Unia Europejska otwiera rynek zbrojeniowy

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 21-11-2005, 17:10

Unia Europejska otwiera swój wart 30 mld USD rocznie rynek sprzętu wojskowego dla "swobodnej i równoprawnej konkurencji" - poinformował w poniedziałek "Financial Times". Europejscy ministrowie obrony zgodzili się w poniedziałek na otwarcie rynku sprzętu wojskowego na spotkaniu w Brukseli, prowadzonym przez brytyjskiego ministra obrony Johna Reida.

Unia Europejska otwiera swój wart 30 mld USD rocznie rynek sprzętu wojskowego dla "swobodnej i równoprawnej konkurencji" - poinformował w poniedziałek "Financial Times". Europejscy ministrowie obrony zgodzili się w poniedziałek na otwarcie rynku sprzętu wojskowego na spotkaniu w Brukseli, prowadzonym przez brytyjskiego ministra obrony Johna Reida. "Financial Times" napisał, że, ministrowie zgodzili się również na rozpoczęcie opracowywania wspólnych zasad przetargów zbrojeniowych w miejsce regulacji rządowych, stosowanych w poszczególnych krajach UE.

Jak powiedział w poniedziałek PAP analityk militarny i redaktor naczelny pisma branżowego "Nowa Technika Wojskowa", Andrzej Kiński, decyzja ta sprawia, że otwiera się dla polskich firm zbrojeniowych dość duży rynek, na którym mogą one oferować swoje jakościowo dobre wyroby za dość atrakcyjne ceny.

Niekorzystne może być - zdaniem Kińskiego - jeśli we wspólnych wymaganiach przetargowych nacisk zostanie przede wszystkim położony na jak najnowocześniejsze rozwiązania techniczne. "Wtedy polskie firmy mogą w przetargach unijnych przegrywać. Jeśli zaś głównie chodzić będzie o cenę i np. terminy dostaw, wówczas zyskają nowe możliwości zbytu" - twierdzi Kiński.

Powstające zasady przetargów unijnych będą konsultowane przez rządy państw UE do maja 2006. Wspólne zasady mają dotyczyć wszystkich kontraktów zbrojeniowych wartości ponad 1 mln euro, z wyłączeniem substancji chemicznych, broni nuklearnej i sprzętu kryptograficznego.

Inne wyjątki mogą dotyczyć tylko takich przetargów, które są związane ze sferą wąsko pojętego bezpieczeństwa narodowego każdego państwa UE (np. infrastrukturą informatyczną służącego do tworzenia bezpiecznego podpisu elektronicznego dla wojska).

Jak powiedział "Financial Times" Reid, Unii chodzi nie tylko o większe otwarcie rynku, ale także o zacieśnienie, poprzez konkurencję, współpracy europejskich firm zbrojeniowych. Jako przykład negatywny przytoczył rynek kołowych transporterów opancerzonych, których kraje Unii potrzebują około 10 tys. w różnych wersjach. We wszystkich państwach Unii opracowano jak do tej pory 23 projekty takich transporterów, w większości stworzonych przez firmy lokalne i konkurujących ze sobą na rynku wewnątrzeuropejskim, podczas kiedy unijny program transportera opancerzonego MRAV/GTK praktycznie zamiera z braku zainteresowania.

Według nowych reguł, które wejdą w życie w lipcu 2006 r., rządy będą zobowiązane do publikowania zasad każdego przetargu w internecie oraz "równego i równoprawnego traktowania" wszystkich firm z krajów uczestniczących w przetargu.

Postępowania przetargowe będą monitorowane przez Europejską Agencję Obrony, która będzie współpracować z ministerstwami obrony państw Unii Europejskiej.

Komisja Europejska opracuje też dyrektywę dotyczącą wspólnych przetargów zbrojeniowych w UE, ale przygotowanie tej legislacji i jej przyjęcie według "FT" "zajmie lata".

Jak powiedział "FT" Reid, chodzi przede wszystkim o wzmożenie wysiłków firm europejskich w pracach nad tankowcem powietrznym nowej generacji i bezpilotowymi samolotami pola walki - zarówno rozpoznawczymi, jak i bojowymi.

Jak uważa Andrzej Kiński, mimo otwartej konkurencji, jaką decyzja ministrów obrony państw UE wprowadza na rynku zamówień wojskowych, możliwe będzie jednak zabezpieczenie interesów polskiego przemysłu zbrojeniowego.

"W przetargach organizowanych dla polskich sił zbrojnych ogromną rolę odgrywa cena. I to się raczej w najbliższym czasie nie zmieni - preferowane będą więc te firmy, które oferować będą mniejsze koszty sprzętu bądź usługi. W efekcie rzadko zdarzało się na naszym rynku, aby w przetargach firmy zachodnie bezpośrednio konkurowały z firmami polskimi. Nie tylko z powodu głównej wagi kryterium cenowego, ale i także dlatego, iż istnieją pewne systemy uzbrojenia, które można określić mianem +narodowych+" - twierdzi Kiński.

Jego zdaniem - "uwzględnienie tego w specyfikacji przetargowej daje dodatkowy mechanizm chroniący nasz rynek, bo można zaplanować pewne zakupy uzbrojenia, biorąc pod uwagę możliwości naszego przemysłu i będący w wyposażeniu armii sprzęt. Dla przykładu radiostacją, która jest w stanie w pełni współpracować z używanymi w armii polskiej radiostacjami PR4G krajowej produkcji, jest tylko urządzenie produkowane przez Radmor."

Kiński uważa ponadto, że kwestią MON-u będzie zabezpieczenie interesów polskich firm poprzez zawieranie kontraktów wieloletnich na dostawy i serwis sprzętu, "co jest praktyką w Europie powszechnie stosowaną".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane