Problemy budowlanki przenoszą się także na inne branże — w październiku obserwowaliśmy upadki firm wykonujących instalacje przesyłowe, a wśród listopadowych upadłości cztery największe dotyczyły producentów i dostawców wyrobów stalowych, którzy dostarczali konstrukcji czy zbrojeń głównie na potrzeby budownictwa.

W listopadzie upadło 86 firm. Tym samym od początku roku z rynku zniknęło już 860 przedsiębiorstw, wylicza Euler Hermes, na podstawie danych z sądów. Listopadowi bankruci zatrudniali łącznie 3,6 tys. osób, a ich zsumowany obrót wynosił ok. 1 mld zł. W pierwszej dziesiątce największych bankructw znalazły się firmy budowlane.
Do końca listopada upadło ich w sumie 259, czyli prawie dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie ub.r. (132). Wśród 26 takich ogłoszeń w listopadzie było m.in. sześć firm budujących drogi i mosty i dwanaście działających w budownictwie ogólnym i mieszkaniowym.
Osiem firm zajmowało się wykonywaniem wyspecjalizowanych instalacji: elektrycznych, wodno-kanalizacyjnych, klimatyzacyjnych itp. Problemy ma także branża transportowa oraz handel detaliczny i hurtowy artykułów codziennego użytku. Specjaliści Euler Hermes obserwują ponadto, że upadłości są coraz bardziej niespodziewane.
Jeszcze dekadę temu m.in. zmniejszająca się skala działalności, obroty i zatrudnienie wróżyły zbliżającą się upadłość. Dzisiaj niewiele wskazuje na taką ewentualność. Dwukrotnie częściej obroty firm, które upadły w listopadzie, w 2011 r. rosły, niż spadały w stosunku do 2010 r. A to może oznaczać, że problemy są spowodowane w większym stopniu przyczynami finansowymi niż popytowymi.
— Firmy zdecydowanie częściej traciły nie udziały w rynku, ale finansowanie — mówi Tomasz Starus, dyrektor i główny analityk w Euler Hermes.