kujawskiego ceny frachtu, zwłaszcza morskiego, również mają znaczenie, choć mniejsze niż sytuacja na rynku walutowym. Spółki działają na podstawie umów transportowych zawieranych na około rok. Ponadto udział transportu w cenie zakupu kolekcji wynosi poniżej 10 proc.

- Oczywiście omijanie trasy przez Morze Czerwone i Kanał Sueski generuje dopłaty paliwowe oraz wydłuża czas dostaw, jednak branża miała już okazję przetestować taki scenariusz w ubiegłym roku. W kontekście potencjalnych zaburzeń w łańcuchach dostaw nowym elementem jest dostępność portów lotniczych nad Zatoką Perską, z których korzysta część detalistów, jednak w przypadku spółek notowanych na GPW udział frachtu lotniczego pozostaje niewielki - twierdzi analityk Trigona.

Żywność pewniejsza niż moda

Warto przy tym pamiętać, że kolekcja wiosna–lato jest już w magazynach, więc obecna sytuacja nie wpływa na bieżącą sprzedaż. Większe ryzyko pojawi się w przypadku przedłużenia konfliktu.

- Spółki stosują różny poziom zabezpieczeń ekspozycji walutowej - jedne zabezpieczają niemal cały zakup kolekcji, inne robią to w ograniczonym stopniu. Z dostępnych informacji wynika, że LPP zabezpiecza się w dużym zakresie, natomiast w przypadku Modivo na koniec trzeciego kwartału skala zabezpieczeń była marginalna - twierdzi Grzegorz Kujawski.

Doższa ropa i rosnące ceny produktów rolnych spowodują zapewne wzrost cen w sklepach spożywczych. Skorzystają na tym na takie spółki, jak Dino, Żabka czy Eurocash.

Janusz Pięta
analityk BM mBanku

Dodaje, że zwykle zabezpieczenia dotyczą najbliższej kolekcji (obecnie wiosna–lato 2026), podczas gdy kolekcja jesienno-zimowa nie jest już objęta hedgingiem. Dlatego utrzymanie obecnego trendu osłabienia złotego oraz wyższe ceny surowców energetycznych przełożą się na wzrost cen zakupu kolekcji. W takim scenariuszu otoczenie dla tych spółek stanie się bardziej wymagające, zwiększając ryzyko presji na marże.

Analityk mBanku zwraca ponadto uwagę, że ewentualny wzrost inflacji ograniczy realne dochody ludności, przez co obniżą się wydatki na zakupy.

- Wydaje się, że wrażliwość konsumentów będzie niższa w zakresie podstawowych dóbr, czyli głównie żywności. Za to większe ograniczenia mogą dotyczyć dóbr cyklicznych, takich jak odzież czy obuwie. Droższa ropa i rosnące ceny produktów rolnych spowodują zapewne wzrost cen w sklepach spożywczych. Skorzystają na tym na takie spółki, jak Dino, Żabka czy Eurocash. Niedawno ponownie pojawiły się obawy o deflację koszyka zakupowego, co sygnalizowała Biedronka. Odwrócenie tego zjawiska byłoby pozytywnym impulsem dla spółek spożywczych - twierdzi Janusz Pięta.

Ta branża uważana jest za defensywną.

- Możliwe, że niektórzy inwestorzy zdecydują się przesunąć część środków właśnie do spółek defensywnych, redukując swoje zaangażowanie w akcjach firm cyklicznych, takich jak LPP, Pepco czy Modivo - uważa specjalista.