Unia bez agencji celnych
Wejście Polski do UE oznacza kres działania sporej grupy agencji celnych. Duże możliwości daje szybko rosnące zapotrzebowanie na szeroko rozumiane usługi logistyczne.
Agencje celne pojawiły się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, po likwidacji monopolu państwa na handel zagraniczny i wysyp firm importowo-eksportowych. Zajęły się wyręczaniem firm w załatwianiu skomplikowanych procedur celnych.
Od stycznia 1993 roku uruchomienie takiej działalności wymaga specjalnego zezwolenia prezesa GUC. Spora część agencji została, zgodnie z obowiązującym prawem, wydzielona z firm transportowo-spedycyjnych.
Czarne chmury
Dziś istnieje około 500 agencji celnych. Zakres ich uprawnień reguluje kodeks celny, który przyznaje im prawo reprezentowania firm w obrocie celnym.
Wejście Polski do UE oznacza jednak kres działania sporej grupy agencji celnych, ze względu na spadek liczby klientów.
— Wskazuje na to struktura obrotów Polski z zagranicą. Naszym głównym partnerem są kraje Piętnastki — prognozuje Andrzej Rusak, prezes Rusak Logistic i Ogólnopolskiego Zrzeszenia Agencji Celnych.
Nowe obszary
Zdaniem Marcina Majewskiego, szefa szczecińskiego Trans-SAD-u, aby przetrwać, agencje powinny już dziś szukać nowych obszarów działania. Skorzystać na przykład z szybko rosnącego zapotrzebowania na szeroko rozumiane usługi logistyczne (prowadzenie dokumentacji, magazynowanie i dystrybucja towarów).
Andrzej Rusak dodaje, że niektóre z agencji znowu staną się prawdopodobnie częścią firm spedycyjnych.
— Wymiana ze Wschodem wartościowo jest co prawda znaczna, ale nie są to artykuły przemysłowe czy konsumpcyjne, lecz głównie surowce. Ten towar omija agencje celne — twierdzi Andrzej Rusak.
Lidia Sosnowska-Smogorzewska