VAT: będą nowe zasady odliczeń

Krzysztof Kluska
opublikowano: 2003-12-04 00:00

Nadal nie wiadomo, jak rząd rozstrzygnie kwestię odliczeń podatkowych od zakupów samochodów przez firmy. Wiadomo natomiast, że skończy się era aut z kratką.

Do 50 proc. wysokości zapłaconej stawki, ale nie więcej niż 3 tys. zł — taką wysokość zwrotu zapłaconego podatku VAT proponuje sejmowa komisja finansów podmiotom gospodarczym, kupującym dla siebie samochody osobowe. Od 1 stycznia 2004 r. auta te nie będą już homologowane jako ciężarowe. Taką homologację otrzymają tylko pojazdy wielozadaniowe do przewozu osób lub towarów.

Niepewność

Niestety, ani importerzy, ani analitycy rynku motoryzacyjnego nie są w stanie przewidzieć, jakie ostatecznie decyzje w sprawie odliczeń podatkowych podejmie resort finansów, który, jak nietrudno zgadnąć, szuka pieniędzy do załatania wiecznie dziurawego budżetu.

— Na dobrą sprawę, każda kwota, na odliczenie której pozwoli fiskus, będzie mile widziana przez firmy, zmuszone do kupowania samochodów osobowych, niezbędnych im w codziennej pracy — twierdzi Jakub Faryś, dyrektor Związku Motoryzacyjnego (SOIS).

Jednak zachodzi obawa, że zbyt małe ulgi podatkowe, proponowane przez resort finansów, zahamują i tak nie najwyższą sprzedaż samochodów na krajowym rynku.

Liczenie

— Strona rządowa jest zdania, że dzięki zmniejszeniu wysokości odliczeń podatkowych z tytułu kupowania przez firmy samochodów, budżet centralny będzie mógł zyskać nawet pół miliarda złotych. Jeśli przyjrzeć się wysokości proponowanych stawek zwrotu, czyli albo 50 proc. wartości podatku VAT, płaconego przy zakupie samochodu ale nie więcej niż 3 tys. zł, to okazuje się, że aby zmieścić się w tych bardzo wąskich granicach należy kupować najtańsze samochody za 27 tys. zł netto — mówi Jakub Faryś.

Sprzedawcy samochodów zarzucają rządowym ekonomistom krótkowzroczność, która w efekcie doprowadzi do zapaści rynku motoryzacyjnego. Szacuje się, że sprzedaż flotowa samochodów stanowi obecnie 30-35 proc. całości krajowego rynku aut osobowych.

— Niestety, jest bardzo prawdopodobne, że wprowadzenie tak zaostrzonych przepisów spowoduje nawet 20-proc. spadek sprzedaży nowych samochodów. Auta kupowane przez firmy to głównie pojazdy z tzw. średniej półki, czyli samochody warte najczęściej od 50 do 80 tys. zł. Jeśli więc przedsiębiorca będzie mógł odliczyć od tego zakupu tylko 3 tys. zł, to może stwierdzić, że woli auto używane za 20-30 tys. zł — mówi Jakub Faryś.

Przedstawiciele branży motoryzacyjnej twierdzą z kolei, że większe ulgi to większa sprzedaż, a ta przełoży się także na wymierne wpływy do państwowej kasy.

— Dealerzy, serwisy, punkty sprzedaży części — ze wszystkich tych źródeł płyną podatki, więc może zamiast zmniejszać sprzedaż, a co za tym idzie obroty na rynku motoryzacyjnym lepiej byłoby pomóc w rozwinięciu się branży, która po niedługim czasie odda państwu pieniądze z nawiązką — mówi pragnący zachować anonimowość przedstawiciel firmy importującej samochody.

Może po niemiecku

Podczas gdy krajowi ekonomiści nie do końca wiedzą, jak poradzić sobie z problemem firmowych flot samochodowych, w innych krajach wypracowano już i sprawdzono odpowiednie rozwiązania.

— W UE nie obowiązują jednolite przepisy dotyczące odliczeń podatkowych od samochodów firmowych, jednak zdecydowana większość państw wspólnoty pozwala na wysokie odliczenia — twierdzi Jakub Faryś

Dobrym przykładem jest rozwiązanie przyjęte w Niemczech. Można tam odliczać 100 proc. wartości podatku VAT od zakupionego pojazdu. Samochód taki otrzymuje pracownik, który korzysta z niego jako narzędzia pracy i własnego środka lokomocji, czyli czerpie zeń prywatne korzyści. Takie użytkowanie traktuje się jako przychód pracownika i dolicza się do jego dochodów 1 proc. wartości brutto auta. Pracownik płaci z tego tytułu podatek jak od dodatkowych dochodów. Jednostkowo jest to niewiele, ale w skali kraju daje już pokaźne przychody.