Nieodwracalne zmiany w Legii Warszawa

Porozumienie akcjonariuszy warszawskiego klubu jest możliwe, ale tylko rozwodowe. Inwestor lub debiut na giełdzie — takie pomysły ma zarząd

Powiedzieć, że udziałowcy Legii Warszawa: Dariusz Mioduski (60 proc.), Maciej Wandzel (20 proc.) i Bogusław Leśnodorski (20 proc.), są w sporze, to nic nie powiedzieć. Procedura przymusowego wykupu akcji od mniejszościowych udziałowców Legii Holding (LH) może formalnie ruszyć już za miesiąc. — Nie ma już powrotu do dotychczasowego układu — mówi Dariusz Mioduski, który 29 września złożył wniosek o odwołanie zarządu Legii Warszawa.

CZWARTY UDZIAŁOWIEC:
Zobacz więcej

CZWARTY UDZIAŁOWIEC:

Negocjacjom między udziałowcami Legii Warszawa z pewnością bacznie przygląda się grupa kilkunastu tysięcy wiernych „klientów” spółki — kibiców. Ich współpraca z Bogusławem Leśnodorskim układa się dobrze, choć to właśnie zamieszki podczas meczu z Borussią zdetonowały tlący się od roku spór o sposób zarządzania klubem. [FOT. ] MACIEJ GILLERT/FORUM

— Logika sporu jest taka, że musi zakończyć się zmianami właścicielskimi — dodaje Bogusław Leśnodorski, który jest równocześnie prezesem Legii Warszawa. Paradoksalnie, konflikt przydarzył się Legii w najlepszym od lat momencie. Dzięki historycznemu awansowi do Ligi Mistrzów Legia Warszawa będzie miała w tym roku rekordowe wyniki. Algorytm wycen na potrzeby wykupu uwzględnia przychody za ostatnie dwanaście miesięcy. W tym roku ma to być około 220 mln zł (dla porównania — 130 mln zł w 2015 r.). Zakładając, że w przyszłym roku Legia nie osiągnie takich wyników sportowych, wycena będzie znacznie niższa.

— Musimy rozmawiać. Innego scenariusza nie przewiduję. Będę dążył, aby do końca roku rozwiązać konflikt. W średnim terminie nie szkodzi on klubowi, w dłuższym — zacznie. Zawsze tak jest, chodzi o atmosferę, zaangażowanie osób tu pracujących, nawet piłkarzy. Nie mamy innego rozwiązania. Absolutnie nie chcę przenosić tego konfliktu na przyszły rok, na rundę wiosenną, która pod względem sportowym będzie bardzo ważna — twierdzi Bogusław Leśnodorski.

Inwestor? Lepsze IPO

Jego zdaniem, rozwiązania są dwa. Pierwsze to pozyskanie nowego inwestora, który wykupiłby akcje od dotychczasowych udziałowców. — Upublicznienie konfliktu sprawiło, że pojawiło się kilku inwestorów, którzy gotowi są wyłożyć pieniądze i odkupić akcje. Trudno prowadzić konkretne rozmowy, jeśli najpierw sami, we trzech, nie podejmiemy decyzji, w jaki sposób rozwiązać spór. Geograficzne kierunki są znane, nie ma tu żadnego zaskoczenia.

Trend jest taki, że w Europie inwestują podmioty z Bliskiego i Dalekiego Wschodu, z Chin. Nie jestem jednak przekonany, czy to najlepsze rozwiązanie. Na pewno zarząd powinien je przeanalizować. Zawsze jednak uważałem, że najstabilniejsze są kluby, które funkcjonują w znacznie szerszym akcjonariacie. Bogaty szejk czy oligarcha może dołożyć kilkaset milionów, ale nie znam przypadku, by dzięki temu zbudował dobrze funkcjonującą organizację — mówi prezes Legii Warszawa. I ma propozycję.

— Prawdziwymi właścicielami Legii Warszawa są osoby, które inwestują w nią swoje emocje. Chciałbym więc oddać klub w ręce kibiców. Dziś nie wiem, ile procent, nie wiem, za ile, ale wiem, że byłoby to najzdrowsze rozwiązanie, zresztą wcześniej wstępnie dyskutowane. Mamy wzorce ze świata, możemy z nich korzystać. Taka jest więc moja propozycja: upublicznienie klubu i sprzedaż części akcji fanom. Zbudowanie stabilnego układu, a taki byłby, gdybyśmy wybrali ścieżkę włączenia do grona właścicieli kibiców, może tylko pomóc zbudować długoterminowy sukces — uważa Bogusław Leśnodorski.

Przeprowadzenie oferty publicznej ma zapewnić spółce także kapitał. Każdego roku zarząd przekonuje, że do pełni szczęścia brakuje mu kilkunastu milionów złotych. Wówczas budżetowanie i prowadzenie klubu było prostsze.

