Z początkiem marca Union Investment TFI wystartował z kampanią promującą strategię obligacji korporacyjnych — UniLokata. Zasady były proste: wystarczyło wpłacić do funduszu 10 tys. zł i dochować mu wierności przez 100 dni, aby otrzymać nie tylko cały zysk wypracowany przez zarządzającego, ale także dodatkowy 1 proc. netto.

Rywale, choć Unionowi kibicowali, to jednak nie dawali promocji dużych szans na powodzenie, tłumacząc, że obecnie żadna siła nie przekona Polaków do inwestowania w TFI. Tymczasem ten prosty przekaz solidnie pobudził wyobraźnię klientów. W ciągu dwóch miesięcy do UniLokaty krajowi inwestorzy wpłacili łącznie prawie 290 mln zł, a aktywa funduszu rozrosły się do 1,7 mld zł. A że sukces smakuje, więc towarzystwo postanowiło promocję wydłużyć i uatrakcyjnić.
— Zdecydowaliśmy się zwiększyć limit wpłat i umożliwić skorzystanie z promocji także firmom. Obecnie osoby indywidualne mogą wpłacić na rejestr 10 lub 100 tys. zł, a firmy 50 tys. zł. Sam mechanizm przyznawania bonusowego „jednego procentu” pozostaje bez zmian — wyjaśnia Danuta Musiał, dyrektor departamentumarketingu i komunikacji w Union Investment TFI. Nowością jest jednak to, że osoby, które założą promocyjny rejestr i dodatkowo polecą UniLokatę znajomym (poprzez specjalny formularz), otrzymają dodatkowo 0,5 proc. zysku netto od wpłaconej kwoty. Łącznie bonusowy zysk sięgnie więc 1,5 proc.
Fundusz jak lokata
Choć UniLokata z prawdziwą lokatą ma niewiele wspólnego, to jednak z powodzeniem można ten fundusz potraktować jako alternatywę dla depozytu w banku, skierowaną szczególnie do klientów z krótkim horyzontem inwestycyjnym. Zresztą na tym też Unionowi najbardziej zależy. — Celem promocji jest zachęcenie osób, które dotychczas miały styczność wyłącznie z lokatami bankowymi, do pogłębienia wiedzy na temat funduszy inwestycyjnych i zainwestowania pieniędzy za ich pośrednictwem.
UniLokata inwestuje w obligacje przedsiębiorstw o najwyższej wiarygodności kredytowej. Dzięki temu jest w stanie zachować wysoki poziom bezpieczeństwa, bardzo ważny dla osób, które nie trzymały dotychczas oszczędności w funduszach — wyjaśnia Hanna Maciejewska, dyrektor regionalny ds. sprzedaży detalicznej w Union Investment TFI.
Zaletą UniLokaty jest liniowa wycena. Dzięki niej wahania jednostki uczestnictwa, a tym samym wartości inwestycji w czasie, są minimalne. W 2015 r. fundusz zyskał 2,1 proc., czyli dokładnie tyle, co średnio rywale. W tym roku jednostka podrożała o 0,5 proc.
Rynek wymusza
Do kampanii promocyjnych skłania TFI niesprzyjające otoczenie rynkowe, które zniechęca Polaków do zmiany swoich preferencji inwestycyjnych. Na miliardy zalegające na depozytach polowało w przeszłości Skarbiec TFI, kusząc drogimi nagrodami, jak samochód, elektronika i wycieczki zagraniczne. Pojawiały się też przejściowo niższe koszty zarządzania.
Dodatkową premią za wierność funduszowi kusiły w przeszłości również… banki. W maju ubiegłego roku do kupowania jednostek namawiał Deutsche Bank. Wówczas wabikiem był zwrot 1 proc. zainwestowanego kapitału. Żeby skorzystać z promocji, należało zainwestować w fundusze minimum 5 tys. zł i trzymać pieniądze na rachunku co najmniej rok. Oferta działała jednak wyłącznie wtedy, gdy klient posiadał rachunek osobisty wraz z kartą debetową MasterCard.
Podobną akcję przeprowadził przed trzema laty również mBank. Wówczas także łowił klientów zwrotem 1 proc. od wpłaconej kwoty, ale tylko pod warunkiem, że zasiliła ona portfel wybranych funduszy, głównie akcyjnych, mieszanych lub aktywnej alokacji, czyli tych z najwyższą opłatą za zarządzanie, a więc najbardziej marżowych dla dystrybutora. © Ⓟ