VIX straszy na Wall Street

Andrzej Stec
opublikowano: 27-01-2010, 00:00

Po dziesięciu miesiącach spokoju wraca niepewność. W Nowym Jorku przebudził się indeks strachu

Jeszcze tydzień temu było tak spokojnie. Analitycy prześcigali się w podnoszeniu prognoz wzrostu gospodarczego na świecie i giełdowych indeksów. Sprzyjały temu dobre wyniki spółek. Optymizm wyparował w jednej chwili. Wszystko przez Chiny, które szykują się do zaostrzenia polityki pieniężnej, i Baracka Obamę, prezydenta USA, który chce ograniczyć spekulacje finansowe banków inwestycyjnych. Po 10 miesiącach względnego spokoju znów przebudził się znany inwestorom indeks strachu — VIX. Zanotował największy skok od zakończonej w marcu ubiegłego roku bessy na światowych rynkach akcji.

Pewien doradca inwestycyjny mawia, że im na rynku akcji spokojniej i optymistyczniej, tym on bardziej się boi. Jak na parkietach rządzi zaś strach i panika, zabiera się do łowienia zbyt mocno przecenionych perełek. Trzeba powiedzieć, że ta stosowana od lat kontrariańska strategia sprawdza się znakomicie. Zarządzający pytany jednak, jak mierzy emocje na rynku, uśmiecha się i mówi: "to już moja tajemnica".

Sposobów na pomiar nastrojów rynkowych nie brakuje. Czasami wystarczą najprostsze metody — na przykład rzut oka na pojawiające się w mediach opinie zarządzających, analityków czy chociażby inwestorów. Jeśli przewagę zyskuje jedna strona (optymiści lub pesymiści), to znak, że zmiana lub chociaż przerwa w obowiązującym trendzie jest blisko. Można też spróbować znaleźć zatwardziałego krytyka panującego trendu. Jeśli i on zmieni nastawienie, to znak, że dotychczasowa fala wzrostowa lub spadkowa traci właśnie siłę. Tak było na przykład z pewnym zarządzającym z funduszu emerytalnego, który jesienią 2005 roku twierdził na konferencji prasowej, że żadnej hossy nie ma, a akcje są wyraźnie przewartościowane. Rok później zmienił zdanie i na kilka miesięcy przed okrutną bessą znacząco doważył akcje w portfelu.

Najbardziej precyzyjnym barometrem emocji panujących na rynkach akcji jest indeks VIX. Co to takiego? Na Zachodzie zyskał przydomek wskaźnika strachu. Rosnący jego poziom oznacza bowiem, że inwestorzy coraz bardziej się boją i oczekują wysokiej zmienności cenowej w najbliższym czasie (chodzi zwłaszcza o spadki). Są więc oni gotowi płacić więcej za zabezpieczenie portfela akcji przed ryzykiem. Wartość indeksu VIX zależy bezpośrednio od cen opcji, które wygasają za 30 dni kalendarzowych, wystawionych na amerykański indeks giełdowy SP 500. Wylicza go na bieżąco największa na świecie giełda instrumentów pochodnych — Chicago Board Options Exchange — która zresztą kilka lat temu uruchomiła handel derywatów opartych... na zmienności VIX.

VIX dobrze sprawdza się w praktyce. Niemal idealnie wskazuje bowiem momenty, w których strach odbiera inwestorom rozum, a długa hossa — skutecznie usypia ich czujność. Zazwyczaj skrajne wartości tego wskaźnika zwiastują bliskie odwrócenie trendu na rynku akcji.

W ostatnich dwóch dekadach średnia wartość dla VIX wynosi około 20 pkt. Na początku 2007 r., czyli przed pęknięciem bańki na amerykańskim rynku nieruchomości i rozpoczęciem dwuletniej bessy, indeks miał wartość zaledwie 10 pkt — prawie najniższą w historii. Tak niska jego wartość, przy bijących historyczne rekordy indeksach giełdowych dawała inwestorom złudne poczucie bezpieczeństwa. Prowadziło do lekceważenia przez nich sygnału zagrożenia, czyli możliwości zmiany trendu na wykupionym rynku. I stało się. Kilka miesięcy później na światowych rynkach akcji zaczęła się bessa. Ryzyko rosło z miesiąca na miesiąc. W listopadzie 2008 r., dwa miesiące po upadku banku Lehman Brothers, panika na światowych rynkach akcji wywindowała VIX na historyczne szczyty — 80 pkt (wcześniejsze rekordy to 45 pkt, czyli kryzys rosyjski z 1998 roku i dno bessy po bańce internetowej z lat 2001-02 r.).

Jak strasznie jest obecnie? Jeszcze dziesięć dni temu VIX miał tylko 17,5 pkt. Przez kilka kolejnych sesji, ku uciesze inwestorów o spekulacyjnym zacięciu (tzw. day traderów), wzrósł o ponad 50 proc., osiągając 28 pkt. To największy skok od zakończonej w lutym ubiegłego roku bessy. Czy na tej podstawie można zaryzykować tezę, że gwałtowne odreagowanie mocnej przeceny akcji z lat 2007-09 właśnie dobiegło końca? Z tym odważnym wnioskiem lepiej jednak poczekać na wyraźne przebicie przez indeks VIX 30 pkt. Tyle wynosił indeks strachu podczas październikowej korekty na SP 500.

Ceny ropy mocno w dół.

Tu też rządzi strach

Nastroje inwestorów na rynku ropy pogorszyła wiadomość o wstrzymaniu przez Industrial Commercial Bank of China przyznawania kredytów do końca stycznia. Wcześniej taką decyzję ogłosił Citic China Bank Corp. Chińskie banki zamierzają także w znacznym stopniu podnieść swoje kapitały rezerwowe.

Z całą pewnością jest to działanie pozytywne w długim terminie, gdyż pomoże przeciwdziałać przegrzaniu gospodarki oraz tworzeniu się baniek spekulacyjnych wywołanych bardzo tanim kredytem. W krótkim horyzoncie jednak, z dużym prawdopodobieństwem, skutkować to będzie spowolnieniem dynamiki rozwoju gospodarki, a co za tym idzie, spadkiem popytu na surowce.

Kurs ropy Brent wczoraj po południu nieznacznie tylko przekraczał 73 USD za baryłkę. Z technicznego punktu widzenia cena zbliża się do ważnego lokalnie poziomu

wsparcia w okolicach 71,11-71,16

USD. Znaczące przebicie tej wartości z dużym prawdopodobieństwem oznaczać będzie kontynuację spadków w okolice ważnej psychologicznie bariery 70 dolarów za baryłkę. Dodatkową niepewność wprowadzają dzisiejsze dane o zmianie zapasów ropy w Stanach Zjednoczonych, publikowane o godzinie 16.30. Analitycy prognozują wzrost zapasów o 1,7 miliona baryłek. Jeżeli te prognozy się sprawdzą, byłby to czwarty z kolei wzrost amerykańskich zapasów. Taki sygnał obniżyłby popyt na ropę.

Jarosław Stefański

X-Trade Brokers DM

Andrzej Stec

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane