Unijnej walucie krach już nie grozi

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-06-19 10:50

Strefa euro ciągle jest jak zombi — brakuje jej życia. W końcu jednak się przebudzi — mówi Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes

Strefa euro ma za sobą już pięć kwartałów z rzędu ujemnej rocznej dynamiki PKB. W I kw. 2013 r. wzrost gospodarczy wyniósł -1 proc. rok do roku, co jest najgorszym wynikiem od IV kw. 2009 r. Kiedy w końcu Euroland — główny odbiorca polskiego eksportu — wyjdzie na prostą?

— Spodziewamy się, że w ciągu kilku kwartałów recesja w strefie się skończy. W 2014 r. powinien w końcu nastąpić niewielki wzrost PKB — mówi Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes.

Jednak nawet wówczas nie będzie można powiedzieć, że Euroland kryzys ma za sobą.

— To nastąpi dopiero wówczas, kiedy strefa euro wewnętrznie się odbuduje, co może zająć lata — mówi Ludovic Subran.

Jego zdaniem, po trzech latach walki z kryzysem udało się zrobić sporo kroków w kierunku wyjścia z kryzysu — wprowadzono fundusze ratunkowe, osiągnięto porozumienie polityczne, do gry wszedł Europejski Bank Centralny. Ciągle brakuje jednak kilku bloków składających się na konstrukcję nowego Eurolandu: unii fiskalnej, wspólnego funduszu gwarancji bankowych, polityki przemysłowej i nadzoru finansowego.

— Dopóki tych puzzli do końca nie ułożymy, dopóty ryzyko nawrotów kryzysu w strefie euro nie zniknie. Wspólnota będzie jak zombi — będzie szła do przodu, ale bez życia, ciągle się potykając — mówi francuski ekonomista.

Jego zdaniem, panika związania z problemami strefy euro, jak ta z połowy 2011 r., już się nie powtórzy. Obawy o to, czy unijna waluta w ogóle przetrwa i czy Europę czeka gospodarczy kataklizm, już minęły.

— W tym sensie najgorsze mamy już za sobą. Małe kryzysy mogą się zdarzać, ale raczej nie będziemy już mówić o wychodzeniu jakiegoś kraju z Eurolandu — mówi Ludovic Subran. Jego zdaniem, błędy w polityce finansowej strefy euro zostały wyłapane i są naprawiane. Kraje członkowskie robią to, co jest potrzebne.

— Wprowadzają reformy strukturalne i starają się ciąć zbędne wydatki, by ograniczaćpotrzeby pożyczkowe. To procesy długotrwałe i pracochłonne, ale na dłuższą metę są bardziej ożywcze dla gospodarki niż np. sztuczne pobudzanie koniunktury zwiększaniem wydatków publicznych — uważa ekonomista.

Polska jeszcze przez kilka kwartałów będzie rozwijała się znacznie poniżej swojego potencjału. Według prognoz Euler Hermes, w 2013 r. PKB ma wzrosnąć o 1,3 proc., a w 2014 r. najwyżej o 2 proc.

— Ten powolny wzrost powoduje wiele długofalowych komplikacji dla całego systemu gospodarczego. Zwiększa bezrobocie, przynosi szeroką falę bankructw. Prognozujemy na 2013 r. wzrost liczby upadłości firm o 10 proc., choć już w 2012 r. wzrosła ona o 20 proc., a 2011 r. o 5 proc. — mówi Ludovic Subran. Jego zdaniem, Polska powinna przyjąć euro tak szybko, jak to możliwe.

— Z ekonomicznego punktu widzenia możecie tylko zyskać na wspólnej walucie. Nie stracicie konkurencyjności, bo w przypadku Polski ona jest wewnętrzna, opiera się na względnie taniej sile roboczej. Możecie natomiast zyskać większą stabilność handlową, bo i tak strefa euro jest głównym odbiorcą polskiego eksportu — uważa ekonomista.

Ponadto polskie firmy — nie tylko eksportujące do Eurolandu — mogłyby zyskać dostęp do taniego finansowania. Koszt kredytu byłby powiązany z niskimi stopami procentowymi Europejskiego Banku Centralnego, a nie ze względnie wysokimi stopami Narodowego Banku Polskiego (NBP).

— Nie zgadzam się z tym, że niskie koszty kredytu mogą być ryzykowne dla gospodarki. Ryzykowny jest zbyt wysoki jego koszt albo gdy banki nie chcą udzielać kredytów. Nie rozumiem też, dlaczego NBP utrzymuje tak wysokie stopy procentowe — mówi Ludovic Subran.