Uzależniony od nart

MONIKA WITKOWSKA
opublikowano: 28-01-2016, 22:00

MÓJ ŚWIAT: Maksymalna prędkość: 130 km/h. Kilometry tras przejechane w sezonie: 2500. To liczby Artura Czarnockiego, warszawskiego restauratora, zapalonego narciarza i miłośnika austriackich stoków.

Na nartach szusuje od czterdziestu lat. To pasja, którą zaszczepili mu rodzice. Jeździli w polskie góry, potem do Czech i na Słowację. Do Austrii po raz pierwszy pojechał w 2004 r. — Zaczęło się od tego, że wszedłem na stronę Skiforum i kliknąłem w zakładkę „Jadę z wami”. I tak w grudniu pojechaliśmy do Aineck w Karyntii. Postanowiłem, że jeśli mi się spodoba, będę jeździł częściej i już w styczniu, na kolejny wyjazd, wybrałem się z żoną. To był początek serii zwariowanych wyjazdów. Jeździliśmy na cztery dni: od piątku do poniedziałku, z pracy trzeba było się urwać tylko na dwa dni. Grażyna zaraziła się moją pasją. Tak samo córki: Paulina i Karolina — wspomina 47-letni Artur Czarnocki, właściciel dwóch warszawskich restauracji.

Z kalkulatorem w ręku

Na Skiforum można znaleźć okazyjne oferty wyjazdów narciarskich, przyłączyć się do grupy jadącej na narty, skorzystać z taniego transportu.

— Jeśli ktoś jeździ raz do roku, to zwykle nie liczy się z kosztami. My jeździmy od października do maja, co dwa tygodnie, więc zależy nam, żeby to były tanie wyjazdy — mówi Artur Czarnocki.

Ale zacznijmy od początku. Jeśli człowiek pracuje, musi wziąć pod uwagę liczbę dni urlopu i kwotę, jaką może wydać. Na spędzenie około 60 dni na nartach trzeba przeznaczyć 15-20 dni urlopu, bo grupa narciarska, z którą jeździ Artur Czarnocki, organizuje wyjazdy, wykorzystując również dni wolne.

— Mam własny biznes — prowadzę pizzerię Da Grasso przy ulicy Mołdawskiej w Warszawie i tuż obok razem z kolegą knajpkę Ochota Ristobar. Z urlopem nie mam więc problemu — mówi restaurator.

Pozostaje jeszcze skalkulowanie kosztów. Przy 14-15 wyjazdach w sezonie to ważne. Istotną pozycją w budżecie jest kupno skipassa. W zależności od regionu kosztuje od 500 do 700 euro na cały sezon. W Austrii jest w czym wybierać — po kilkadziesiąt ośrodków narciarskich w każdym regionie. Narciarze odwiedzają najchętniej Karyntię, Salzburgerland i Tyrol, nazywany sercem Alp. W Tyrolu znajduje się aż pięć z ośmiu dostępnych dla narciarzy austriackich lodowców. Na Kaunertal, Pitztal, Sölden, Stubai i Hintertux można jeździć przez cały rok. To wyzwanie dla tych, którzy chcą spojrzeć na Alpy z wysokości trzech tysięcy metrów. Gości przyciąga też odrębność kulturowa Tyrolu. Mieszkańcy regionu nawet na co dzień noszą charakterystyczne ludowe stroje, a w barach i schroniskach słychać tyrolską muzykę. Panuje ciepła, serdeczna i gościnna atmosfera.

— Po przejechaniu tysięcy kilometrów tras zdecydowaliśmy, że w Tyrolu są najlepsze warunki i od czterech lat jeździmy wyłącznie tam. Karnet narciarski w tym regionie jest najdroższy, całosezonowy kosztuje 707 euro, ale warto. Opłaca się już po prawie czterech tygodniach spędzonych na nartach. Kupując karnety kilkudniowe, trzeba zapłacić drugie tyle — twierdzi Artur Czarnocki.

Drużyna Arfiego

W góry wyjeżdża z grupą Arfi Ski Team. Na stoku łatwo ich rozpoznać. Kolorowe stroje i taki właśnie napis na kurtkach. Skład jest stały — 10-12 osób, właściciele prywatnych biznesów, pracownicy firm. Prawie wszyscy z Warszawy.

— Chodzi o logistykę: w góry jeździmy wynajętymi ośmioosobowymi busami. Wyjeżdżamy zwykle w czwartki po pracy albo w piątki o świcie — opowiada Artur Czarnocki.

W Austrii czekają już na nich zarezerwowane wcześniej prywatne apartamenty z węzłem sanitarnym i kuchnią, chociaż w równie atrakcyjnej cenie można znaleźć pensjonaty z wyżywieniem. Wiele z nich — tak jak Pension Salaterhof prowadzony przez Andreę Klinger w Embach, gdzie się zatrzymują — wykorzystuje w kuchni ekologiczne produkty. W pensjonacie pracuje cała rodzina właścicielki. Na śniadanie podają gościom wielkie miski jajecznicy na specku i stosy wyrabianych przez siebie wędlin: hauswursty, salami, suszone szynki, marynowane w zalewie octowej ozory i wszelkiego rodzaju sery. Przysmakiem jest smalec z dodatkiem dyni o lekko słodkawym smaku i pięknym bursztynowym zabarwieniu. Do tego już od rana słynne austriackie nalewki.

