Firmy budowlane nie upadają już na potęgę, jak było podczas kryzysu. To niestety nie oznacza, że branża wyszła z kłopotów. Krajowy Rejestr Długów (KRD) i ubezpieczyciele analizujący stan upadłości w Polsce wciąż nie dostrzegają realnej poprawy.

Nie płacą, bo im nie płacą
Z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) wynika, że zadłużenie firm budowlanych sięga 1,23 mld zł i ciągle rośnie. W ciągu roku zwiększyło się ono o 136 mln zł. Wierzyciele wpisali do KRD już prawie 31 tys. firm z sektora budowlanego. Na jedną z nich przypada blisko 5 zobowiązań. Aby spłacić swoich wierzycieli, każda taka zadłużona firma musiałaby oddać po 33 tys. zł.
Jednak firmy budowlane mają nie tylko długi. Same oczekują na płatności od swoich kontrahentów rzędu ponad 363 mln zł. Z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzanego na zlecenie KRD oraz Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) w Polsce wynika, że ponad 30 proc. wszystkich faktur w tej branży jest przeterminowana, a na spłatę takiej faktury czeka się średnio aż 4 miesiące i 24 dni, czyli o 18 dni dłużej niż w ubiegłym kwartale.
Gdyby nie opóźnienia w płatnościach, firmy budowlane zaoszczędziłyby ponad 10 proc. swoich kosztów. Przy tym okazuje się, że firmom budowlanym najczęściej zalegają… inne firmy budowlane. Wartość takiego długu to blisko 200 mln zł. 53 mln zł muszą budowlańcom oddać firmy z sektora przemysłowego, a 38 mln zł wstrzymują handlowcy.
Wciąż słabą sytuację w branży potwierdzają także statystyki upadłości. W ostatniej analizie KUKE o lipcowych bankrutach widać, że w ciągu miesiąca natężenie upadłości w branży budowlanej nieznacznie wzrosło. Euler Hermes podkreśla znaczny spadek bankructw w tej branży w ciągu roku, ale zauważa jednocześnie, że choć bankrutów w budowlane coraz mniej, to wciąż upada wiele firm współpracujących z tą branżą — ostatnio produkujących właśnie na potrzeby budownictwa.
Najmniejsi najbardziej poszkodowani
To wszystko, mimo że teoretycznie sytuacja się poprawia. W ubiegłym roku inwestycje w budownictwie wzrosły przecież o 2 mld EUR, a nowa perspektywa finansowa Unii Europejskiej na lata 2014-20 pozwala oczekiwać dalszych zwyżek. Zdaniem Michała Modrzejewskiego, dyrektora analiz branżowych w Euler Hermes, wzrost produkcji budowlanej jest jednak niższy od oczekiwań, m.in. z powodu opóźnień proceduralnych w ich rozpoczęciu. — To wpływa na konkurowanie głównie ceną, nie ma miejsca na jej wzrost — twierdzi dyrektor. A to przecież właśnie zaniżanie cen wiele firm budowlanych doprowadziło do bankructwa.
— Jest mnóstwo przykładów kontraktów z zaniżonymi cenami, które zyskały aprobatę wykonawców i z pełną świadomością zostały zaakceptowane przez inwestorów i zamawiających. A firmy się godziły na ich realizację, bo w każdej przychodzi taki czas, że musi zacząć budować cokolwiek, żeby nie upaść — mówił nam kilka miesięcy temu Tomasz Tworek, prezes Dorbudu.
Zdaniem Adama Łąckiego, prezesa KRD, problemem jest także fakt, że opóźnianie płatności stało się powszechną praktyką.
— Kiedyś bardzo źle świadczyło o kondycji firmy i negatywnie wpływało na jej wizerunek. Obecnie bardzo wiele dużych firm kredytuje swoją działalność, celowo spóźniając się z zapłatą — mówi Adam Łącki. Najbardziej cierpią na tym najmniejsi. To oni także w walce o kontrakt chętniej godzą się na różne warunki.
— Na przykład przetrzymanie kaucji, wydłużenie terminów zapłaty czy niekorzystne zapisy dotyczące udzielania gwarancji — tłumaczy Waldemar Sokołowski, prezes programu Rzetelna Firma. Jest jednak nadzieja, że zła passa w budownictwie wkrótce się skończy. Europejski Fundusz Leasingowy (EFL) w swoim kwartalnym badaniu Barometr EFL pokazuje, że odczyt wskaźnika nastrojów w branży budowlanej jest coraz wyższy.