Uratuje nas tylko spokój i dialog

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2020-06-08 22:00

Jeśli w rok otrząśniemy się z koronakryzysu, to będzie naprawdę szybko. Zalecam spokój, bo tylko on nas uratuje — mówi Piotr Krupa, prezes Kruka i rolnik

Przeczytaj wywiad z Piotrem Krupą, prezesem Kruka i dowiedz się

  • jak z pandemią radzą sobie poszczególne kraje, w których grupa prowadzi działalność, na tle Polski, 
  • czy nie za wcześniej uznaliśmy,  że pandemia się zakończyła,
  • jak będzie rozwijała się gospodarka,
  • jak ocenia antykryzysowe działania rządu i Polskiego Funduszu Rozwoju, 
  • jaka jest jego recepta na szybsze poradzenie sobie z kryzysem,
  • jak długo potrwa załamanie.

„Puls Biznesu”: Jakie są wnioski z pierwszych miesięcy koronakryzysu?

Piotr Krupa: Że najlepiej sprawdza się metoda: tylko spokój nas uratuje. Trzeba działać rozważnie, bez nerwowości. Rozpisać plan, przedyskutować, wrócić do niego jutro. U nas to zadziałało. Od początku pandemii zarząd Kruka spotyka się codziennie. Rozmawiamy z każdym z country managerów. Ich doświadczenia związane z pandemią, szczególnie w Madrycie i Mediolanie, były dużo bardziej bolesne niż w Polsce. Na 3 tys. pracowników w różnych krajach mieliśmy tylko cztery zachorowania. Wszystkie w Madrycie. Na szczęście osoby te wyzdrowiały. Na początku był szok, który wystąpił z różnym natężeniem i w różnym czasie w poszczególnych krajach, gdzie działamy. We Włoszech szkoły zawiesiły zajęcia wcześniej niż w Polsce, w Hiszpanii później. Na tym etapie dbaliśmy o bezpieczeństwo pracowników. Kolejny etap to przejście na pracę zdalną. Udało się to zrobić bardzo sprawnie i obecnie tak pracuje 95 proc. osób. Przy okazji pandemii większość firm przekonała się, że pracownik nie musi przychodzić do biura. W naszym przypadku przekłada się to na zrewidowanie planów powiększenia przestrzeni biurowej o kilka procent. Absolutnie nie ma takiej potrzeby, przeciwnie — być może zrezygnujemy z części metrażu. Generalnie, jeśli praca zdalna jest dobrze zorganizowana, firma posiada narzędzia IT, to jest ona bardzo efektywna. Więcej — myślę, że w świecie offline trudno osiągnąć taki poziom efektywności: w pracybiurowej jest więcej small talków, czas zmarnowany na dojazdy, podróże. To kolejna konstatacja, dotycząca również mnie. Wykonywanie obowiązków prezesa wiąże się z podróżami i spotkaniami służbowymi. Nagle okazało się, że można się bez nich obejść, bo wiele spraw można załatwić na odległość.

Negatywne zaskoczenia z pierwszych miesięcy koronakryzysu?

Obserwujemy sześć rynków geograficznych, politycznych i różne programy pomocowe. Uważam, że można było przygotować przepisy bardziej zrozumiałe. Nie mówię o naszych „tarczowych” ustawach. Na każdym rynku widzimy nerwowość w działaniach administracji, a tu potrzebny jest spokój.

Gdy przedsiębiorcy demonstrują, żądając pomocy, nie zawsze można go zachować…

To prawda, wszyscy działamy pod presją czasu, w stresie i niepewności, ale powtarzam — potrzebny jest spokój, analiza i dialog. Niedawno rozmawiałem z organizacją Lewiatan, w której jest duża reprezentacja branży hotelarskiej. Jej przedstawiciele opowiadają, że kładą się spać w przekonaniu, że hotele są i będą zamknięte, a rano dowiadują się, że są otwarte, ale… bez kateringu i restauracji. Nikt ich nie zapytał, czy to ma sens, nie skonsultował planów otwierania się branży. Obserwowaliśmy, jak do powrotu do pracy szykują się Czesi. Oni wyraźnie powiedzieli, jaki jest plan oraz które branże i kiedy będą wracały na rynek.

Który z sześciu rynków, na których działacie, radzi sobie najlepiej?

