W grze o Legię czas na rzuty karne

W sporze między udziałowcami Legii Warszawa są boczne furtki, wytrychy i prawnicza taktyka podjazdowa. Dopóki piłka w grze, obie strony piszą własne scenariusze

Kłótnia o Legię Warszawa budzi podwójne emocje wśród trzech akcjonariuszy. Po pierwsze — chodzi przecież o ukochany klub, po drugie — w ostatnich latach w księgach rachunkowych Legia, jak na polskie realia, osiągnęła niemal galaktyczny poziom. Według informacji „PB”, w sezonie 2016/17 przychody piłkarskiego mistrza Polski mają przebić barierę 220 mln zł. To oznacza 6. rok z rzędu wzrostu przychodów i skok rok do roku aż o 70 proc. Co więcej, według nieoficjalnych informacji „PB”, grająca i zarabiająca krocie w Lidze Mistrzów Legia ma wykazać nawet ponad 25 mln zł zysku. Stąd też obecna wycena spółki może sięgać nawet kilkuset milionów złotych. W takiej scenerii toczy się konflikt wśród właścicieli najbogatszego klubu sportowego nad Wisłą.

Zobacz więcej

W UŚCISKU: Trzech współwłaścicieli Legii — od lewej: Maciej Wandzel, Dariusz Mioduski, Bogusław Leśnodorski — rozpoczęło prawny pojedynek, w którym amunicją są m.in. zapisy z umowy wspólników. Otwiera ona przed każdą ze stron szansę na przejęcie kontroli nad wartym nawet setki milionów klubem sportowym. Marek Wiśniewski

W najbliższym czasie okaże się, czy w klubie zostaje Dariusz Mioduski (ma 60 proc. udziałów w Legii) czy Maciej Wandzel z Bogusławem Leśnodorskim (po 20 proc. udziałów). Uśmiechnięte właścicielskie trio istnieje już tylko na historycznych obrazkach. Teraz do gry wkroczyli prawnicy i piszą scenariusze pełne paragrafów. Każda ze zwaśnionych stron ma świadomość, że konflikt w spółce się skończy dopiero gdy przeciwnik zejdzie z boiska. Pytanie o koszty i czas.

Blef na dwóch

— W sytuacjach sporu między udziałowcami spółki zwykle do gry wkracza statut. Sporo o sile poszczególnych udziałowców mówią też wpisy w KRS. Często nie pokazują one jednak całej prawdy. Nieraz wspólnicy nie chcą wszystkich relacji między sobą zapisywać w ogólnodostępnych dokumentach. Wówczas zawiązują umowę wspólników (zwaną niekiedy inwestycyjną) i tam doprecyzowują m.in. kwestię rozkładu sił przy podejmowaniu poszczególnych decyzji, progi udziałowe, sposoby wyjścia ze spółki — zwraca uwagę mec. Bartosz Marcinkowski, partner w Praktyce Prawa Spółek, Fuzji i Przejęć w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Statut Legii i umowy wspólników Legia Holding sp. z.o.o., posiadającej 100 proc. akcji piłkarskiego klubu, są jasne: właścicielijest trzech, a większość decyzji zapada większością głosów. Wniosek Dariusza Mioduskiego o odwołanie dwuosobowego zarządu Legii (zasiadają w nim Bogusław Leśnodorski jako prezes i jego zaufany współpracownik) był tylko blefem, bo prezes klubu wspierany jest przez Macieja Wandzla. I nic to, że Leśnodorski z Wandzlem mają razem tylko 40 proc. udziałów Legii Holding. Zapisy w statusie i umowie inwestycyjnej sprawiają, że 60 proc. udziałów Dariusza Mioduskiego nie dają mu obecnie prawa podejmowania samodzielnych decyzji personalnych czy strategicznych w klubie. Więcej — to dwaj jego dawni biznesowi sprzymierzeńcy mają obecnie większą operacyjną władzę w klubie. Jednomyślność trójki biznesmenów wymagana jest jedynie w kilku przypadkach, np. sprzedaży udziałów w klubie. Nie znaczy to, że Dariusz Mioduski, prawnik po Harvardzie, nie zabezpieczył swoich długofalowych interesów.

Rozwód w cenniku

Wniosek o odwołanie prezesa Legii, złożony na ręce zarządu Legii Holding, to formalny początek procedury wykupu akcji jednego ze wspólników przez największego udziałowca klubu. Taką opcję zabezpieczył sobie Dariusz Mioduski przy doborze partnerów inwestycyjnych w klubie sportowym. Może on — po spełnieniu wielu formalności i zapłaceniu ceny ściśle powiązanej z bieżącymi przychodami klubu — przejąć akcje któregoś ze wspólników i finalnie objąć niepodzielną władzę w klubie. — Cena będzie wysoka, bo przychody Legii są właśnie na rekordowym poziomie. Dariusz Mioduski może więc np. wszcząć procedurę odkupu udziałów i wstrzymać się z jej zakończeniem do kolejnego sezonu. Jeśli Legia nie awansuje do Ligi Mistrzów, przychody, a więc także cena wykupu Legii, będą niższe o kilkadziesiąt procent — tłumaczy osoba dobrze zaznajomiona z istotą konfliktu udziałowców w Legii. — Sprawy tego typu potrafią ciągnąć się latami, podobnie jak rozwody wspólników, których wizje biznesowe się rozeszły. Negocjacje pomiędzy takimi ekspartnerami są zazwyczaj szarpane, często zrywane, toczą się w nierównym tempie i przez długi czas. Nie brakuje emocji, każda ze stron ma poczucie straty, krzywdy i uważa, że to ona jest głównym autorem tego, co w spółce najlepsze — komentuje mec. Bartosz Marcinkowski.

Gra na chwyty

Maciej Wandzel i Bogusław Leśnodorski na razie tworzą zwarty, biznesowy monolit w kwestii strategii. Według informacji „PB”, obaj stawiają na to, że to oni zostaną właścicielami Legii po odsprzedaży udziałów przez trzeciego wspólnika. Nie zamierzają więc ułatwiać Dariuszowi Mioduskiemu procedury wykupu. Jeśli przegrają prawniczą wojnę, rywal i tak będzie musiał wyłożyć niebagatelną kwotę za ich udziały. A dopóki piłka w grze, niemal wszystkie chwyty są dozwolone. Arsenał zaczyna się od dezinformacji medialnej prowadzonej przez sztaby speców od PR. Bardziej wyrafinowane są zabiegi formalne — Bogusław Leśnodorski właśnie zrezygnował z zasiadania w zarządzie Legii Holding. To ruch taktyczny, mający unieważnić wniosek o odwołanie zarządu Legii i skuteczne rozpoczęcie procedury wykupu przez Dariusza Mioduskiego. Prawna gra o Legię dopiero się zaczyna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / W grze o Legię czas na rzuty karne