Polski eksport kwitnie, ale gospodarka jeszcze w wielu krajach nie stanęła na nogi. Niezapłacone należności zagranicznych kontrahentów polskich firm rosną.
— Od pół roku obserwujemy wzrost ilości szkód z tytułu niezapłaconych faktur w eksporcie, głównie przez odbiorców z Europy Zachodniej — mówi Rafał Hiszpański, prezes Euler Hermes. Jeśli to skutek problemów finansowych, szansa na odzyskanie pieniędzy jest spora. Gorzej, kiedy kontrahent z zagranicy okazuje się oszustem.
Inwigilacja w obie strony
Odzyskiwanie pieniędzy od zagranicznych kontrahentów jest utrudnione choćby ze względu na odległość, różnice w prawie czy barierę językową. Najlepiej problemów na tym polu uniknąć i przede wszystkim dokładnie sprawdzać, z kim się współpracuje. Przedsiębiorcy najwyraźniej zdają sobie z tego sprawę, bo wywiadownie notują znacznie większy ruch, jeśli chodzi o zamawianie informacji o firmach spoza granic Polski. Na przykład w Coface liczba zamawianych raportów o podmiotach zagranicznych wzrosła w tym roku o 18 proc.
— Widzimy wzrost zainteresowania polskich eksporterów zarówno odbiorcamiz tradycyjnych rynków, takich jak Niemcy, ale także rośnie sprzedaż raportów o firmach ze Wschodu, zarówno z krajów sąsiedzkich, jak i z rynków dalekowschodnich — mówi Szymon Wiliński, dyrektor ds. rozwoju informacji i windykacji w Coface.
— Na rynkach włoskim, francuskim czy nawet niemieckim notujemy wzrost zleceń windykacyjnych od polskich eksporterów o ponad 50 proc. w porównaniu z 2012. Niestety — wraz ze wzrostem eksportu w naszym regionie, rośnie także bardzo szybko popyt na odzyskiwanie należności z terenu Słowacji, Rosji i Ukrainy: dotychczas w 2013 r. jest tych zleceń o ok. 40 proc. więcej w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Szacujemy, że np. w Czechach i na Słowacji blisko 20 proc. faktur opóźniona jest powyżej 4 miesięcy — zauważa Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections. Ale również zagraniczni przedsiębiorcy nam nie ufają. InfoCredit odnotował wzrost liczby zapytań o polskich kontrahentów przez firmy zachodnioeuropejskie aż o 218 proc. w ciągu 9 miesięcy 2013 r.
Oszustwa groźniejsze
Sprawdzenie firmy choćby w bazie danych wywiadowni gospodarczej pozwoli spać spokojnie — przedsiębiorstwo, które ma dobre wyniki finansowe, niewykazujące od dłuższego czasu głębszych wahań, raczej nie upadnie. Najtrudniejsze przypadki nie dotyczą jednak firm, które z powodu swojej gorszej sytuacji nie oddały pieniędzy. Wszędzie mogą zdarzyć się też takie, które od początku działały z zamiarem oszustwa, dobrze się do tego przygotowały i dopracowały każdy szczegół.
— Takie sytuacje zdarzają się rzadko, ale na większą skalę — zauważa Maciej Harczuk. Nieostrożność polskich przedsiębiorców, którzy chcą szybko i w łatwy sposób osiągnąć zysk, angażując się w każdy kontrakt, nie zważając na to, z kim mają do czynienia, tylko oszustom sprzyja.
— Jak tylko przedsiębiorcy wyczują korzystny interes, tracą poczucie zdrowego rozsądku — zauważa Mikołaj Rutkowski, właściciel firmy Fraudit, zajmującej się doradztwem w zakresie nadużyć gospodarczych. Tak było w przypadku pewnej firmy, która wysłała transport kontenerowy z towarami o wartości kilku milionów złotych do Pakistanu. Towar został przyjęty, ale płatności nikt nie uiścił. Okazało się, że firma była tak zadowolona z dużego, zagranicznego kontraktu, że nie sprawdziła nawet, czy jej kontrahent faktycznie istnieje.