— Bez stabilnego finansowania, poduszki bezpieczeństwa prowadzenie klubu jest ekstremalnie trudne. To planowanie z sezonu na sezon, z miesiąca na miesiąc i w końcu z tygodnia na tydzień. Zostaliśmy mistrzem Polski, ale nie mogliśmy się wzmocnić kosztownymi transferami, bo nie wiedzieliśmy, czy zagramy w pucharach. Gdybyśmy nie awansowali, dziura finansowa byłaby ogromna. Po awansie do Ligi Mistrzów mieliśmy kilka dni na wzmocnienie. Byłoby zupełnie inaczej, gdybyśmy mieli rezerwę. To nie są ogromne pieniądze.

Mając do dyspozycji 15-25 mln zł nadwyżki przez dwa, trzy lata, osiągnęlibyśmy zupełnie inny poziom zarządzania klubem. Tę kwestię musimy rozwiązać przy okazji rozmów w gronie właścicieli — wyjaśnia Bogusław Leśnodorski. Jego zdaniem, znalezienie wśród sympatyków Legii pieniędzy nie byłoby trudne.

— Zadziała magia wielkich liczb. Jeśli potrzebujemy 15 mln zł, 15 tys. kibiców musi wydać po 1000 zł. To realne. Oczywiście nie byłyby to tylko akcje, ale cały pakiet z dodatkowymi elementami związanymi z klubem. Organizacyjnie, technicznie, finansowo jesteśmy przygotowani do dość szybkiego upublicznienia. Przechodzimy proces licencyjny, jesteśmy regularnie audytowani — dodaje prezes Legii.

Giełda? Nierealne

— Mówienie o upublicznieniu akcji klubu piłkarskiego może brzmi atrakcyjnie, ale w polskich warunkach obecnie jest nierealne. Wystarczy spojrzeć na doświadczenia Cracovii lub Ruchu Chorzów. W 2012 r. z ponad 73 tys. akcji Cracovii sprzedano, za około 52 tys. zł, zaledwie 112. Może jeszcze przyjdzie czas na takie rozwiązania, ale dzisiaj kluby potrzebują przede wszystkim stabilnej sytuacji właścicielskiej i długoterminowej strategii rozwoju. Jestem jednak gotów na poważne rozmowy, które doprowadzą do komercyjnego zakończenia sporu właścicielskiego. Powinny one jednak odbywać się w gabinetach — studzi emocje Dariusz Mioduski.

Trio tylko na papierze

Dziś między akcjonariuszami jest pat, ale wkrótce układ sił może się zmienić. Z naszych informacji wynika, że odrzucenie lub niezatwierdzenie w ciągu dwóch miesięcy przez zarząd Legii Holding wniosku o odwołanie zarządu Legii automatycznie uruchamia opcję wykupu jednego lub obu wspólników. Choć strony konfliktu różnią się w ocenie, czy wniosek został dostarczony skutecznie, wydaje się, że nie ma to większego znaczenia.

— Nie mam zaufania do wspólników i do obecnego zarządu Legii Warszawa, dlatego złożyłem wniosek o jego odwołanie. Różnice między nami, w tym dotyczące sposobu zarządzania klubem, są zbyt głębokie. Wypracowanie formuły porozumienia jest niezbędne, ale mówimy jedynie o porozumieniu komercyjnym w kwestii rozejścia— nie pozostawia wątpliwości Dariusz Mioduski. Obecnie zarząd Legii Holding jest sparaliżowany. Rezygnację z funkcji członka złożył Bogusław Leśnodorski. Do podejmowania decyzji potrzeba trzech głosów, czyli wszystkich udziałowców.

— Wkrótce uzupełnię zarząd Legii Holding. Będziemy znowu we trzech i musimy podjąć dialog. To jest kompetentny organ do wypracowania porozumienia. Nikt nie będzie blokował procedury wykupu akcji, ale nie wyobrażam sobie, że jest to sposób na rozwiązanie konfliktu. Musimy wypracować porozumienie. W ostatnim czasie było za dużo emocji. Czas z tym skończyć — mówi Bogusław Leśnodorski.

— To Bogusław Leśnodorski zrezygnował z zarządu Legii Holding, łamiąc tym samym umowę wspólników i świadomie doprowadzając do paraliżu decyzyjnego. W efekcie szkodząc zresztą klubowi, bo wiele istotnych decyzji podejmowanych obecnie przez zarząd Legii Warszawa nie ma wymaganej akceptacji zarządu Legii Holding. Argumentacja, że taka sytuacja nie służy porozumieniu, jest w związku z tym o tyle oczywista, o ile absurdalna. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby Bogusław Leśnodorski wrócił do zarządu Legii Holding choćby dziś i mam nadzieję, że za tą deklaracją pójdą działania. Nie zmienia to jednak faktu, że nie mam już absolutnie zaufania do moich wspólników oraz do obecnego zarządu Legii Warszawa, a mój wniosek o jego odwołanie jest aktualny — twierdzi Dariusz Mioduski.

Opcja bezterminowa

W wypracowaniu porozumienia ma pomóc powołany naprędce zespół mediacyjny. W jego skład wchodzi kilka osób znanych z biznesu. Układ sił reguluje jednak umowa wspólników Legii Holding. — Cały czas jestem gotów do rozmów. Zależy mi na rozwiązaniu problemu ze względu na dobro Legii, ale nie jestem zdeterminowany. Moja opcja wykupu jest bezterminowa. Mam czas — mówi Dariusz Mioduski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu