W Polsce rośnie szara sfera

Konrad Soszyński
opublikowano: 09-12-2002, 00:00

W ubiegłym tygodniu nie ogłoszono żadnych ważniejszych danych makroekonomicznych. Jednak przedstawione kilka dni temu dane o sprzedaży samochodów osobowych w listopadzie były kolejnym potwierdzeniem odbudowywania się popytu wewnętrznego. Na ich podstawie można sądzić, że tempo odbudowy jest szybsze niż jeszcze niedawno przewidywano w najbardziej optymistycznych prognozach.

Dane pokazują, że sprzedaż samochodów osobowych w listopadzie wyniosła 25,6 tysięcy sztuk i wzrosła w relacji do listopada ubiegłego roku o 19,2 proc., w październiku dynamika sprzedaży wyniosła 14,4 proc. r/r. W relacji do października tego roku sprzedaż samochodów w listopadzie była niższa o nieco ponad 5,0 proc. Choć dynamika sprzedaży samochodów osobowych r/r rośnie od lipca 2001 r., dopiero od kilku miesięcy mamy do czynienia z wzrostem sprzedaży samochodów w porównaniu z odpowiednim miesiącem poprzedniego roku. Między lipcem 2001 (minus 38,8 proc. r/r) a czerwcem tego roku (minus 14,2 proc. r/r) mieliśmy do czynienia jedynie ze zmniejszaniem tempa spadku sprzedaży samochodów. W lipcu tego roku doszło jednak po raz pierwszy do wzrostu sprzedaży samochodów osobowych w stosunku do lipca 2001.

Rosnąca sprzedaż samochodów, utrzymująca się na przyzwoitym poziomie dynamika sprzedaży detalicznej (5,1 proc. r/r w październiku) w połączeniu z danymi o spadku zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw (w październiku spadek wyniósł 3,4 proc. r/r) i bardzo niskim tempie wzrostu wynagrodzeń (w październiku wyniosło ono 0,5 proc. r/r) wydają się wewnętrznie niespójne.

Jeszcze niedawno wytłumaczeniem takiej sytuacji mogło być finansowanie wzrostu konsumpcji oszczędnościami. Taką tezę potwierdzały dane o zachowaniu depozytów ludności. Jednak trudno wytłumaczyć trwały wzrost sprzedaży detalicznej konsumowaniem oszczędności przez tak długi okres. Szczególnie w sytuacji zagrożenia utratą pracy. Wytłumaczenie dla trwałego wzrostu konsumpcji w sytuacji spadku zatrudnienia można jednak znaleźć w danych o podaży pieniądza. Gwałtowny wzrost gotówki w obiegu poza kasami banków, który przez wiele miesięcy był używany przez Radę Polityki Pieniężnej za argument przeciwko redukcji stóp, był najprawdopodobniej wynikiem przesuwania części aktywności ekonomicznej do szarej strefy. W ten sposób przedsiębiorstwa unikając płacenia podatków i składek obniżały koszty swojej działalności.

Mimo to wzrost sprzedaży detalicznej nie powinien grozić wzrostem inflacji w najbliższych kwartałach. Przeciwdziałać temu będą umacnianie się złotego, utrzymywanie się spadkowych tendencji cen żywności (w II połowie listopada jej wzrost wyniósł 0,1 proc. w relacji do I połowy listopada, zaś w relacji do II połowy października nastąpił spadek który wyniósł 0,2 proc.), w tym w szczególności mięsa. I to prawdopodobnie przekona Radę Polityki Pieniężnej do dokonania kolejnej redukcji stóp procentowych w grudniu. Wskazuje na to jedna z ostatnich wypowiedzi Wiesławy Ziółkowskiej, która stwierdziła, że mamy kolejny rok, gdy RPP przestrzeliła w dół cel inflacyjny. Gdyby nie fakt, że jest to bardzo niski poziom inflacji przy niskim wzroście gospodarczym, to można byłoby się z tego cieszyć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Konrad Soszyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / W Polsce rośnie szara sfera