W piątek rynek miał spore kłopoty z interpretacją danych z amerykańskiego rynku pracy, które zdecydowanie rozczarowały. Ostatecznie liczba pesymistów zrównała się z optymistami, uznającymi, że złe wieści z gospodarki oddalają groźbę podwyżki stóp przez Fed. W efekcie indeksy na Wall Street praktycznie nie zmieniły się.
Choć stopa bezrobocia w lutym okazała się zgodna z oczekiwaniami (5,6 proc.), liczba nowych miejsc pracy stworzonych przez gospodarkę okazała się wyraźnie niższa niż prognozowano. Wyniosła 21 tys., tymczasem ekonomiści zapowiadali, że może sięgnąć 125-130 tys. (przed miesiącem wyniosła 112 tys.). Dane wywołały duże rozczarowanie. Na otwarciu główne indeksy spadły. Dość szybko zaczęły jednak odrabiać straty. Inwestorzy uświadomili sobie, że słabe dane z rynku pracy odsuwają niebezpieczeństwo podwyżki stóp procentowych. Entuzjazm zgasnął równie szybko jak się rozpoczął. Emocje na Wall Street trwały tylko dwie godziny. Pozostała część sesji była wyjątkowo nudna, a indeksy krążyły wokół poziomów z czwartkowego zamknięcia.
Malejące prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych wywołało popyt na akcje banków. Wśród spółek ze średniej Dow Jones wyraźnie rosną kursy Citigroup i J.P Morgan. Jeszcze lepsze były papiery sieci McDonald’s. Spółka poinformowała o 20 proc. wzroście sprzedaży w lutym w USA.
Jeszcze przed otwarciem handlu na Wall Street nastroje inwestorów na całym świecie pogorszył Intel. Potentat rynku mikroprocesorów obniżył prognozę sprzedaży w pierwszym kwartale mocniej niż oczekiwał rynek. Do spadków notowań spółek technologicznych przyczynił się Sun Microsystems, którego kurs spadł o 7 proc. Producentowi serwerów zaszkodziła agencja ratingowa Standard & Poor’s, która obniżyła ocenę długu spółki do „śmieciowego” poziomu. To efekt strat i mocnej konkurencji na rynku serwerów.
ONO