Uwierający kredyt do zmiany

Gdy znajomy zaciągnął kredyt na znacznie lepszych warunkach niż te, które samemu zaakceptowało się kilka lat wcześniej, nie trzeba narzekać, lecz działać.

Uwierający kredyt do zmiany

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 20-06-2006, 00:00

Gdy znajomy zaciągnął kredyt na znacznie lepszych warunkach niż te, które samemu zaakceptowało się kilka lat wcześniej, nie trzeba narzekać, lecz działać.

Banki prześcigają się w ofertach, a klient może zadłużać się na wiele sposobów, najpopularniejsze to: kredyt mieszkaniowy, samochodowy, pożyczka gotówkowa, zakupy na raty, debet w koncie czy karta kredytowa. Za te pożyczki przyjdzie jednak klientowi zapłacić, czasami słono.

Im łatwiej dostępne jest źródło kredytowania, tym więcej kosztuje. Spójrzmy na oprocentowanie kredytu w karcie: od 15 proc. do maksymalnego możliwego, czyli 24 proc. w skali roku. Podobnie jest z pożyczkami gotówkowymi — można je uzyskać niemalże od ręki, ale klientowi przyjdzie potem spłacać zadłużenie z minimum 15- -procentowymi odsetkami. Duża konkurencja na rynku kredytów mieszkaniowych sprawiła, że banki złagodziły swoją ofertę, więc gdy koszty spłaty zaciągniętego kilka lat wcześniej kredytu zaczynają przytłaczać, warto sprawdzić możliwości, jakie dają inne banki.

Zamień kredyt na kredyt

Jeśli zaciągnięty przed kilku laty kredyt mieszkaniowy ma dużo gorsze warunki od aktualnych rynkowych, można go zamienić. Taką możliwość daje kredyt refinansowy, którym klient spłaca pożyczkę na mieszkanie z innego banku. W wyniku wprowadzonej kilka miesięcy temu obniżki opłat sądowych takie rozwiązanie stało się bardziej opłacalne. Dlatego wzrasta zainteresowanie tego typu kredytami, a bankowcy spodziewają się, że już niedługo nastąpi prawdziwy boom. Podstawy do takich oczekiwań daje spojrzenie na rynki zachodnie, choćby w Wielkiej Brytanii. W 2005 r. 43 proc. portfela kredytów hipotecznych brutto stanowiły tam właśnie kredyty przeznaczone na refinansowanie innych zobowiązań, a w Polsce tylko 7 proc.

Koszty operacji zamiany kredytu można podzielić na dwie grupy. Te pierwsze — administracyjne to m.in. wykreślenie i wpisanie do hipoteki, wycena nieruchomości, podatek od czynności cywilnoprawnych. Jednak można liczyć, że bank weźmie część z nich na siebie lub że zostaną wliczone w poczet nowego kredytu. Potem trzeba będzie podzielić się z bankiem, oddając prowizję. Banki zgodnie rezygnują z pobierania opłat za rozpatrzenie wniosku, a jeśli dobrze się poszuka, to można znaleźć promocję polegającą na rezygnacji banku z prowizji za udzielenie kredytu. W takiej sytuacji zamiana kredytodawcy będzie oznaczała niewielkie koszty.

Czy warto?

Najważniejsze jest jednak oprocentowanie. To ono decyduje o tym, czy cała ta operacja będzie warta zachodu. Klient liczy na znaczące oszczędności w spłacanym kredycie. Tajemniczo i zachęcająco brzmi oferta BPH i Multibanku, które gwarantują zawsze niższe oprocentowanie — niezależnie od oprocentowania kredytu spłacanego w innym banku. Część kredytodawców decyduje się z kolei na ujawnienie swojej marży przy wyliczaniu oprocentowania: WIBOR 3M + 0,75 proc. marży w Lukas Banku, WIBOR 6M + marża 0,6 proc. w Santander Consumer Banku, WIBOR 6M + marża 0,8 do 1 proc. w ING Banku Śląskim. Podobnie jak w przypadku zaciągania pierwszego kredytu również tutaj trzeba będzie podjąć decyzję o wyborze waluty. Również w tym przypadku różnice są duże: PKO BP oferuje kredyt złotowy, który kosztuje 4,88 proc., i we frankach, w cenie 2,58 proc. Jeszcze większa rozpiętość jest w Raiffeisen Banku: kredyt w złotych kosztuje 4,80-6,55 proc., a w CHF 2-3,75 proc.