— Austriacka kuchnia jest smaczna, ale dość monotonna i ciężka. A my dbamy o linię i dlatego zdecydowaliśmy się na prowadzenie własnej kuchni. Na wyjazdach ja odpowiadam za to, co jemy. Razem z kucharzem z mojej warszawskiej restauracji opracowuję codzienne menu wyjazdowe. Wszystkie produkty przywozimy z Polski. To jest kuchnia fit, zbilansowane posiłki. Na śniadanie: muesli, jogurty, na obiad: mięso, warzywa. A do tego smacznie — zapewnia Artur Czarnocki. Cena w apartamencie to 15-25 euro za noc od osoby.

Osiągnięcia i...

Na miejsce dojeżdżają o 7-8 rano. Szybki prysznic, wskakują w narciarskie stroje i idą na stok. Jeżdżą do 16-16.30. Trasy w Austrii są świetnie przygotowane. Od niebieskich — długich i łagodnych — przez nieco trudniejsze czerwone, aż po wymagające większych umiejętności czarne.

— Największą frajdę sprawia oczywiście zjazd po najtrudniejszych trasach, no i prędkość. Kiedy się przekracza setkę, to adrenalina rośnie. Liczba przejechanych kilometrów robi swoje, ale staramy się też doskonalić umiejętności — mówi Artur Czarnocki.

Dlatego „drużyna Arfiego” wciąż się szkoli. Artur Czarnocki kurs instruktorski zrobił w 2010 r. W ślad za nim poszli pozostali. — Teraz już wszyscy mamy uprawnienia, żeby uczyć innych. Moje dwie córki również są instruktorkami. Może młodsza, Karolina, która skończyła warszawską Akademię Wychowania Fizycznego, zwiąże zawodową przyszłość z nartami. Już zaczęła pracować jako instruktorka narciarska. Chociaż Paulina, absolwentka anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim, też kocha narty — dodaje biznesmen.

...dobra forma

Grażyna Czarnocka wyjeżdża z mężem 8-10 razy w sezonie. Żony kolegów też często. — Nie ma sensu takich wyjazdów facetom zabraniać. Lepiej się spakować i pojechać z nimi — żartuje Grażyna Czarnocka.

Przy tak częstych wyjazdach sprzęt narciarski musi być sprawny. Regularnie trzeba go wymieniać. Arfi Ski Team jeździ głównie na salomonach i atomicach, które dostają do testowania. Użycza ich Ski Race Center. Rodzaj nart trzeba umieć dobrać do warunków na stokach i własnych umiejętności.

— Bierzemy udział w zawodach narciarskich dla amatorów. Dwa lata temu po raz pierwszy wystartowałem w slalomie gigancie Gardenissima we włoskiej Val Gardenie, organizowanym zawsze pod koniec marca. Nie poszło mi najlepiej, bo nie wiedziałem, że po trasie, którą chwilę wcześniej przejechało kilkuset narciarzy, jeździ się zupełnie inaczej… Wiązania nie wytrzymały i wypięły mi się narty. W 2015 r. było już lepiej, chociaż do podium jeszcze sporo brakuje. W zawodach startuje około 600 zawodników w różnych grupach wiekowych. Najstarszy miał 85 lat. Przyjeżdżają ludzie z całego świata. Do przejechania 120 bramek. Ale dla nas liczą się nie tylko osiągnięcia, ale też dobra forma. Nie jesteśmy już młodzieniaszkami — żartuje biznesmen.

Dlatego latem przesiadają się na rowery. Jeżdżą zarówno po Warszawie, jak i na dalsze wyprawy — crossowe. W minione wakacje wybrali się na wyprawę brzegiem Dunaju. A przez cały rok oczywiście siłownia i basen. Trzeba być w formie, by nie ulec kontuzji na nartach. Chociaż oczywiście nie sposób ich uniknąć. Najbardziej narażone są więzadła, zdarzają się złamania.

— Mam wybity obojczyk. Efekt zderzenia z innym narciarzem na stoku — wyznaje Artur Czarnocki. Marzenia? Kupić dom albo kilka apartamentów w Austrii i przenieść się tam na stałe. Jeździć na nartach i zarażać tą pasją innych. &

Zgrany zespół.

Arfi Ski Team powstał spontanicznie — nazwa grupy pochodzi od nicka Artura Czarnockiego ze Skiforum. Od jakichś 4 lat jej skład jest stały. To wyjazdy z założenia niskokosztowe, więc każdy za coś odpowiada — sami sobie organizują m.in. posiłki, transport, zakwaterowanie, serwis nart, wspólne zdjęcia itp.

Artur Czarnocki

Absolwent Wydziału Ekonomiczno- -Rolniczego warszawskiej SGGW. Właściciel pizzerii Da Grasso i Ochota Ristobaru w Warszawie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MONIKA WITKOWSKA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy