W Le Cedre można dobrze poznać arabską kuchnię

Julia Kafka
opublikowano: 2000-11-14 00:00

W Le Cedre można dobrze poznać arabską kuchnię

Rzadko odwiedzam restauracje prawobrzeżnej Warszawy. Sporadycznie wpadam także do lokali serwujących dania kuchni arabskiej. Kiedy jednak dowiedziałam się, że w libańskim Le Cedre można nie tylko nieźle zjeść, ale również obejrzeć na żywo taniec brzucha, pomyślałam: najwyższy czas ruszyć na drugą stronę Wisły.

Niestety, od razu muszę wyznać, że tańca brzucha nie widziałam. Widać pora była nie ta, lub dzień nie ten, co trzeba. Ale dosyś kręcenia nosem. Le Cedre serwuje oryginalne dania kuchni libańskiej w sympatycznych pomieszczeniach. Wielkie ścienne malowidła, lekki półmrok, ciepłe kolory, drewniane meble, fajki wodne — każdy detal przypomina o tym, że znajdujemy się w lokalu o orientalnym charakterze. Atmosfera sprzyja rozmowie, cicha muzyka w tle nie zakłóca wymiany zdań. Stoliki ustawiono tu jednak ciasno, co może być dla niektórych krępujące.

Le Cedre ma uczynną obsługę. Kelnerzy są prawdziwym skarbem lokalu, a przekonałam się o tym po otwarciu menu. Większość nazw potraw brzmiała dla mnie obco, ale tylko do czasu. Dzięki obsłudze dowiedziałam się, że mezzah to zimne i ciepłe przystawki podawane z gorącym arabskim chlebem — rzecz charakterystyczna dla libańskiej kuchni, tak jak śledzik w oleju i tatar dla polskiej.

Restauracja proponuje kilka zestawów, składających się z różnych mezzah i dania głównego. Ja skusiłam się na Jbeil. Ponad dziesięć przystawek mogłoby zaspokoić nie tylko mój apetyt. Najpierw pasty: z sezamu i cieciorki — hommous, z pieczonych bakłażanów — moutabbal, z kremowego sera — labneh i z czosnku — toum. Potem sałatka z kaszy kuskus, pomidorów i mięty — tabbouleh oraz liście winogron nadziewane ryżem i ziołami — warak inab. Na koniec ciepłe mezzah: smażone pierożki nadziewane szpinakiem — fatayer, i serem — sambousik jebne, oraz pieczone ciasto nadziewane mielonym mięsem — lahem belŐajin. Uff, dużo, ale pyszne. Danie główne — drobiowe i wołowe szaszłyki z orientalnym ryżem — było tak dobre, że pochłonęłam je do ostatniego okruszka. Wszystko popiłam zaś niezłym libańskim winem Chateau Kefraya.

Wychodząc z trudem z Le Cedre pomyślałam, że prawobrzeżna Warszawa to teren wart dokładnego zbadania.