W fun zonie na Euro nie zapłacisz gotówką

Jest pomysł, żeby w strefach kibica można było płacić tylko kartami zbliżeniowymi. Szybko, łatwo i przyjemnie. Kibicu trzymaj się za kieszeń.

To jeszcze nie jest oficjalna informacja, ale podobno Pekao, jeden ze strategicznych sponsorów Euro 2012 chce, żeby w fun zonach podczas Euro 2012 można było płacić tylko kartami zbliżeniowymi. Podobno inni strategiczni reklamodawcy nie mają nic przeciwko temu, a wręcz przeciwnie. Carlsberg cieszy się z takiego rozwiązania, podobnie jak Coca-Cola, bo cały problem z ochroną gotówki będą mieli z głowy.

Co z kibicami, którzy nie mają w portfelu zbliżaków? Będą mogli kupić kartę na stoisku Pekao, które bank ustawi w fun zonach. Będą to karty przedpłacone, każda z własnym numerem rachunku, tak żeby stan konta można było podglądać  w internecie, czy w bankomacie.

Nie wiem, czy kibice ucieszą się z tego rozwiązania, bo żeby płacić bezgotówkowo, będą musieli najpierw parę złotych zapłacić za kartę. W zamian szybciej zostaną obsłużeni w fun zonach. Zamawiasz piwo, przykładasz kartę, zapłacone, do widzenia.

Choć właściwie nie wiadomo jak do końca jest z szybkością obsługi transakcji kartami zbliżeniowymi. Podobno sieć Żabka zrobiła badania, kiedy klient szybciej odchodzi od kasy, czy gdy zapłaci zwykłą kartą, czy zbliżeniową, czy gotówką. Wyszło na to, że ... gdy wyciąga z portfela gotowiznę.


Możliwe, że ajenci Żabki są szybcy jak John Wayne. Ja nie spotkałem jeszcze kasjera, który wygrałby z kartą zbliżeniową. Zresztą coraz częściej, gdy płacę w sklepie i wyciągam kartę, ekspedientka pyta czy chcę zapłacić zbliżeniowo. Wcale nie dlatego, że kazał jej pytać Mastercard czy Visa (choć pewnie kazał). Sami sprzedawcy mówią, że to szybki i wygodny sposób płacenia.

Zadowolony jest też klient, bo szybciej zrobił sprawunki, a jeszcze bardziej jego bank. Kilka dni temu Mastercard opublikował wyniki badań przeprowadzonych w USA 15 miesięcy od wprowadzenia w tym kraju kart zbliżeniowych. Płynął z nich dwa zasadnicze wnioski, obydwa interesujące głównie dla emitentów kart. Po pierwsze, jeśli klient ma w portfelu kartę kredytową, to podobno szybko zajmuje ona pierwsze miejsce w hierarchii ważności, bo jest najchętniej wyciągana (ja tak nie mam). Po drugie, nie tak mocno trzyma się on za kieszeń, jak ktoś kto zbliżeniówki nie posiada. Badania Mastercarda pokazały, że wydatki posiadacza karty zbliżeniowej są o 30 proc. wyższe niż użytkownika zwykłego plastiku. Dotyczy to każdej z trzech analizowanych kategorii klientów: od niezamożnych, przez średnio zamożnych, po dobrze uposażonych W ostatniej grupie, miesięczny wzrost wydatków sięga aż 600 dolarów! Autorzy raportu nie wyjaśniają dlaczego. Wydaje się, że powodem jest po prostu utrata kontroli nad drobnym i wydatkami. Być może kiedy klient nie podaje PIN-kodu nie zwraca tak dużej uwagi na to ile ubyło mu z konta.

I jak tu nie wydawać kart zbliżeniowych. Amerykańskie banki są jednak mocno zachowawcze i jakoś na zbliżeniówki się nie rzucają. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii. Hitem brytyjskiego rynku bankowego ubiegłego tygodnia była informacja, że Barclays Banku od teraz będzie wydawać tylko karty zbliżeniowe. O ile się nie mylę to pierwszy wyspiarski bank, który szarpnął się na coś takiego. W Polsce na koniec I kwartału zbliżaków było już ponad 10 mln. To jedna czwarta rynku kartowego.

Banki, Visa i Matercard zainwestowały bardzo duże pieniądze w rozwój płatności zbliżeniowych i, jak się wydaje, inwestycja chyba się opłaciła. Banki jeden po drugim pokazując kwartalne wyniki chwalą się większą transakcyjnością kart. W PKO BP, który wczoraj opublikował raport, przychody z prowizji kartowych wzrosły rok do roku aż o 13 proc. W największym stopniu jest to efekt zmian w ofercie rachunków, wprowadzonej rok temu, choć pewnie i w tym banku, który dwa lata temu dość odważnie zdecydował się wymienić cały portfel na karty zbliżeniowe, działa efekt zwiększonych wydatków opisany w raporcie Mastercarda.

Pytanie co z tego wszystkiego ma klient. Na razie niewiele, jeśli nie liczyć tych kilkunastu sekund zaoszczędzonych na transakcji bez użycia PIN-u. Dwa lata temu karta zbliżeniowa byłą gadżetem, teraz w większości banków jest już produktem podstawowym. Poczciwa karta z czipem, ledwie weszła do użytku, odeszła do lamusa.
Trzeba mieć tylko nadzieję, że stanie się to co banki zapowiadają od dwóch lat, że karty zbliżeniowe stanowią etap przejściowy, przygotowawczy do uruchomienia płatności mobilnych. Infrastruktura do płatności komórkowych już jest. Na koniec tego roku 100 tys., terminali płatniczych w sklepach będzie akceptowało transakcje zbliżeniowe, to co trzeci POS na rynku. Z nieoficjalnych informacji wynika, że koalicja z udziałem czterech banków, Mastercarda i jednego z operatorów, będzie gotowa do uruchomienia platformy do płatności komórkowych. Tyle tylko, że jeszcze nie dawno jako termin odpalenia projektu podawany był czerwiec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ W fun zonie na Euro nie zapłacisz gotówką