Patrząc z perspektywy zachowania ciągłości procesów sądowo-windykacyjnych, to bardzo dobrze poradziła sobie Polska. Mimo lockdownu instytucje państwa nie stanęły. Czesi też sprawnie zarządzają kryzysem. Inaczej było w Hiszpanii i we Włoszech. Tam rządził strach i chaos. W Hiszpanii głównym programem pomocowym były dopłaty do pensji, rodzaj postojowego. Rząd spóźnił się z uruchomieniem pomocy, nie płacił na bieżąco. Dopiero w maju wypłacił pieniądze za kwiecień i maj. To miało wpływ na nasz biznes, bo ludzie nie mieli pieniędzy na spłaty. Problem był szerszy, bo klienci przestali płacić bankom. Hiszpania bardzo mocno odczuwa skutki epidemii, a sądzę, że będzie w gronie krajów najciężej doświadczonych kryzysem, chociażby dlatego, że duża część gospodarki zależy od turystyki.

Na jakim etapie koronakryzysu jesteśmy?

Obawiam się, że jesteśmy pod wpływem optymizmu wynikającego z luzowania restrykcji: wyszliśmy na ulice, odwiedzili nas znajomi, zobaczyliśmy się z rodziną. Zapominamy o głównym problemie, jakim jest epidemia i jej skutki. Koronawirus nie zniknął, a konsekwencje zamrożenia gospodarki będą poważne. Czekają nas bardzo duże problemy, a przed nami długa droga wychodzenia z nich. Na literę V, czyli szybkie odbicie, nie mamy co liczyć, daj Boże, żeby to było U. Obawiam się, że cały ten rok będzie dla wielu branż bardzo trudny, szczególne dla branży finansowej. Dzisiaj nikt nie mówi o tym w kategorii ryzyka, ale sektor bankowy w związku z tym, że zdolność płatnicza wielu klientów się pogorszyła, będzie notował coraz wyższe poziomy kredytów zagrożonych. Będzie przybywało zatorów płatniczych w gospodarce, wzrośnie bezrobocie, co odbije się na jakości kredytów. W pewnym stopniu banki korzystają z osłony tarcz rządowych, sporo robi Polski Fundusz Rozwoju, mitygując ryzyko. Słyszę od przyjaciół, że właśnie pomoc funduszu jest szybko udzielana i na tyle znacząca, że może zmienić sytuację firm, które zamiast bankrutować, nadal mogą istnieć.

Wystrzelaliśmy się z amunicji i gdy przyjdzie druga fala, w arsenale nie będzie już broni…

Jeśli przyjdzie druga fala, to inny będzie odbiór epidemii na poziomie społecznym, rządowym i politycznym. Sądzę, że wówczas zostaną zastosowane rozwiązania częściowo szwedzkie, a częściowo europejskie, z części — nazwijmy to — kontynentalnej. Drugi lockdown może zupełnie rozłożyć gospodarkę. Trzymajmy kciuki, żeby do drugiej fali nie doszło. Przed nami jest duże ryzyko i przedsiębiorcy zastanawiają się, jak przetrwać jeden, dwa kwartały. Nikt nie myśli w kategoriach długofalowej przyszłości i inwestycji. Inwestycje zatrzymają się, chyba że zdecyduje się na nie rząd — mam na myśli inwestycje infrastrukturalne.

Jakie?

Można spróbować wsiąść do pociągu zielonej fali w Unii Europejskiej. Bez inwestycji i zmiany myślenia to się nam nie uda. Jako przedsiębiorca chciałem zainwestować w wiatraki, oczywiście projekt nie wypalił, bo rozwój energii wiatrowej został de facto ustawowo zablokowany. Chciałem zainwestować w fotowoltaikę i okazało się, że owszem — można panele postawić,ale nie ma infrastruktury, do której można się podpiąć. Rząd powinien zainwestować w rozwój infrastruktury przesyłowej. Jeśli państwo dołoży trochę starań, żeby rozwijać zieloną energię, to być może znajdą się inwestorzy gotowi pokryć resztę wydatków i z czasem zaczęlibyśmy odchodzić od węgla. Sam chętnie włożyłbym pieniądze w źródła odnawialne, bo czuję potrzebę dołożenia się do rozwoju idei zielonej energii.

Podczas pandemii firmy przeszły przyspieszony kurs modernizacyjny. Być może państwo też powinno wyciągnąć wnioski i postawić na unowocześnienie infrastruktury państwa.

Jest jedna droga prowadząca do tego celu — cyfryzacja. Wejście na nią wymaga odwagi. Uważam, że w relacjach obywatel-państwo absolutnie wszystko, z jednym wyjątkiem, powinno być możliwe do załatwienia w sposób zdalny. Wyjątkiem jest ślub. Co do reszty — nie ma przeszkód, żeby całość kontaktów przenieść w system online.

W Estonii lockdown został wprowadzony 12 marca. Dla obywateli niewiele się zmieniło, ponieważ i tak wszystkie sprawy, poza zawarciem małżeństwa i rozwodem, załatwiają zdalnie.

