Urzędnicy ratują rynek paliw przed paraliżem

Paweł Janas, ABT
opublikowano: 2011-08-23 00:00

Okazuje się, że pięć lat to za mało, by dostosować się do wytycznych resortu. Dodajmy — kosztownych.

Firmy chemiczne i paliwowe dostaną jeszcze dwa lata dyspensy

Okazuje się, że pięć lat to za mało, by dostosować się do wytycznych resortu. Dodajmy — kosztownych.

Bazy paliw w kraju stają bez ruchu. Cysterny kolejowe zostają na bocznicach, a autocysterny na parkingach. Paliwa nie docierają do hurtowni i na stacje. Kierowcy indywidualni i transportowcy stoją w gigantycznych kolejkach po paliwo. To pewnie przejaskrawiony, choć w części realny scenariusz, gdyby nie resort infrastruktury. Do jego realizacji mogłoby dojść, gdyby 20 października zaczęło działać rozporządzenie Ministerstwa Transportu z 2006 r. zobowiązujące firmy paliwowe i chemiczne do zmodernizowania w ciągu pięciu lat stanowisk przeładunkowych autocystern i cystern kolejowych.

— Dostawy paliw na rynek praktycznie by ustały. Około 90-95 proc. urządzeń w branży naftowej nadal nie spełnia wymogów rozporządzenia i zgodnie z przepisami musiałyby zostać wyłączone z eksploatacji — twierdzi Leszek Wieciech, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Złapią oddech

Paraliżu jednak (przynajmniej na razie) nie będzie. Na szczęście resort infrastruktury opracował projekt rozporządzenia, które daje firmom dodatkowe dwa lata na przeprowadzenie modernizacji. Dla branży to dopiero pierwszy krok.

— Gdy tylko wejdzie w życie zapis o wydłużeniu okresu przejściowego, usiądziemy do dalszych negocjacji. Postulujemy zliberalizowanie zakresu dostosowania urządzeń do nowych przepisów. Wstępne rozmowy pokazały, ze klimat rozmów w ministerstwie jest sprzyjający — twierdzi dyrektor Wieciech.

Stawką są wielkie koszty. Leszek Wieciech twierdzi, że modernizacja stanowisk przeładunkowych w samej tylko branży paliwowej oznacza wydatki rzędu 2 mld zł. Jego zdaniem, znaczna część tych pieniędzy zostałaby wydana niepotrzebnie.

— Polscy prawodawcy poszli dalej w stanowieniu prawa, niż wymaga tego od nas Unia Europejska. Ponadto rozporządzenie stoi w sprzeczności z niektórymi przepisami dotyczącymi choćby bezpieczeństwa i higieny pracy. Jego wejście w życie w obecnym brzmieniu oznaczałoby na przykład wydłużenie czasu pracy w bazach paliwowych nawet o 40 proc. — przekonuje Leszek Wieciech.

Dwa lata wystarczą

Co ciekawe, pozostałe branże, które obejmuje rozporządzenie (m.in. chemiczna i LPG), dalszych starań nie przewidują.

— Nie wszystkie firmy branży chemicznej, których problem dotyczy, zdążyły się z nim uporać na czas. Te dodatkowe dwa lata na dokończenie inwestycji są więc bardzo potrzebne — zakładając, że będzie to już ostateczny termin na dostosowanie się branży do wymogów rozporządzenia — mówi Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Wtóruje mu branża gazu płynnego.

— Gaspol dostosował urządzenia w terminie, jaki został określony w rozporządzeniu z 2006 r. — wyjaśnia Cezary Banaszek, kierownik ds. technicznych efektywności energetycznej i BHP firmy Gaspol.

Jest też przekonany, że te dwa lata wystarczą, by z modernizacją zdążyli spóźnialscy.

— Szczególnie że mieli już pięć — zaznacza Cezary Banaszek.