Tegorocznym hitem inwestycyjnym była Turcja. Klienci TFI zarobili tam średnio prawie 45 proc. To o ponad 26 pkt proc. więcej niż przeciętny zysk funduszy akcji polskich uniwersalnych. W 2013 r. kupujący powinni zdominować GPW, jednak to nie przy ul. Książęcej ceny akcji będą rosły najszybciej. Świadczyć o tym mogą ostatnie rekomendacje analityków Credit Suisse i Wood & Co., którzy zalecają niedoważanie polskich akcji na rzecz walorów tureckich, rosyjskich, węgierskich i rumuńskich. Podobnego zdania są też krajowi zarządzający funduszami, którzy choć wierzą w zwyżki na warszawskiej giełdzie, to największych zysków spodziewają się na zagranicznych rynkach wschodzących.

Rosja może zaskoczyć
Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI, uważa, że to, które kraje dadzą najwięcej zarobić, będzie w dużej mierze zależeć od zmian cen surowców.
— Zaryzykowałbym stwierdzenie, że surowce pozostaną tanie. W dalszym ciągu w modzie będą inwestycje w Turcji, choć nie ma co liczyć na powtórzenie wysokich stóp zwrotu z 2012 r. — uważa Marek Buczak.
Podobnego zdania jest Tomasz Piotrowski, zarządzający funduszami Skarbiec TFI, który spodziewa się, że giełda turecka wzrośnie w 2013 r. o 25 proc. Jego zdaniem, czarnym koniem będzie Rosja. Zdaniem specjalisty, wyceny tamtejszych spółek są niskie, a zmiany strukturalne zapowiadane przez polityków na rok 2013 poprawią transparentność tego rynku. Mimo wielu rodzajów ryzyka, rosyjska giełda może zwyżkować nawet 50 proc. — uważa Tomasz Piotrowski. Optymistą jest też Marek Buczak, który dostrzega analogię z poprzedniej hossy, kiedy najpierw silnie rosły ceny akcji tureckich firm, a później rosyjskich.
— Głównymi czynnikami ryzyka pozostają jednak nieprzewidywalna polityka oraz ewentualny spadek cen surowców — zastrzega Marek Buczak. Na Rosję stawia też Adam Jenkins, szef zespołu zarządzania portfelami akcyjnymi w Pioneer Pekao TFI, który uważa, że wyceny tamtejszych firm będą rosły dzięki zwiększeniu tempa wzrostu w Chinach i całej Azji.
Kto stracił, ten zyska
Piotr Przedwojski, szef komitetu inwestycyjnego w Caspar AM, uważa, że w 2013 r. najwięcej dadzą zarobić te giełdy, które najmocniej traciły w tym roku. Szczególną uwagę zwraca na rynek węgierski, rumuński i ukraiński. Mniejszym optymistą jest natomiast Marcin Szortyka z ING TFI.
— Węgry czy Czechy są na tyle małe, że na nich hossa lub bessa zależą wyłącznie od sytuacji w zaledwie paru spółkach. Rumunia też jest małym rynkiem, ale spory program prywatyzacji spółek poprzez giełdę ma szansę poprawić płynność tamtejszego rynku i przez to zwiększyć zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych — mówi Marcin Szortyka.
Ze „spadkową” teorią zgadza się również Jarosław Niedzielewski, który zwraca uwagę, że Turcja i Indie w tym roku zaskoczyły inwestorów swoją siłą, ale obie te giełdy w 2011 r. należały do najsłabszych. Obecnie gorzej na tle pozostałych krajów emerging markets wypadają Chiny oraz Brazylia i to właśnie te dwa rynki mają szansę znaleźć się w czołówce rankingu w 2013 r.
— Na korzyść Chin przemawiają pierwsze sygnały lekkiego przyspieszenia gospodarki. Obawy o problemy z eksportem i pojawieniem się deficytu handlowego okazały się płonne, a zmiana władzy na kolejną dekadę zmniejszyła ryzyko polityczne — ocenia Jarosław Niedzielewski.
Jego zdaniem, zapowiedzi przyspieszenia industrializacji wskazują na to, że chińska gospodarka będzie w dalszym ciągu „jechała na sterydach”. Jeszcze niedawno mogłoby to stanowić problem ze względu na wysoką inflację. Teraz wzrost cen znacząco zwolni i będzie możliwość uruchomienia kolejnego programu stymulacyjnego przez rząd w Pekinie.
— Dodając do tego historycznie niski poziom wycen na giełdach w Hongkongu i Szanghaju, niedoważenie tego rynku przez zagranicznych inwestorów oraz słabość rynku akcji trwającą już trzeci rok z rzędu przy silnych wpływach do funduszy, mamy gotową receptę na silne odreagowanie — dodaje Jarosław Niedzielewski. W przypadku Brazylii po trwającej od 2010 r. stagnacji w gospodarce zaczęły się ostatnio pojawiać pierwsze oznaki odbicia, a dynamika produkcji przemysłowej z ujemnych wartości wyszła powyżej zera.
— W związku ze zbliżającymi się imprezami sportowymi inwestycje infrastrukturalne mogą wesprzeć wzrost gospodarczy. Dzięki spadkowi tempa inflacji w mijającym roku nastąpił znaczący spadek stóp procentowych banku centralnego, co w 2013 r. powinno przełożyć się na poprawę akcji kredytowej. Nie ma też problemu ze zbyt silną walutą, która kilka lat wcześniej była podawana jako przyczyna zahamowania wzrostu gospodarczego — uważa Jarosław Niedzielewski.