Przy obecnej technologii można wszystko przenieść do sieci. Pewne rzeczy w zakresie digitalizacji się dzieją, mamy przyspieszenie w podejściu administracji do chmury. Pojawiają się przepisy dostosowujące wymogi regulacyjne do nowego trendu. Generalnie uważam jednek, że przede wszystkim państwo powinno inwestować w edukację.

O ile wszyscy poradzili sobie z pracą zdalną, to zostawione same sobie nasze szkoły w systemie online funkcjonują średnio…

To bardzo dziwne, ponieważ wielu naszych pracowników pracuje poza granicami kraju. Nie wszędzie są polskie szkoły. Dla wszystkich zainteresowanych nauczaniem w języku polskim jest platforma przygotowana przez ministerstwo edukacji, bardzo dobrze opracowana, umożliwiająca prowadzenie lekcji z dziećmi o dowolnych porach dnia. To naprawdę świetnie działa.

Kiedy wrócimy na ścieżkę wzrostu?

W drugiej połowie 2021 r., może w trzecim kwartale. Jeśli w ciągu roku otrząśniemy się z uderzenia koronawirusa, to i tak będzie szybko. Fabryki motoryzacyjne twierdzą, że mogą produkować, ale nie mają zbytu, więc za chwilę odczują to huty, przemysł wydobywczy itd. Weźmy rolnictwo, które obserwuję, bo mam gospodarstwo rolne. W sektorze jest bardzo duży deficyt rąk do pracy, a to tylko jeden problem. Polska jest wielkim eksporterem drobiu, wieprzowiny, wyrobów mlecznych, tymczasem łańcuchy logistyczne się przerwały, bo rynki są pozamykane, zmieniają się dostawcy, jest mniejsza konsumpcja. Efekt będzie taki, że rolnicy za chwilę mniej dostaną za żywiec, mleko. Dla wielu będzie to trudne do udźwignięcia.

Ministerstwo Rolnictwa wywiesiło listę wstydu firm, które importują towary zamiast kupować w Polsce.

To jest bardzo niebezpieczna obosieczna broń. Polska jest wielkim eksporterem żywności, mamy swoje rynki zbytu, odbiorców. Teraz wysyłamy komunikat, że jak ty kupujesz nasze, to jest dobrze, ale jak sprzedajesz nam, to jest źle. Mam nadzieję, że inni takich list wstydu nie wymyślą.

Nie obawia się pan wzrostu gospodarczego nacjonalizmu po koronawirusie?

To nie jest takie tąpnięcie, żeby wymagało od kapitału jednoznacznej narodowości. W tym kontekście boję się przepisów dotyczących obostrzeń w zakresie przejmowania firm. Rozumiem, po co są i nawet widzę potrzebę ich wprowadzenia, ale bardzo ważne jest to, żeby to bardzo dobrze rozważyć i przygotować rozwiązania, które faktycznie przyniosą korzyść, a które szkody, żeby chroniąc firmy, nie zablokować im dostępu do kapitału. Gdyby ktoś chciał kupić 10 proc. akcji Kruka, to w świetle zaproponowanych przepisów nie zrobi tego, jeśli nie udowodni, że jest to europejski pieniądz. Co to znaczy europejski? Rozumiem delikatność materii, dlatego uważam, że warto bardzo dokładnie rozważyć racje. Są na to sposoby — jest kapitał amerykański, azjatycki, japoński. Niekoniecznie musimy się przed wszystkimi bronić. Jeśli są gotowi zainwestować w Polsce, płacić podatki, ponosić ryzyko, to dlaczego im zabronić?

Jaka pan przewiduje rozwój sytuacji w Europie?

Perspektywy zależą w dużej mierze od formy i skali programów pomocowych. Bardzo się cieszę, że Unia Europejska pracuje nad dużą wspólną akcją. Blisko bilion euro na odbudowę gospodarki to duże pieniądze.

WINDYKATOR, ROLNIK, MECENAS: Piotr Krupa jest jednym z najbardziej znanych polskich przedsiębiorców. Od podstaw zbudował Kruka, największą polską grupę windykacyjną, o unikatowym modelu biznesowym, w którym dłużnik traktowany jest jak... klient. Od maja 2011 r. spółka jest notowana na warszawskiej giełdzie. Debiutowała z ceną akcji 41 zł, w szczycie kosztowały 349 zł, a dziś wyceniane są około 116 zł. Prowadzi działalność na rynkach zagranicznych, m.in. w Czechach, Rumunii, Niemczech i Włoszech. Piotr Krupa jest także właścicielem dużego gospodarstwa w Sarnach (specjalizacja uprawa zbóż) oraz galerii sztuki nowoczesnej we Wrocławiu.