Unijny biznes nie chce nas w strefie euro

JKW
15-02-2012, 00:00

Grecki dramat coraz bliżej rozstrzygnięcia. Po tych doświadczeniach firmy z Eurolandu nie palą się do rozszerzania wspólnoty.

Dzisiaj upływa termin ultimatum dla Grecji. Jeśli rząd w Atenach chce otrzymać drugi program pomocowy od Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, musi spełnić ostatnie warunki. Jest szansa, że na dzisiejszym spotkaniu ministrów finansów strefy euro przeciągające się od tygodni negocjacje wreszcie się zakończą. Żeby program został uruchomiony, Grecja musi udokumentować plan ścięcia wydatków budżetowych o 325 mln EUR i przedstawić pisemną deklarację liderów koalicyjnych partii, że będą wprowadzać w życie uzgodnione z Unią reformy. Jeśli te warunki zostaną spełnione, Grecji zostanie już tylko jeden problem do rozwiązania, by mieć kilka miesięcy spokoju — musi w najbliższych dniach porozumieć się z wierzycielami w sprawie zaangażowania sektora prywatnego w redukcję zadłużenia.

— Część inwestorów odrzuca porozumienie, bo bardziej opłaca im się bankructwo Grecji i należne im z tego tytułu odszkodowanie z kontraktów ubezpieczenia długu — tłumaczy Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. Stawka, o którą toczy się dziś w Brukseli gra, to uniknięcie bankructwa Grecji. Bez programu pomocowego rząd Lukasa Papademosa nie będzie w stanie wykupić obligacji zapadających 20 marca o wartości 14,5 mld EUR. Ten precedens prawdopodobnie doprowadziłby do opuszczenia przez Grecję strefy euro. Politycy unijny nie wykluczają tego scenariusza.

— Unia Europejska jest lepiej przygotowana na bankructwo Grecji niż dwa lata temu.

Będziemy jednak robić wszystko, żeby do plajty nie dopuścić — zapewnił wczoraj Wolfgang Schäuble, niemiecki minister finansów. Jak wynika z badania firmy doradczej Grant Thornton, europejski biznes ma nadzieję, że Grecja uniknie bankructwa. Tylko jeden na czterech przedsiębiorców (24 proc.) uważa, że Euroland będzie lepiej funkcjonował, jeśli opuszczągo kraje mające problemy z wypłacalnością. Jeszcze mniej szefów firm (4 proc.) twierdzi, że strefa euro powinna zupełnie się rozpaść. Zdecydowana większość uważa, że powinno się ją ratować i unikać jakichkolwiek rozłamów. Co ciekawe, przedsiębiorcy Eurolandu z niechęcią patrzą jednak na ewentualne rozszerzenie wspólnoty na Polskę czy inne kraje. Tylko niespełna jeden na trzech (31 proc.) życzyłby sobie przyjęcia do wspólnoty nowych członków. Najbardziej niechętni są szefowie firm w Finlandii (tylko 8 proc. jest za rozszerzeniem), Niemczech (15 proc.) i Irlandii (20 proc.).

— Przedsiębiorcy strefy euro obawiają się, że nowo przyjęty kraj byłby drugą Grecją. Trudno im się dziwić, że nie chcą podejmować tego ryzyka. Kiedy tworzona była strefa euro, mówiono im, że Grecja spełnia wszelkie wymagania i nie mają się czego bać — mówi Przemysław Hewelt, ekonomista Grant Thornton. Zyski z rozszerzenia na Polskę strefy euro, czyli nowy rynek zbytu czy wyeliminowanie różnic kursowych, nie są dla większości firm Eurolandu warte tego ryzyka.

— Przedsiębiorcy wolą zmagać się z tymi problemami, które mają teraz, niż wchodzić w nieznany obszar, jakim byłoby rozszerzenie strefy euro. W obecnych warunkach trudno liczyć na to, że lobby biznesowe w Eurolandzie będzie wspierać ewentualne dążenia Polski do przyjęcia unijnej waluty — mówi Przemysław Hewelt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JKW

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Unijny biznes nie chce nas w strefie euro