W biznesie AmRestu jest miejsce na Sfinksa

Kamil Zatoński
opublikowano: 2008-05-28 00:00

Nowy, silniejszy właściciel szybciej wyprowadziłby łódzką firmę na prostą

Inwestorzy niejednoznacznie przyjęli informację o pojawieniu się AmRestu w akcjonariacie Sfinksa. Kurs pierwszej ze spółek spadł o 3 proc., drugiej — skoczył aż o ponad 20 proc., najwyżej w tym roku. Holendrzy nie ukrywają, że interesuje ich zwiększenie zaangażowania w łódzkiej spółce z obecnych 5 proc. Rozmowy z głównym akcjonariuszem Sfinksa podobno trwają.

Wydaje się, że wszystko zmierza ku wezwaniu. Gdyby miało zostać ogłoszone już dziś, oferta nie mogłaby być niższa niż 20,5 zł. Taka cena ucieszyłaby jednak tylko tych, którzy kupowali akcje w ostatnich tygodniach. Ci, którzy zrobili to wcześniej lub na wczorajszej sesji, będą musieli uzbroić się w cierpliwość i poczekać na rezultaty działań nowych (prawdopodobnych) właścicieli.

Przedstawiciele AmRestu przekonują, że pod ich skrzydłami Sfinks radziłby sobie dużo lepiej. Łódzka spółka ma na razie słabe wyniki, bo — na co zwracają uwagę analitycy — szwankuje u niej organizacja, w tym m.in. logistyka. Ograniczenie kosztów jest możliwe, choć specjaliści podkreślają, że poprawa zajmie sporo czasu.

Sprawność zarządzania to niejedyny powód skromnych zysków Sfinksa. Spółka znajduje się na etapie szybkiego rozwoju (w tym roku planuje otwarcie 30 kolejnych restauracji, na koniec 2007 r. było ich 100), co wymaga dużych nakładów inwestycyjnych. Sygnalizowano potrzebę emisji obligacji o wartości 100 mln zł (dla porównania — kapitalizacja firmy to 185 mln zł). Po pierwsze — przy rosnących stopach procentowych rozwój oznacza wyższe koszty finansowe. Po drugie — spółka nie osiągnęła takiej skali działalności, by osiągać wysokie zyski. Kłopoty Sfinksa przypominają sytuację Artmana sprzed 3-4 lat. Wówczas krakowski dystrybutor odzieży dopiero budował duży organizm, borykał się z kosztami rozwoju, a wysoka dźwignia operacyjna powodowała, że przy gorszej od spodziewanej sprzedaży notowano słabe wyniki. Przy dobrym zarządzaniu zyski w końcu jednak przyszły: w 2007 r. było to 12,1 mln zł, prawie cztery razy więcej niż trzy lata wcześniej.

Planowany zysk Sfinksa na ten rok jest zbliżony do tej kwoty. Dorota Puchlew z ING Securities wątpi jednak, by spółce udało się wypracować zapowiadane 10 mln zł zysku netto. Podobnego zdania jest Marcin Sójka z DM PKO BP. Po pierwszym kwartale 2008 r. grupa zarobiła na czysto 1,6 mln zł, a EBITDA wyniosła 9,3 mln zł. Wskaźnikowo, przy cenie około 22 zł, spółka jest więc droga (bieżące C/Z na poziomie 90, EV/EBITDA około 10). Ale wcale nie oznacza to, że AmRest tyle (lub nawet więcej) nie wyłoży. Z jego punktu widzenia liczą się długoterminowe korzyści: zajęcie sporej części rynku, zdobycie dobrych lokalizacji (co kluczowe w tej branży) i znanej marki, która dobrze wpasowała się w potrzeby i zasobność portfeli konsumentów.

Kamil

Zatoński