— Zdarzało się też, że pierwsza transakcja z nowym kontrahentem zostaje zapłacona, firma sprzedająca, odważniej realizując się w biznesie, zgadza się na większe dostawy z odroczonym terminem płatności, ale pieniędzy z tego tytułu już nie otrzymuje — opowiada Maciej Harczuk.
— Potem takie firmy znikają, nie ma z nimi żadnego kontaktu i można sobie szukać wiatru w polu. Zwykle okazuje się także, że nawet jeśli uda się namierzyć organizatora całego procederu, trudno jest go formalnie powiązać z oszukańczą firmą — zauważa Mikołaj Rutkowski.
Jego zdaniem, w rzeczywistości pieniądze w podobnych przypadkach są nie do odzyskania. A dzisiaj stworzenie fasadowej firmy, sprawiającej wrażenie legalnego, posiadającego długą historię i funkcjonującego z sukcesem biznesu, jest niezwykle proste, relatywnie mało kosztowne i zajmuje najwyżej kilka tygodni.
— O ile w gospodarkach zachodnich o większej transparentności informacyjnej zdecydowanie łatwiej zweryfikować takiego kontrahenta, to w krajach z naszego obszaru jest to często bardzo trudne z braku odpowiednich danych albo też z braku publicznego dostępu do nich — mówi Mikołaj Rutkowski.
Mowa oczywiście o legalnym zdobywaniu takich informacji, bo można znaleźć firmy, które dostarczą ich stosując metody na pograniczu prawa albo poza nim, ale nie będzie możliwości ich wykorzystania w postępowaniach przed organami wymiaru sprawiedliwości.
Ryzyko zawsze jest
Zdarza się też, że firmy, wykorzystując różnice albo luki w prawie różnych krajów, utrudniają albo uniemożliwiają dochodzenie roszczeń. Przykładem może być firma transportowa w Panamie, która działała na terenie Ukrainy, ale bez rejestrowania działalności na Ukrainie. Wszystkie dokumenty firmy wystawione były na rejestrową siedzibę w Panamie, a na miejscu nie działało żadne biuro.
— Ponieważ dokumenty były wystawione na siedzibę panamską, ewentualne sprawy sądowe firma windykacyjna mogła wytoczyć tylko tam, ale wobec braku majątku i działalności w Panamie sprawa zostałaby umorzona. Gdyby z kolei firma windykacyjna pozwała pracowników na Ukrainie, władze ukraińskie potwierdziłyby, że pracownicy nie prowadzą działalności na terenie tego kraju, a faktury wystawione zostały na Panamę. Z drugiej, strony gdyby dokumenty były wystawiane na Ukrainę, wtedy instytucje ukraińskie powiedziałyby, że w tym kraju takiej firmy nie ma i ewentualne problemy należy zgłosić w Panamie — tłumaczy Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający w Atradius Collections.
Trzeba sprawdzać
Skutecznego sposobu na ochronę przez nadużyciami zagranicznych kontrahentów nie ma. Warto jednak zmniejszać ryzyko takich zdarzeń.
— Jeśli nie jesteśmy w stanie ponieść dużych kosztów weryfikacji potencjalnego partnera, to najlepiej byłoby nie nawiązywać współpracy z nowo powstałymi firmami albo takimi, które zostały reaktywowane po długim okresie, zwłaszcza jeśli oferują podejrzanie korzystne warunki handlowe. Ale to natomiast zmniejsza szanse na rozwój uczciwych start-upów — mówi Mikołaj Rutkowski.
Warto jednak przynajmniej o swoich kontrahentach wiedzieć jak najwięcej, a przynajmniej znać ich sytuację finansową. Równie ważne jest dbanie o odpowiednią dokumentację. Najlepiej wszystko spisywać czarno na białym i skrupulatnie przechowywać. Nie zaszkodzi też orientowanie się w systemie prawnym i rzeczywistości, w której nasz zagraniczny kontrahent funkcjonuje.