Za miesiąc wejdzie w życie prawo, które ma zahamować proceder fałszowania soków. Uczciwi producenci tracą na nim miliony złotych.
Polski rynek soków i nektarów, wart rocznie prawie 4 mld zł, jest polem coraz bardziej zaciętej rywalizacji krajowych i zagranicznych firm. Konkurencja przybiera różne, także nieuczciwe, formy. Umożliwiają to poważne luki w prawie, regulującym kwestię produkcji soków i nektarów.
— Wśród sprzedawanych na naszym rynku produktów prawie 20 proc. jest w jakimś stopniu zafałszowane — twierdzi Aleksander Jakubowski z Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego.
Soki i nektary są podrabiane na różne sposoby m.in. przez mniejszą niż wskazana na opakowaniu zawartość koncentratu lub przecieru owocowego. Z tego powodu producenci markowych soków i nektarów wysokiej jakości są rozgoryczeni, bo tracą rocznie setki milionów złotych. Ale już niedługo.
Na początku lipca wejdzie w życie rozporządzenie ministra rolnictwa określające precyzyjnie, co jest owocowym sokiem, a co nektarem, zgodne z obowiązującą w UE dyrektywą. Dla przykładu, nektar z czarnych porzeczek według norm UE musi zawierać minimum 25 proc. soku lub przecieru, a nektar z brzoskwiń 50 proc.
Z nieuczciwą konkurencją stara się też walczyć sama branża. Od ponad 2 lat działa w Polsce tzw. Dobrowolny System Kontroli Soków i Nektarów, stowarzyszenie skupiające dziewięciu największych producentów, które zleca niezależnym instytucjom badawczym monitoring wyrobów. Stowarzyszenie planuje wprowadzenie certyfikacji produktów, które spełniają normy jakościowe.