W prywatyzacji Polskich Hut Stali nadal uczestniczą obaj inwestorzy, czyli US Steel i LNM Holdings. Negocjacje potrwają do 16 czerwca. Problem w tym, że wcześniej może wygasnąć oferta Amerykanów.
Wczoraj międzyresortowy zespół ds. prywatyzacji sektora miał zdecydować, czy rekomendować MSP jedną z ofert, czy też nadal rozmawiać z oboma partnerami. Wybrał drugą możliwość.
— Z obu partnerami możemy negocjować do 16 czerwca — mówi Andrzej Szarawarski, wiceminister skarbu, szef zespołu.
Problem jednak w tym, że wcześniej może stracić ważność oferta amerykańska.
— Mogą ją przecież przedłużyć, a jeśli nie — pozostanie jedynie LNM — mówi jeden z urzędników zespołu.
Kolejne terminy prywatyzacji zaczynają natomiast coraz bardziej niepokoić sektor. Nie brakuje domysłów, skąd wzięły się opóźnienia. Nieoficjalnie mówi się, że po ujawnieniu, iż biznesmen Maciej D. próbował kupić długi PHS (według jednych w imieniu Andrzeja Szarawarskiego, według innych US Steel), szanse Amerykanów na wejście do PHS nieco się zmniejszyły. Tymczasem trudno wyeliminować ich z gry przed zaplanowaną na ten piątek wizytą prezydenta George’a Busha.
Mówi się także, że na prywatyzacji nie zależy wielu przedstawicielom sektora oraz firmom współpracującym z PHS.
— Od początku mieliśmy wariant alternatywny. W biznesplanie zakładamy, że wierzyciele, głównie spółki Skarbu Państwa, zamienią należności na akcje PHS i sprzedadzą je inwestorowi za 2- -3 lata. Bez inwestora PHS też przetrwa. Nie oznacza to, że jesteśmy przeciwni prywatyzacji — mówi Jerzy Podsiadło, prezes PHS.


