Ustawa o VAT przyczyną strat

Krzysztof Kluska
opublikowano: 2004-05-31 00:00

Zmieniły się przepisy dotyczące odliczeń podatku VAT przy zakupie samochodów dla firm. Importerzy na siłę zmieniają homologację aut, a klienci szukają kolejnych luk w prawie.

W myśl nowych przepisów auto ciężarowe, oprócz ewidentnych przypadków — dwumiejscowej kabiny i sporej skrzyni ładunkowej — to takie, które spełnia wzór posła Lisaka. Wzór ten określa, kiedy auto jest na tyle ciężarowe, że można przy jego zakupie odliczyć 100 proc. podatku VAT i w trakcie eksploatacji odliczać na przykład VAT od paliwa. W myśl tego wzoru, żeby auto dało takie prawa, musi mieć ładowność wyższą niż 68 kg x N + 357 kg. N to liczba miejsc w samochodzie. Więc jeśli auto ma 4 miejsca, musi mieć ładowność powyżej 629 kg. Jeśli jednak miejsc przewidziano 5, to samochód musi mieć już ładowność powyżej 697 kg. Są to bardzo wygórowane wartości i naprawdę niewiele samochodów, które używane są w krajowych przedsiębiorstwach jako ciężarowe, może się poszczycić ich osiągnięciem. Jeśli przedsiębiorca kupuje samochód, który nie spełnia wspomnianych parametrów, to może liczyć na odliczenie w wysokości 50 proc. podatku VAT, ale nie więcej niż 5 tys. zł. Niewiele — jak mówią środowiska biznesowe. Co gorsza firma wyposażona w takie pojazdy nie może liczyć na odliczenia VAT od wyjeżdżonego paliwa.

Nijak nie wygrają

Szefowie firm samochodowych załamują ręce, bo obawiają się, że spadnie sprzedaż. I słusznie, bo teraz auto kupią te firmy, które naprawdę muszą.

— To są najdelikatniej mówiąc niepoważne i nieżyciowe przepisy. Zmuszają one bowiem importerów do zmieniania świadectw homologacyjnych. Przecież nie powinno to polegać na tym, że wygra ta firma, która zawyżyła dopuszczalną ładowność swojego pojazdu. Co gorsza, ta ustawa jeden i ten sam samochód tylko z innym na przykład silnikiem czy wyposażeniem traktuje w różny sposób — tłumaczy Jacek Pawlak z Toyota Motor Poland.

Związek Motoryzacyjny SOIS wspólnie z grupą kilku posłów już ponad miesiąc temu złożył w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o VAT.

— Chcemy, aby na każde auto kupowane przez podmiot gospodarczy przysługiwał odpis wysokości 50 proc. stawki VAT, ale bez żadnego limitu, oraz żeby można było odliczać cały VAT od zakupionego paliwa. Czy to się uda, nie wiadomo — informuje Andrzej Faryś, dyrektor ZM SOIS.

Kombinujemy

Należy pamiętać, że auta firmowe to nie tylko vany, trucki czy półciężarówki. Przedstawiciele handlowi, reprezentanci jeżdżą zazwyczaj samochodami osobowymi i to najczęściej z segmentu B i C, czyli autami typu Renault Clio, Toyota Corolla czy Opel Astra.

Na razie szefowie firm, których działalność zależy od jeżdżenia samochodami, wymyślili, jak odliczać VAT od paliwa, jeśli nie posiada się samochodu przepisowo ciężarowego.

— Można kupić za kilkaset złotych starego Żuka czy Nysę — samochody jak najbardziej ciężarowe — i na nie brać faktury — przekonuje szef jednej z firm wykorzystujących na co dzień do pracy zwykłe samochody osobowe.

Jasne, że można, tylko czy trzeba? Wygląda jednak na to, że póki nie zmienią się przepisy podatkowe, wojna z fiskusem będzie przybierać różne oblicza.

— To nie powinno być tak, żeby klient musiał kombinować. Firmie zajmującej się wynajmem aut takie przepisy bardzo utrudnią życie. Czy mamy oferować klientom tylko kilka modeli samochodów, na które można uzyskać odpisy — zastanawia się Frederic Lustig, dyrektor handlowy w Arval Polska, firmy zajmującej się wynajmem długoterminowym samochodów.

Branża motoryzacyjna zgodnie twierdzi, że nowe przepisy faworyzują najbogatszych.

Jak kupować

Niestety trudno sformułować jakąś rozsądną radę, jak kupić samochód, żeby na nim nie stracić.

— Niestety nie ma złotego środka, każdy przedsiębiorca decydując się na zakup samochodu albo wybierze tańsze auta i skorzysta z niewielkiej ulgi, albo kupi samochód typu van czy dostawczy — mówi Wojciech Drzewiecki szef firmy Samar zajmującej się analizowaniem rynku motoryzacyjnego.