Bardzo istotne jest też, na jaką kwotę może liczyć klient. To zależy od kilku czynników: zdolności kredytowej, wysokości przenoszonego kredytu, ale i wielkości dotychczasowej spłaty i oczywiście wartości nieruchomości. To ostatnie kryterium za najważniejsze uznały Santander Consumer Bank i PKO BP, ustalając maksymalną kwotę kredytu na 80 proc. wartości nieruchomości. Millennium i ING Bank Śląski oferują kredyt w wysokości 100 proc. wartości. Multibank proponuje podniesienie kwoty kredytu do pierwotnej kwoty.

Niższe oprocentowanie to główne, ale nie jedyne źródło oszczędności klienta. Można je również uzyskać, wydłużając okres spłaty — dłuższy okres spłaty to niższa rata. ING Bank Śląski, PKO BP, Raiffeisen Bank Polska oferują spłatę rozłożoną maksymalnie na 30 lat, Santander Consumer Bank na 32,5 roku, a Millennium nawet na 40 lat.

Według deklaracji banków klienci mogą liczyć na uproszczoną procedurę przyznawania kredytów refinansowych, w myśl zasady „jeśli konkurencja udzieliła kredytu, to na pewno ma on zdolność kredytową”. Jednak praktyka pokazuje, że z tym bywa różnie.

Kilka na jeden

Bywa jednak tak, że to nie kredyt mieszkaniowy jest najbardziej uciążliwy dla klienta, lecz inne, mniejsze, często wysoko oprocentowane pożyczki. Receptą jest połączenie kilku różnych kredytów w jeden — konsolidacyjny. Daje on możliwość skonsolidowania zadłużenia wynikającego z kredytu budowlanego, konsumpcyjnego, samochodowego, a także debetu w rachunku czy zadłużenia na karcie. Ponadto część banków pozostawia klientom możliwość dowolnego przeznaczenia części środków, z zastrzeżeniem, że nie można nimi finansować działalności gospodarczej. Opłacalność tego rozwiązania polega na tym, że rata jednego, długoterminowego kredytu jest znacznie niższa niż suma rat poszczególnych kredytów. Istota tkwi w tym, że jest on zabezpieczony hipoteką. Gdy poprawia się zabezpieczenie kredytu, bank może zaproponować niższe oprocentowanie.

Ze względu na złożoność konstrukcji kredytu konsolidacyjnego jego uzyskanie nie jest łatwe. Przede wszystkim bank bada zdolność kredytową. Po za tym niezbędne jest przedstawienie pełnego kompletu dokumentów dotyczących sytuacji finansowej kredytobiorcy oraz nieruchomości, a przede wszystkim kopii wcześniejszych umów kredytowych. Na pewno sprawdzone będą informacje z Biura Informacji Kredytowej, zdarza się, że same banki wymieniają się również opiniami o klientach. I tutaj może przyjść rozczarowanie: jeśli klientowi zdarzyło się spóźnić choćby z jedną ratą, może on raczej zapomnieć o kredycie konsolidacyjnym.

Konsolidacji kredytów na pewno zapewnia oszczędności, ale ich wysokość zależy od tego, jakie zobowiązania klient zdecyduje się konsolidować. Im więcej łatwo dostępnych, krótkoterminowych zobowiązań (typu pożyczka gotówkowa) klient zdecyduje się skonsolidować, tym więcej może zyskać. Nie można jednak liczyć na prostą zamianę wysokiego oprocentowania na niskie, bo wysokość nowej raty wyliczana będzie na podstawie średniej ważonej ze wszystkich rat. Banki proponują zmienne oprocentowanie kredytu konsolidacyjnego z możliwością wyboru waluty, a czasami nawet tego, czy raty mają być równe czy malejące. Oprocentowanie uzależnione jest od wysokości konsolidowanych rat i wielkości udziału kredytu mieszkaniowego w konsolidacji — im większy, tym niższe. Gdy perspektywa niższego oprocentowania kusi, należy pamiętać o opłatach i prowizjach banku. Trzeba zdawać sobie sprawę, że kredyt konsolidacyjny nie zawsze musi być opłacalny, nawet, jeśli ma niższe oprocentowanie.

— Spadek miesięcznych obciążeń po konsolidacji zadłużenia może być znaczący. Trzeba jednak pamiętać, że bez skorzystania z kredytu konsolidacyjnego suma rat spadałaby wraz z wygasaniem kolejnych kredytów. Dlatego warto porównywać przede wszystkim oszczędności odsetkowe i wówczas okaże się, że nie zawsze kredyt konsolidacyjny jest opłacalny — przestrzega Tymoteusz Tonkiel, doradca finansowy w firmie Expander.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane