W krainie szwajcarskich mitów

Adam Sofuł
opublikowano: 01-06-2007, 00:00

Szwajcarskie banki przez wiele lat były symbolem solidności, stabilności i dyskrecji. I są nadal, chociaż po batalii o ujawnienie kont ofiar Holocaustu, jawią się jako instytucje wciąż dyskretne, ale już mniej tajemnicze. Mit szwajcarskiej tajemnicy bankowej jest wciąż żywy i kusi — z jednej strony tych, którzy szukają miejsca do ulokowania nielegalnych dochodów, z drugiej organy ścigania, które gdy słyszą o koncie w Szwajcarii, od razu wietrzą jakąś aferę. Po prostu już samo określenie „numeryczne konto w szwajcarskim banku” brzmi ekscytująco. Jak z powieści sensacyjnej.

Wywiad z Peterem Voglem — najpopularniejszym szwajcarskim bankierem w Polsce w ostatnich latach — publikowany w niniejszym numerze „Pulsu” może parę takich ekscytujących mitów rozwiać. Nie musimy wierzyć Voglowi na słowo, bo jeśli rację mają ministrowie Zbigniew Ziobro i Janusz Kaczmarek, że był bankierem lewicy, to ów wywiad możemy potraktować jako swoistą mowę obrończą. Można wątpić, gdy Vogel mówi o ścisłym przestrzeganiu bankowych procedur, bo trudno wyjaśnić, jak osoba skazana za zabójstwo staje się prestiżowym bankierem. Warto jednak zauważyć, że do podważenia tez Vogla prokuratorzy też nie mają dotychczas wiele więcej niż słowa — zeznania Marka Dochnala. Być może dysponują jakimś asem w rękawie, na razie mamy jednak słowa przeciwko słowom. A jeżeli Kaczmarek i Ziobro chcą doprowadzić sprawę bankiera lewicy i tajnych kont polityków do pomyślnego procesowego końca, muszą dysponować czymś więcej niż tylko słowami. I mają twardy orzech do zgryzienia.

Szwajcaria już nie jest podatkowym rajem, w którym nikt nikogo nie pyta o pochodzenie pieniędzy — procedury bankowe w tym kraju utrudniające pranie brudnych pieniędzy uchodzą

za jedne z najskuteczniejszych

na świecie (choć jeśli chodzi o unikanie podatków, Szwajcarzy nie są już tak rygorystyczni). Ale procedury obowiązują w obie strony — tajemnica bankowa nie jest uchylana na podstawie przy-

puszczeń lub wątłych poszlak.

Polscy prokuratorzy będą musieli udowodnić, że o ile politycy rzeczywiście mają konta w Szwajcarii (np. na hasło, które jest imieniem psa Vogla), to pieniądze, które na nich przechowują, pochodzą z przestępstwa. Bez tego nic nie wskórają, o czym zdaje się minister Ziobro już się przekonał podczas swojej niedawnej szwajcarskiej wycieczki. Być może protokoły z przesłuchania Vogla w polskim konsulacie w Bratysławie, które w najbliższych dniach mają trafić do prokuratury, staną się przełomem w śledztwie. Na razie ministrowie wolą mówić o poszlakach niż przedstawić dowody, a konta na hasło same stały się hasłem w politycznych bojach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu