V4 pękła, choć się nie rozpadła

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-02-27 20:00

Grupa Wyszehradzka (z angielska V4) bardzo niedawno, 15 lutego, obchodziła 33. urodziny.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Tegoż dnia w 1991 r. na zamku w węgierskim Wyszehradzie – gdzie w XIV wieku zjeżdżali się królowie – spotkali się prezydenci Lech Wałęsa i Václav Havel oraz premier József Antall. Inicjatywa była śmiałym krokiem trzech niepodległych państw – Polski, Czechosłowacji i Węgier – ku Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego oraz Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej (wtedy inicjatywa Unii Europejskiej dopiero kiełkowała). Po czechosłowackim rozwodzie od 1993 r. lepszą połówką stały się Czechy, które razem z nami i Węgrami weszły w 1999 r. do NATO. Rządzona przez nacjonalistów Słowacja znalazła się na aucie, na szczęście w 2004 r. sojusz dogoniła, a od 1 maja tegoż roku cały kwartet wszedł do UE.

Od osiągnięcia 20 lat temu obu celów bardzo naturalne jest zadawane wielokrotnie pytanie, czy V4 w ogóle ma sens. Zwłaszcza w relacjach unijnych już dziesiątki czy wręcz setki razy okazało się w konkretnych głosowaniach legislacyjnych, że interesy wyszehradzkich udziałowców są bardzo rozbieżne. W związku z tym zwartość V4 jako bloku wewnątrz UE generalnie jest iluzją, deklarowaną w okrągłych frazesach, zwłaszcza na szczytach w formacie prezydenckim, ważniejsze są premierowskie. Notabene wielkim symbolem niespójności Wyszehradu pozostaje okoliczność, że każde państwo posługuje się inną walutą – tylko Słowacja przyjęła euro, zaś pozostała trójka utrzymała pieniądze własne. W minionych dwóch dekadach najbardziej zapamiętanym przykładem konkretnej spójności V4 była niezgoda na unijny plan relokacji uchodźców, ale po kilku latach nieco zmodyfikowany i tak wejdzie on w życie.

Wyszehradzka kareta zdecydowanie bardziej zgodna była w strukturach NATO. Jednomyślnie akceptowano kolejne programy obronne, przy czym okazało się, że V4 bardzo nierówno przyjmuje obciążenia militarne liczone do produktu krajowego brutto. Polska, zwłaszcza w ostatnich latach stała się wydatkowym prymusem, Słowacja osiągnęła wymagany próg 2 proc., natomiast Węgry i zwłaszcza Czechy nadal wiozą się zdecydowanie poniżej. Spójność poglądów w NATO posypała się po agresji Rosji na Ukrainę. Premier Viktor Orbán, utrzymujący od lat bliskie związki z Władimirem Putinem, od samego początku usiadł okrakiem na barykadzie. Z jednej strony przyłączał się do sankcji wobec Rosji – ale zarazem je łagodząc – natomiast z drugiej był i jest bardzo krytyczny wobec Ukrainy. Po powrocie do władzy na Słowacji dołączył do sąsiada lewicowy premier Robert Fico. Obecnie oba rządy kategorycznie odżegnują się od pomocy militarnej dla Ukrainy, zgadzając się co najwyżej na medyczną, humanitarną etc. Na drugim biegunie V4 znajdują się rządy Czech i Polski, niezależnie od zmiany władzy u nas.

Pęknięcie kwartetu w proporcji 2:2 potwierdził wtorkowy szczyt premierowski w Pradze. Podczas wspólnej konferencji prasowej szefowie rządów absolutnie tego nie ukrywali. Od wielu lat nie pamiętam zbiórki V4, podczas której biegunowe różnice zostałyby wyartykułowane tak wyraziście. Zwykle poprawność polityczna i względy wizerunkowe powodowały klajstrowanie rozbieżności i sztuczne uśmiechy. Tym razem spod dywanu wymiecione zostały głębokie podziały. Cała czwórka premierów zgodnie potwierdziła tylko oczywistość, że żołnierze z naszych państw nie będą w Ukrainie walczyli. Viktor Orbán i Robert Fico potwierdzili oczekiwanie jak najszybszego pokoju, co realnie oznacza – na warunkach Władimira Putina. Donald Tusk i Petr Fiala trzymali generalną linię NATO i UE, czyli że pokój możliwy jest na warunkach Wołodymyra Zełenskiego. Fico przekazał jednak pewną brutalną prawdę – że gdy V4 spotka się na szczycie za dwa lata, to sytuacja na froncie ukraińsko-rosyjskim będzie podobna lub identyczna, ale przez ten czas zginie po kilkadziesiąt tysięcy ludzi…