W lustrze mocy

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-05-29 00:00

Dzieła sztuki w biurze Waldemara Dąbrowskiego, dyrektora Teatru Wielkiego — Opery Narodowej, pobudzają zmysły. Gospodarz dzieli się swymi inspiracjami, ale z wystroju gabinetu czerpie też dobrą energię.

Wieść gminna (i złośliwa) niesie, że aby zobaczyć Waldemara Dąbrowskiego na żywo, wystarczy spotkanie… z kamieniem. Apollo z kwadrygi na gmachu Teatru Narodowego ma mieć twarz inicjatora projektu rzeźby, czyli Dąbrowskiego właśnie. Wścibscy dziennikarze zapytali kiedyś o to Adama Myjaka, współautora kwadrygi.

— Nie, k...a. Nie twarz. Tors — miał odpowiedzieć artysta. Tę anegdotę i kilkanaście innych z lubością przytacza Waldemar Dąbrowski, siedząc na zielonej pikowanej kanapie w swoim gabinecie. Odpala papierosa od papierosa i co jakiś czas zerka na ścianę naprzeciwko biurka. Tam znajduje się główne źródło energii dla całego przestronnego pomieszczenia — obraz Edwarda Dwurnika z prywatnej kolekcji dyrektora.

Moc groszy

Na okazałym płótnie linie w żywych kolorach wiją się wokół poprzyklejanych jednogroszówek. Przyciągają wzrok.

— To najbardziej realistyczny obraz, jaki posiadam na własność — mówi z poważną miną dyrektor Opery Narodowej. Dzieło powstało na fali fascynacji Dwurnika abstrakcjami Jacksona Pollocka. Co przedstawia? Przecież to proste!

— Stan emocji, myśli, aspiracji, nadziei, wyobrażeń na tydzień przed premierą w teatrze operowym. Tam jest także pieniądz wklejony w płótno. Obraz zawiera iera więc wszystkie składniki rzeczywistości teatralnej — ocenia posiadacz dzieła. W tych kilku metrach kwadratowych zamalowanego materiału kipi źródło mocy Waldemara Dąbrowskiego. Dlatego nie jest to kolejny statyczny obiekt na ścianie.

— To rozmówca. Z siłą, szaleństwem koloru, które działają — mówi były minister kultury.

Energia iskrzy

Zresztą żadna ściana nie pełni roli statysty. Na jednej wisi gigantyczny gobelin (chwilowo w renowacji), na kolejnej partytury, m.in. Krzysztofa Pendereckiego — to prezenty na 60-lecie, które Dąbrowski świętował hucznie dwa lata temu.

— Jedna z partytur to Hymn Oczyszczenia — dedykowany mi. Napisany na cztery ręce na fortepian. Melodia biegnie od euforii po dramat, finalnie ku przestrzeni nadziei pojawiającej się po oczyszczeniu — tłumaczy dyrektor.

Są też płótna, m.in. Bogusława Lustyka (znów pre prezent, malarska impresja im na temat utworów Chopina), abstrakcja Stanisława Fijałkowskiego, ale i doktorat honoris causa od południowokoreańskiej uczelni. Szczególne miejsce w sercu gospodarza zajmuje ściana na lewo od wejścia. Wiszą na niej dwa lustra oto- czone ponad po dwudziestoma ramkami. A w nich podziękowania od znanych artystów, reżyserów, kompozytorów i innych ludzi kultury.

— Ta ściana to ślady rąk wielkich ludzi sztuki, z którymi zetknął mnie los. Lustra zaś mają gromadzić dobrą energię odwiedzających mnie osób — wyjaśnia Waldemar Dąbrowski. Na biurku komputery, płyty, korespondencja. Na regałach książki: głównie albumy historyczne i rozprawy o teatrze i muzyce. Między nie zaplątało się też pudełko dobrych cygar. A Waldemar Dąbrowski? Ma stanąć na środku i chłonąć energię z nowej i starej sztuki, przyjaźni, pasji. I znaleźć ten punkt, gdzie całość iskrzy, buzuje. Tam, gdzie tworzy się wyższy sens.