Va Banque przypomina dobry film klasy B

Julia Kafka
opublikowano: 2000-12-18 00:00

Va Banque przypomina dobry film klasy B

Va Banque jest jak dobry amerykański film klasy B. Elegancki wystrój restauracji daje nadzieję na równie wysmakowany posiłek. Jednak wrażenia estetyczne przewyższają doznania kulinarne. Menu lokalu trochę rozczarowuje.

Restauracja Va Banque znajduje się w biurowcu Saska Point, zlokalizowanym w samym centrum stolicy.

Oscar dla scenografii...

Budynek mieści oddziały banków oraz innych firm. Wydawałoby się więc, że dla pracujących tam biznesmenów nie ma nic prostszego, jak zjechać windą na parter, by wraz ze swoimi gośćmi porozmawiać przy lunchu o interesach. Jednak na to, co mnie wydawało się oczywiste, nie wpadli właściciele lokalu.

Va Banque nie przykłada niestety dostatecznej wagi do zapewnienia prywatności. Intymność próbują wprawdzie chronić parawany z kadrami pochodzącymi z amerykańskich filmów, nie do końca jednak spełniają one swoją funkcję.

Wystrój lokalu — prosty, sterylny, ale bardzo elegancki i luksusowy — może zadowolić największych nawet estetów. Ogromne okna wychodzące na Marszałkowską dodatkowo powiększają wnętrze lokalu. Nastrojowa muzyka w tle nie przeszkadza w rozmowie, a kompetentna i miła obsługa odpowiada na wszystkie pytania.

Niestety, kiedy dokonywałam telefonicznej rezerwacji stolika, nie zostałam poinformowana, że akurat o wybranej przeze mnie porze odbywać się będzie firmowa wigilia jakiegoś przedsiębiorstwa, a goście zajmą większą część lokalu. Tym sposobem wylądowałam przy samych drzwiach, notabene cały czas otwartych na oścież.

...nominacja dla kucharza

Przejdźmy jednak do meritum, czyli potraw. Kucharz Va Banque jest mistrzem w przygotowywaniu zup oraz... deserów.

Gęsta toskańska zupa pomidorowa przyprawiona pachnącymi ziołami prowansalskimi była po prostu znakomita. Szkoda tylko, że nie podano jej więcej. Również przystawki: rybny tatar i przekładaniec tuńczykowy są godne polecenia.

Gorzej przedstawiają się główne dania rybne, których duży wybór proponuje restauracja. Stek z łososia był nieco za suchy, jednak prawdziwą walkę trzeba było stoczyć z pstrągiem z grilla, który uparcie nie chciał pozbyć się swoich ości. Poza tym zaserwowano go z niedogotowanymi ziemniakami, choć wyszukanymi w kształcie. Natomiast pierś z kaczki była za twarda, zaś podane do głównych dań jarzyny nie pozostawiały po sobie szczególnych wspomnień.

Jednak o deserach w Va Banque trudno zapomnieć. Gorąca domowa szarlotka z lodami to prawdziwe niebo w gębie, a owocowa sałatka zasługuje na najwyższą notę.