"Początek nowego tygodnia miał przebiegać spokojnie i bez wyrazu. Po neutralnym otwarciu giełdy mając w perspektywie dzień bez handlu w Stanach przygotowywały się na sielankę porównywalną do tej z okresu świątecznego. Optymizmem wiało z europejskich parkietów, które wystartowały znacznie lepiej i notowały jednoprocentowe zwyżki" - poinformował analityk A-Z Finanse Paweł Cymcyk. Rzeczywiście, warszawski indeks blue chipów rozpoczął sesję na plusie, a później oscylował w granicach zamknięcia z piątku. Jednak od południa każda godzina sesji pogarszała sytuację na WIG 20.
"Przyczyny wzmocnienia podaży trzeba upatrywać w coraz większym rozczarowaniu nowym rokiem. Inwestorzy liczyli, że zmiana kalendarza wyzwoli jakieś dłuższe odbicie a tymczasem kolejne dni to coraz gorsze wieści z gospodarek i spółek. Rekord pobił dziś angielski bank Royal Bank of Scotland. Poinformował, że może za 2008 rok może zanotować stratę 41 mld USD. W trakcie handlu przecena jego akcji sięgała 60 procent" - poinformował Cymcyk. Bankom notowanym w Warszawie daleko było do takich wyników, ale one również nie spisywały się dobrze.
"Sektor finansowy spisywał się najsłabiej głównie za sprawą Pekao i BRE tracących po 6 proc. oraz BZWBK i Getin taniejących o 5 proc. Z oczekiwanej spokojnej sesji zobaczyliśmy, że sprzedający wcale nie boją się nowego prezydenta USA i są dominującą siłą na rynku" - podsumował Cymcyk. Podkreślił też, że dzisiejsze obroty na rynku można uznać za dość wysokie, jak na dzień w którym nie pracowały amerykańskie giełdy - co zawsze powoduje ich znaczące obniżenie.
W poniedziałek indeks WIG 20 spadł o 3,55% do 1644,72 pkt, a WIG do 2,68% do 25 475,84 pkt. Obroty na rynku akcji tylko nieznacznie przekroczyły 800 mln zł. (ISB)
mtd