Woodstock okazał się katastrofą organizacyjną i finansową. Ale trzy sierpniowe dni przeszły do historii jako jeden z symboli XX w.
Koniec lat 60. — eksplozja ruchu hipisowskiego, protestów przeciw wojnie w Wietnamie, miękkich narkotyków, wolnej miłości i muzyki rockowej. Wszystko stworzyło piorunującą mieszankę na podnowojorskiej farmie.
Żywioł w akcji
Twórców Woodstock natchnął festiwal Pop w Monterrey, który w czerwcu 1967 r. zgromadził 200 tys. fanów. Michael Lang, John Roberts, Joel Rosenman i Artie Kornfeld pomyśleli: zróbmy podobną imprezę. Wynajęli od Maxa Yasgura (na zdjęciu u góry) 600-akrową farmę w pobliżu miasteczka Bethel w stanie Nowy Jork i zaczęli zapraszać zespoły.
Organizatorzy realistycznie oceniali zainteresowanie na kilkadziesiąt tysięcy osób. 15 sierpnia okazało się, że nie docenili dzieci kwiatów. Na miasteczko Bethel napierał różnokolorowy tłum. Prawie pół miliona ludzi. Na to się nie przygotowali. Zrezygnowali ze sprzedaży biletów. Puścili imprezę na żywioł.
Pokój, miłość i szczęście
Brakowało toalet, środków czystości, noclegów. Okoliczna ludność przygotowywała paczki z żywnością i kocami, a helikoptery dostarczały je do obozowiska. Deszcz zamienił farmę w wielkie błotne bajoro — ulubioną rozrywką stało się więc taplanie się w błocie.
Woodstock jednak przeszedł do legendy. Zdecydowała o tym muzyka i magia chwili. Uczestnicy festiwalu i znający imprezę z płyt i filmów do dziś mają w uszach protest songi Joan Baez, brawurowy występ Joe Cockera („With a Little Help From My Friends”), brzmienie hippisowskich bębenków towarzyszących Santanie przy „Soul Sacrifice” czy hymn amerykański w wykonaniu Jimiego Hendriksa.
Hasłem Woodstock było „Love, Peace and Happiness”. Mimo spartańskich warunków policja nie zanotowała poważniejszego przestępstwa, choć, trzeba przyznać, nie reagowała na powszechne na imprezie narkotyki.
Nic dwa razy się nie zdarza
Przebrzmiały ostatnie akordy „Hey Joe” Hendriksa. Skończyły się trzy dni muzyki i wspólnoty. Każdy czuł wtedy, że wydarzyło się coś magicznego. Następnego roku brytyjskie Woodstock na wyspie Wight zgromadziło 600 tys. ludzi, w 1971 r. narodził się festiwal w Roskilde, z roku na rok impreza w Glastonbury rozrastała się.
Festiwale lepsze i gorsze. Niektórym udaje się uchwycić nieco atmosfery Woodstock. Tamten stał się kulminacją młodzieżowej rewolty lat 60. Można zorganizować większą imprezę, ale klimatu nie da się podrobić.
