Kluczową sprawą dla procesu jest prywatyzacja spółek chemicznych
Niebawem powstanie kolejny harmonogram. Spółka
zniknąć ma do połowy 2010 r.
Chyba że znów opóźni się
prywatyzacja wielkiej
syntezy chemicznej.
Nafta Polska, wyspecjalizowana rządowa agencja ds. prywatyzacji i restrukturyzacji sektorów: naftowego i chemicznego, idzie do likwidacji. Pierwszy krok zrobiono już w grudniu ubiegłego roku. Agencja przekazała do skarbu państwa 100 proc. udziałów w Operatorze Logistycznym Paliw Płynnych (magazyny paliw). Teraz przyszedł czas na kolejny krok.
— W tym tygodniu kolegium Ministerstwa Skarbu Państwa ma zatwierdzić harmonogram likwidacji Nafty Polskiej. Zanim spółka przestanie istnieć, należące do niej akcje PKN Orlen i Grupy Lotos trafią pod kontrolę resortu. Powinno to nastąpić najpóźniej do końca tego roku — poinformował "PB" Krzysztof Żuk, wiceminister skarbu odpowiedzialny m.in. za sektor naftowy.
Obecnie Nafta Polska ma 51,91 proc. akcji Grupy Lotos oraz 17,32 proc. akcji PKN Orlen.
Chemiczny hamulec
Przekazanie akcji spółek chemicznych nie oznacza jeszcze likwidacji Nafty Polskiej. Kluczowe dla finału procesu jej likwidacji będzie zakończenie procesu prywatyzacji spółek wielkiej syntezy chemicznej, w których ma ona udziały. Obecnie Nafta Polska ma 49,08 proc. akcji Tarnowa i 80 proc. Kędzierzyna.
— Sądzę, że nastąpi to na tyle wcześnie, że Nafta Polska będzie mogła być zlikwidowana najpóźniej do połowy 2010 r. — deklaruje Krzysztof Żuk.
Próba już była
Słowa o konieczności likwidacji Nafty Polskiej padają ze strony Ministerstwa Skarbu Państwa nie pierwszy raz. Taką koncepcję w 2006 r. miał rząd Prawa i Sprawiedliwości. Nawet walne spółki podjęło już decyzję w tej sprawie. Podobnie jak dziś, projekt przewidywał przekazanie aktywów Orlenu, Lotosu i Naftobaz (dziś OLPP) skarbowi państwa.
Nafta Polska miała zostać rozwiązana po sprywatyzowaniu spółek wielkiej syntezy chemicznej. Po zmianie władzy koalicyjny rząd PO-PSL wstrzymał decyzję o rozwiązaniu spółki. Ma dalej istnieć i prywatyzować zakłady azotowe w Tarnowie i Kędzierzynie. Kolejne niepowodzenia tej prywatyzacji skutecznie jednak hamowały proces jej likwidacji.
Okiem byłego prezesa Nafty polskiej
Krzysztof Żyndul, wiceminister skarbu za rządów SLD
Jestem za
Nafta Polska miała istotny wkład w restrukturyzację i prywatyzację sektora naftowego oraz spółek wielkiej syntezy chemicznej. Doprowadziła między innymi do połączenia CPN z Petrochemią Płock i stworzenia PKN Orlen. Wprowadzała koncern na GPW. Potem za jej staraniem na parkiet trafiła Grupa Lotos. W sektorze chemicznym przyczyniła się do debiutów giełdowych trzech spółek: Police, Puławy i Tarnów. Gdyby podobna instytucja została powołana dla sektora energetycznego, procesy prywatyzacyjne szybciej ruszyłyby z miejsca. Zawsze uważałem, że po zakończeniu restrukturyzacji i prywatyzacji sektorów chemicznego i naftowego spółka powinna nadal istnieć i zająć się wspieraniem koncernów w projektach wydobywczych.
Okiem byłego wiceministra
Paweł Szałamacha, odpowiedzialny za sektor naftowy w rządzie PiS
Jestem przeciw
Nie ma sensu dalsze funkcjonowanie Nafty Polskiej. Zbyt mało wartości wnosi w zarządzanie powierzonymi jej aktywami. Jest natomiast źródłem kosztów, utrzymuje zbędne, zbyt kosztowne etaty. Jej działalność tak naprawdę utrudnia i wydłuża procesy restrukturyzacyjne i prywatyzacyjne. To, czym od blisko 13 lat zajmuje się Nafta Polska, może wykonywać resort skarbu. Przechwytuje też część pieniędzy z dywidend, które powinny bezpośrednio trafiać do skarbu państwa. Rzekome jej sukcesy to nic innego, jak po prostu zadania, do których wykonywania była zobowiązana. Moim zdaniem, opóźnienia w jej likwidacji wiążą się z "czynnikiem ludzkim" i mają mało związku na przykład z opóźnieniami prywatyzacyjnymi.