Vigo z Marsa maszeruje na giełdę

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2014-09-03 00:00

W dziedzinie fotoniki jesteśmy jak Versace i Dior w odzieżówce — mówi prezes Mirosław Grudzień

O Vigo System większość Polaków usłyszała dwa lata temu, gdy na Marsie wylądował łazik Curiosity, na którym znalazły się detektory firmy z Ożarowa Mazowieckiego.

DOPIESZCZANIE KADR: Vigo, kierowane przez Mirosława Grudnia, od lat szkoli sobie pracowników. Przyjmuje na praktyki studentów, którzy piszą prace magisterskie w firmie, a część z nich robi tu także doktoraty — na 60 pracowników jest jeden profesor i ośmiu doktorów.
[FOT. WM]

Kosmiczna przygoda trwa: detektory Vigo polecą w 2016 r. na europejskim lądowniku przygotowywanym przez ESA i w 2020 r. w kolejnej misji marsjańskiej NASA. O spółce, która została założona przez naukowców z Wojskowej Akademii Technicznej w 1987 r., znów będzie głośno. Według naszych informacji, Vigo System wybiera się na warszawską giełdę.

— Złożyliśmy prospekt. Wszystko w rękach Komisji Nadzoru Finansowego — mówi Mirosław Grudzień, prezes Vigo.

Kosmiczna Prada

Spółka ma pełne ręce roboty. — Inwestujemy w rozwój nowej technologii wytwarzania detektorów — MBE.

W listopadzie ubiegłego roku podpisaliśmy z Wojskową Akademią Techniczną (WAT) porozumienie, w ramach którego budujemy wspólne laboratorium za 11 mln zł. Będziemy w nim prowadzić badania nad opracowaniem detektorów produkowanych w oparciu o supersieci — zapowiada Mirosław Grudzień.

To z WAT firma zbudowała laboratorium MOCVD. Vigo jako pierwsza firma na świecie wprowadziła fotonowe detektory podczerwieni, które nie wymagają schładzania ciekłym azotem. Firma wydaje rocznie na badania 2 mln zł, a wiele jej produktów nie ma odpowiedników na świecie.

— W perspektywie naszego udziału w modernizacji polskiej armii staliśmy się atrakcyjnym kąskiem dla wielu zagranicznych firm. Wizytowali nas przedstawiciele firmy Raytheon, potencjalnego dostawcy systemów antyrakietowych czy koncernu Nexter, producenta amunicji inteligentnej. Jeśli będziemy notowani na giełdzie, takie powiązanie kapitałowe stanie się znacznie łatwiejsze. Nie trzeba będzie prowadzić długotrwałych dyskusjina temat wartości firmy — tłumaczy prezes Vigo. I dodaje:

— Sprzedajemy wiedzę zaklętą w struktury półprzewodnikowe. W dziedzinie fotoniki jesteśmy jak Versace, Dior lub Prada w przemyśle odzieżowym, do których przychodzą klientki po sukienkę, jakiej nie ma nikt na świecie. Materiał kosztuje 200 USD, a sukienka 50 tys. USD — porównuje Mirosław Grudzień.

Wysoka rentowność

Vigo zaczęło działalność na terenie jednego z państwowych instytutów, potem działało w pawilonie na Woli, a od 2008 r.

— w Ożarowie Mazowieckim na terenach byłej fabryki kabli, które należą do Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Ma tu 3 tys. mkw. powierzchni, w tym 2,3 tys. mkw. — laboratoryjno-produkcyjnej. Regularnie korzysta z unijnych grantów. Spółka od lat ma marżę na poziomie 30-40 proc. W ubiegłym roku przy 20 mln zł obrotów zarobiła 7 mln zł.

— Laboratorium MBE ruszy wiosną przyszłego roku, będziemy potrzebowali 12 miesięcy na opracowanie technologii i przygotowanie produktu dla rynku światowego i wojska. Kontrakt z polską armią na dostawy komponentów do budowy elementów uzbrojenia oznaczałby, że w dwa lata nasze przychody mogłyby wzrosnąć kilkakrotnie — przewiduje Mirosław Grudzień.

Sukcesja pod kontrolą

We władzach spółki dojdzie do zmian pokoleniowych. Współwłaściciele — m.in. prezes Mirosław Grudzień i profesor Józef Piotrowski, twórcy technologii — osiągnęli wiek emerytalny.

— Jesteśmy przygotowani do sukcesji, choć chcielibyśmy nadal mieć wpływ na firmę i pozostawić sobie w przypadku debiutu większościowy pakiet akcji. Wiceprezes Andrzej Maciak zajmie moje miejsce, przejdę do rady nadzorczej, a syn profesora Piotrowskiego, dziś szef wydziału detektorów, wejdzie do zarządu — zapowiada Mirosław Grudzień.

Zastosowanie detektorów Vigo

eksploracja planet wykrywanie chorób (m.in. nowotworowych: detektor wychwytuje w organizmie cząstki, które sugerują wczesne stadium choroby — jest w stanie wychwycić 1 cząstkę na trylion innych) transport (bezpieczeństwo kolei wielkich prędkości) wojskowe technologie przyszłości (m.in. drony) zaawansowane technologie bezpieczeństwa (wykrywanie narkotyków i materiałów wybuchowych)

Kupowanie nadziei

Innowacje, zyskowna nisza i podbój rynków zagranicznych — to hasła, które działają na inwestorów. Na warszawskiej giełdzie korzystało z nich w ostatnich latach wiele firm, zwłaszcza z branż medycznej i farmaceutycznej, np. Bioton, Cormay, Medicalgorithmics i Mabion. Kursy akcji pompowano o setki, a nawet tysiące procent, ale w niektórych przypadkach czas negatywnie weryfikował obietnice zarządów. Tak było np. z Biotonem, którego akcje kosztują dziś zaledwie 2 proc. wartości w szczycie przed ośmioma laty.

OKIEM EKSPERTA

Innowacyjność nie wystarczy

WOJCIECH PRZYŁĘCKI

partner w IQ Partners

Z punktu widzenia inwestora liczy się nie tylko kwestia innowacyjności produktu. Potrzebne są dwie strony równania: wartość inwestycji i zarobek. Są firmy, które zdobywają granty naukowe, bo robią coś, co w przyszłości można zastosować. Dla inwestora nie będą jednak ciekawe, bo nie ma rynku na ich produkty: albo nie można go oszacować, albo pojawi się dopiero w odległej przyszłości. Jeśli firma produkuje detektory, które montuje się w łaziku na Marsa, to — o ile to jedyne zastosowanie — nie będzie interesująca, bo rynek jest niewielki, w końcu ile takich misji marsjańskich się odbywa? Jeśli natomiast pomysły stosowane np. w branży kosmicznej można wykorzystać w innych sektorach — widzę potencjał.