Upadłości oczyszczają gospodarkę

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-09-10 00:00

Rosnąca liczba upadłości nie musi oznaczać pogarszania koniunktury.

W I połowie 2013 r. sądy gospodarcze ogłosiły upadłość 454 przedsiębiorstw — podsumowuje raport Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Centrum Finansowego Banku BPS. To o 7 proc. więcej niż w tym samym okresie 2012 r. Oznacza to, że w minionym półroczu liczba upadłych przedsiębiorstw była najwyższa w całym trzyletnim okresie analizowanym w raporcie.

— W I połowie 2013 r. upadło średnio jedno przedsiębiorstwo na każde 10 tys. Najwięcej upadłości obserwowaliśmy w marcu i kwietniu, a najmniej w lutym — mówi Joanna Nowicka-Kempny, prezes Centrum Finansowego Banku BPS. Ponad 26 proc. analizowanych upadłości dotyczyło firm usługowych wprost związanych z sektorem budowlanym. Na drugim miejscu są hurtownie — łącznie stanowiące około 16 proc. ogółu upadłości. Najwięcej upadłości odnotowano w województwie mazowieckim (77), a niewiele mniej w dolnośląskim (72). Ponad 57 proc. podmiotów postawionych w stan upadłości to były spółki z o.o., 23 proc. to jednoosobowe działalności oraz spółki cywilne, a około 10 proc. to spółki akcyjne. Postępowania likwidacyjne stanowiły 82 proc. toczących się spraw o upadłość.

— Tylko 18 proc. to postępowania z możliwością zawarcia układu dłużnika z jego wierzycielami. Taką niekorzystną strukturę polskich postępowań upadłościowych obserwujemy już od kilku lat — wyjaśnia Joanna Nowicka-Kempny. Zdaniem autora raportu, dr. Pawła Antonowicza z Uniwersytetu Gdańskiego, na koniec 2013 r. wzrostowa tendencja liczby upadłości, obserwowana w ostatnich latach, zostanie podtrzymana. Ale to nie musi oznaczać pogarszania się sytuacji gospodarczej.

— Należy pamiętać o bardzo dużej liczbie firm bankrutujących, lecz nie postawionych w stan upadłości w drodze postępowania sądowego. Można zatem postawić hipotezę, iż wzrost sądowych upadłości pozwala „oczyścić” gospodarkę z nieefektywnie zarządzanych podmiotów, których dalsze istnienie na rynku mogłoby doprowadzić do spirali niewypłacalności ich kooperantów. Takie myślenie pozwala traktować procesy upadłościowe jako konieczny mechanizm samoregulujący gospodarkę wolnorynkową — twierdzi Paweł Antonowicz.

Upadłość 454 firm w I półroczu 2013 r. w porównaniu z 82 tys. likwidacji, których dokonano w I kwartale, to niewiele. Do tego trzeba pamiętać, że wniosków o upadłość w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2013 r. było ponad 2 tys., czyli znacznie więcej niż rzeczywistych upadłości, jak informuje Coface. Pocieszające, że w I kwartale 2013 r. na rynku pojawiło się ponad 93 tys. nowych podmiotów gospodarczych.