W Polsce i UE ustała debata o prawach internautów

DI, PAP
opublikowano: 21-01-2013, 14:49

Politycy w Polsce i UE nie kontynuują rozmów zainicjowanych w wyniku protestów przeciwko ACTA - mówią PAP eksperci. Rozmowy miały doprowadzić do zmian w prawie autorskim i zapobiec nadużywaniu danych osobowych w internecie.

Rok temu w internecie, a potem na ulicach polskich miast, rozpoczęły się protesty przeciwko przystąpieniu do międzynarodowego porozumienia ACTA. Protestujący obawiali się, że niejasne zapisy dokumentu postawią ponad prawem urzędnika, który w ramach walki z piractwem będzie mógł bez problemu kontrolować działanie obywateli w internecie, ograniczać im dostęp do zasobów oraz ujawniać ich dane i nie będzie za to pociągnięty do odpowiedzialności. Niepokój wzbudziła również tajność negocjacji umowy, prowadzonych przez komisarzy UE oraz przedstawicieli państw członkowskich UE.

Rząd Donalda Tuska podpisał 26 stycznia ub. porozumienie ACTA o zapobieganiu handlu podróbkami, jednak po nasileniu protestów wycofał się ze skierowania projektu ustawy o jej ratyfikacji do Sejmu, następnie zaproponował frakcji Europejskiej Partii Ludowej w PE odrzucenie ACTA. 4 lipca PE odrzucił umowę w kształcie wynegocjowanym przez KE.

Premier zapowiedział także reformę praw autorskich, które, jak mówił, "trzeba będzie zmieniać, żeby każdy internauta miał poczucie swobody, wolności i bezpieczeństwa, ale żeby również były jasne, nowe, dopasowane do świata cyfry i świata sieci wymogi związane z przestrzeganiem praw autorskich".

Kolejnym krokiem było zainicjowanie rozmów na temat problemów, jakie rodzi prawo autorskie. Minister kultury Bogdan Zdrojewski i minister cyfryzacji Michał Boni zainicjowali cykl spotkań, w których udział wzięli przedstawiciele biznesu i strony społecznej.

Uczestnik rozmów, prezes fundacji Nowoczesna Polska Jarosław Lipszyc uważa, że podczas spotkań widać było wyraźnie chęć porozumienia, rozmowy nie przyniosły jednak konkretnych propozycji zmian prawa autorskiego, ponieważ minister kultury wstrzymał spotkania. "Po opublikowaniu na stronie internetowej ministerstwa dokumentów, w których znalazły się wnioski ze spotkań, rozmowy nie są kontynuowane, a pomysł reformy prawa autorskiego poszedł w zapomnienie" - powiedział szef fundacji.

Do momentu nadania depeszy nie uzyskaliśmy stanowiska resortu kultury.

"Rzeczywistość nas znowu rozczarowała, obietnice polityczne nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością. Szybko pojawiły się inne gorętsze kwestie, a tego trudnego, wymagającego głębokiego zastanowienia tematu reformy praw autorskich politycy nie podjęli w takim stopniu, w jakim obiecywali, w szczególności premier" - podkreśliła szefowa fundacji Panoptykon Katarzyna Szymielewicz. Jej organizacja, zajmująca się monitorowaniem zagrożeń prawa do prywatności, jako jedna z pierwszych alarmowała o niejasnych zapisach w umowie międzynarodowej.

"Jest wiele pozytywnych aspektów sprawy ACTA" - przyznała Szymielewicz. "Politycy w Polsce i UE zrozumieli, że dla obywateli kwestie związane z internetem nie są obce i obojętne, że ludzie są w stanie walczyć w obronie swoich praw. To wyczuliło polityków na tego typu tematykę; myślę, że w przyszłości nie będą podejmować ryzyka" - zaznaczyła. Jak podkreśliła prawniczka, "ludzie zaangażowani w walkę przeciwko ACTA poczuli się silni, bo zobaczyli bardzo jasny efekt - w następstwie ich protestów umowa nie została ratyfikowana w Polsce i UE".

Według Szymielewicz, pozytywne zmiany wstrzymano nie tylko w Polsce, lecz także w UE. Protesty przeciwko ACTA na początku 2012 r. zbiegły się z ogłoszeniem przez komisarz ds. praw podstawowych Viviane Reding propozycji zmian europejskiego prawa ochrony danych osobowych. Jak podkreśliła szefowa Panoptykonu, pomysł na regulacje, które mogłyby chronić przed nadużywaniem informacji generowanych przez użytkowników w internecie, ugrzązł w UE. "Wygląda na to, że przegrywamy z biznesem, bo politycy wciąż bardziej niż głosu obywateli słuchają głosu firm, w których interesie jest rozwodnić regulacje" - mówiła Szymielewicz.

Jak powiedziała, propozycje komisarz mogły zrewolucjonizować prawo ochrony danych osobowych. Jednym z pomysłów było podporządkowanie firm mających siedziby poza UE, np. Google czy Facebook, europejskim standardom. Internauta miałby też prawo do usunięcia wszelkich informacji, jakie umieścił np. na profilu w serwisie społecznościowym.

W dyskusję o prawach autorskich zaangażowały się organizacje pozarządowe. Ostatnio w ramach jednej z akcji społecznych, zorganizowanej przez fundację Nowoczesna Polska kampanii "Prawo kultury", w warszawskim metrze pojawiły się napisy: "Mam prawo kopiować książki", "Mam prawo ściągać filmy" i "Mam prawo dzielić się muzyką". Według Lipszyca akcja była odpowiedzią na prowadzone od kilkunastu lat kampanie przemysłu rozrywkowego, propagujące hasła mówiące o tym, że ściąganie to kradzież.

Jak powiedział Lipszyc, hasła, które pojawiły się w warszawskim metrze, były zgodne z polskim prawem. Podkreślił, że "wolność korzystania z dóbr kultury, dokładnie w tym brzmieniu, jest zapisana w art. 73. Konstytucji".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane