W Chinach jest tanio tylko na pozór

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-03-23 00:00

Wyceny akcji na chińskich giełdach są niskie, ale to nie przysłania poważnych problemów gospodarczych Państwa Środka

Chińskie akcje, nawet po ostatnich, dynamicznych zwyżkach, wciąż są tanie i dlatego warto je dorzucić do portfela — przekonywał podczas V Fund Forum Marcin Mierzwa, zastępca dyrektora Biura Maklerskiego Alior Banku. I rzeczywiście — sugerując się jedynie poziomem wycen, można byłoby z niemal zamkniętymi oczami złożyć zlecenie kupna. Zresztą krajowi inwestorzy nieśmiało zaczynają kierować tam pieniądze. W styczniu do funduszy akcji azjatyckich wpłacili 19 mln zł, podczas gdy w tym czasie z funduszy akcji polskich wyparowało prawie 90 mln zł. W przypadku inwestycji w Państwie Środka nie da się jednak obojętnie przejść wokół narastających problemów tamtejszej gospodarki, co potwierdzają najnowsze dane makro.

— Dynamika inwestycji, produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w lutym była znacznie niższa od oczekiwań ekonomistów. Nieciekawie wygląda kilkunastoprocentowy spadek wolumenów w transporcie kolejowym, a wskaźnik ten jest zwykle dobrym miernikiem koniunktury gospodarczej. Warto zwrócić uwagę, że spadek ten jest większy nawet niż w okresie kulminacji kryzysu finansowego na przełomie 2008 i 2009 r. — przypomina Sebastian Słomka, zarządzający funduszami Eques TFI.

Nadzieja matką…

Inwestorzy wydają się jednak ignorować sygnały pogorszenia, bo od czasu publikacji niepokojących (ale jednak historycznych) danych indeks Shanghai Composite zyskał 5 proc., czyli więcej niż WIG od początku roku. Przez ostatnie sześć miesięcy główny wskaźnik giełdy w Szanghaju zyskał ponad 50 proc. Hossę rozbudziły nadzieje na uruchomienie szeroko zakrojonego, rządowego programu stymulacyjnego. Ponadto rynkowi sprzyja szersze otwarcie giełdy na zagranicznych inwestorów.

— Rynek akcji podobno dyskontuje przyszłość, a zatem musi dostrzegać jakieś światełko tunelu, w jakim znalazła się chińska gospodarka. Biorąc pod uwagę jej specyfikę, wydaje się, że wszystko pozostaje w gestii tamtejszych władz. Jedyne, co może wyciągnąć chińską gospodarkę z zapaści, to kolejny program stymulacyjny, którego najwyraźniej spodziewają się inwestorzy chętnie kupujący chińskie akcje — tłumaczy Sebastian Słomka.

Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI, również uważa, że inwestorzy mogą przypisywać większe znaczenie do działań fiskalnych, które powinny być bardziej agresywne w kolejnych kwartałach, biorąc pod uwagę coraz niższe tempo wzrostu PKB Chin, obniżającą się inflację czy też falujące na granicy stagnacji wskaźniki PMI. — Rząd zapewne będzie starał się też zapełnić lukę prywatnych inwestycji nakładami publicznymi. Dodatkowo wizja połączenia wszystkich giełd w Chinach i liberalizacji przepływów kapitałowych w najbliższych latach powoduje, że waga i znaczenie chińskich spółek w portfelach zagranicznych inwestorów będzie coraz większa — uważa Jarosław Niedzielewski.

Rynek dla wybranych

Specjalista tłumaczy jednak, że obecnie zagraniczni inwestorzy wciąż mają ograniczone możliwości inwestycji na giełdzie w Szanghaju (limity kwotowe), a kupować akcje chińskie na szerszą skalę mogą wyłącznie przez giełdę w Hongkongu, a ta już tak dynamicznie nie rosła.

— Wyceny giełdowe chińskich przedsiębiorstw rzeczywiście znajdują się obecnie na relatywnie atrakcyjnych poziomach, zarównow porównaniu z historyczną średnią, jak i na tle innych rynków wschodzących — dla giełdy w Hongkongu relacja cena/zysk wynosi 11-12. Należy jednak pamiętać, że to w dużej mierze tani sektor bankowy, w którym inwestorzy obawiają się odpisów na złe kredyty, odpowiada za tak niskie wskaźniki. Trzeba też brać pod uwagę rodzaje ryzyka związane z rynkiem nieruchomości i osłabieniem inwestycji — ostrzega Jarosław Niedzielewski.

Silne powiązanie juana z dolarem powoduje ponadto, że chińska waluta umacnia się wobec innych równolegle z amerykańskim dolarem. Przekłada się to na spadek konkurencyjności chińskich produktów na międzynarodowych rynkach, szczególnie w Europie.

Chiny w zasięgu ręki

W Chinach można zainwestować za pośrednictwem funduszy, które okazji do zarobku szukają na giełdzie w Hongkongu. Wśród polskich produktów znajdziemy m.in. Metlife Akcji Chińskich i Azjatyckich oraz Investor Indie Chiny. Minimalna kwota inwestycji wynosi 100 zł. Dużo więcej możliwości oferują zagraniczne instytucje. W sprzedaży jest kilkadziesiąt funduszy, począwszy od specjalizujących się w jednym rynku (JPM Hong Kong), skończywszy na tych, które celują w wybrane spółki (Fidelity China Consumer), ale minimalna kwota inwestycji wynosi kilkanaście tysięcy złotych. Należy się też liczyć z ryzykiem walutowym, bo większość z nich wyceniana jest w euro lub dolarze. Inwestorzy mogą też skorzystać z ETF, czyli funduszy pasywnych. Ich zaletą są bardzo niskie koszty zarządzania, które nie przekraczają 0,5 proc. Duży wybór ETF jest na giełdach zagranicznych, do których dostęp oferują biura maklerskie (np. DM BOŚ, Dif Broker).

Chiny w zasięgu ręki

W Chinach można zainwestować za pośrednictwem funduszy, które okazji do zarobku szukają na giełdzie w Hongkongu. Wśród polskich produktów znajdziemy m.in. Metlife Akcji Chińskich i Azjatyckich oraz Investor Indie Chiny. Minimalna kwota inwestycji wynosi 100 zł. Dużo więcej możliwości oferują zagraniczne instytucje. W sprzedaży jest kilkadziesiąt funduszy, począwszy od specjalizujących się w jednym rynku (JPM Hong Kong), skończywszy na tych, które celują w wybrane spółki (Fidelity China Consumer), ale minimalna kwota inwestycji wynosi kilkanaście tysięcy złotych. Należy się też liczyć z ryzykiem walutowym, bo większość z nich wyceniana jest w euro lub dolarze. Inwestorzy mogą też skorzystać z ETF, czyli funduszy pasywnych. Ich zaletą są bardzo niskie koszty zarządzania, które nie przekraczają 0,5 proc. Duży wybór ETF jest na giełdach zagranicznych, do których dostęp oferują biura maklerskie (np. DM BOŚ, Dif Broker).