W budowie dróg cofamy się do 2007 r.

Katarzyna Kapczyńska
06-10-2010, 00:00

Nie będzie budowy dróg, do których Bruksela nie dołoży — wieszczą branżowi eksperci.

Autostradowej dyrekcji nie opłaciły się oszczędności

Nie będzie budowy dróg, do których Bruksela nie dołoży — wieszczą branżowi eksperci.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) chciała w latach 2009-11 wydawać rocznie na drogi około 30 mld zł. Chciała, ale nigdy jej się to nie udało. Teraz więc przyjdzie jej ostro zacisnąć pasa. Najgorszy będzie rok 2013 r., bo wówczas z poziomem wydatków cofnie się do… 2007 r. W założeniach do projektu budżetu na przyszły rok, przyjętego niedawno przez rząd, zapisano, że w 2013 r. planowane wydatki na drogi z Krajowego Funduszu Drogowego (KFD) sięgną zaledwie 7 mld zł. Na otarcie łez 3,1 mld zł dorzuci drogowcom budżet państwa. Tyle właśnie z tego źródła wydawaliśmy trzy lata temu. Dziś GDDKiA potrafi wydać 20 mld zł rocznie.

Nieco więcej kasy będzie w 2012 r. Magdalena Kobos, rzecznik resortu finansów, podaje, że wówczas KFD przekaże na drogi 23 mld zł.

— Do tego trzeba też doliczyć 3 mld zł bezpośrednio z budżetu — dodaje Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu infrastruktury.

Pieniędzy miało być jednak znacznie więcej. W sumie w 2012 r. drogowcy marzyli o 31 mld zł, a będzie o 6 mld zł mniej. Z kolei przyszłoroczny budżet drogowy miał zamknąć się kwotą 38 mld zł, a tymczasem KFD da 30 mld zł. 2,99 mld zł dorzuci budżet. Tu jednak resort infrastruktury odniósł małe zwycięstwo nad urzędnikami ze Świętokrzyskiej, bo pierwotnie resort finansów chciał dać im około 2,7 mld zł.

Tylko unijne

— Wygląda na to, że budować będziemy tylko te drogi, do których mamy zagwarantowane unijne dofinansowanie. Większość kwot podanych na lata 2012 i 2013 będą pewnie stanowiły pieniądze z refundacji projektów unijnych, traktowane jako nasz wkład własny do wykorzystania pozostałych funduszy z UE — uważa Janusz Piechociński, poseł PSL i wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury.

Twierdzi też, że wkrótce podobny los czeka inwestycje lokalne, bo należy spodziewać się cięć budżetów przez samorządy.

— A co to oznacza dla firm? Mamy na rynku coraz więcej podmiotów, coraz większą konkurencję, a zmniejszenie puli pieniędzy oznacza przecież mniej kontraktów — dodaje poseł.

Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, podkreśla, że obcięcie pieniędzy na drogi to katastrofa. Spodziewa się, że wkrótce dowiemy się, które inwestycje — z powodu braku kasy — będą opóźnione albo wstrzymane.

Konsekwencji cięć budżetowych nie chce natomiast komentować GDDKiA.

— Kwestie finansowe to kompetencja rządowa. Proszę o kontakt w tej sprawie z resortem infrastruktury — napisał nam jedynie Marcin Hadaj, rzecznik GDDKiA.

Ale z ministerstwa odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

Nie udało się

Cięcia wydatków na drogi pokazują, że drogowej dyrekcji nie opłaciło się oszczędzać. Jeszcze niedawno zasypywała media komunikatami o ofertach wykonawców połowę niższych niż kosztorysy i poczynionych dzięki temu oszczędnościach. Dziś widać, że na nich nie skorzysta, bo kasy dostanie mniej, niż planowała.

Złośliwi podkreślają jednak, że dla GDDKiA to bez różnicy. Do tej pory i tak nigdy nie udało się jej wydać tyle pieniędzy na drogi, ile miała zaplanowane. W tym roku wydatki z KFD miały sięgnąć 27,5 mld zł, a faktycznie sukcesem będzie, jeśli przekroczą 20 mld zł. Pozostałą kwotę dyrekcja i resort chciały przesunąć na kolejne lata. Nie udało się.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / W budowie dróg cofamy się do 2007 r.