W poszukiwaniu okazji u komornika

opublikowano: 23-07-2013, 00:00

Środki trwałe: Licytacje komornicze to szansa na tańszy zakup nie tylko samochodów. Cena wywoławcza — trzy czwarte rynkowej wartości przedmiotu

Kiedy zasoby gotówki w firmie są ograniczone, a trzeba kupić niezbędny sprzęt, można poszukać szczęścia na licytacjach komorniczych. To okazja do tanich zakupów — zwłaszcza gdy przedmiot szuka nabywcy kolejny raz.

Trzy czwarte albo pół ceny na początek

Na takie aukcje trafiają przedmioty zajęte przez komorników zgodnie z Kodeksem postępowania cywilnego. O odebranie danego dobra wnioskuje wierzyciel. Komornik może je odebrać dłużnikowi od razu, albo pozostawić do jego dyspozycji do czasu sprzedaży.

— Wyznacza także miejsce licytacji. Może się ona odbywać m.in. w miejscu zamieszkania dłużnika, jeśli nadal korzysta on z przedmiotu, albo w kancelarii komorniczej — mówi Krzysztof Dolny, wiceprezes Krajowej Rady Komorniczej. Cena wywoławcza licytowanego przedmiotu zależy od komornika, który szacuje jego wartość.

— Dłużnik, wierzyciel i komornik są zainteresowani, żeby była jak najwyższa. Ale musi być też na tyle atrakcyjna, żeby przedmiot znalazł nabywcę — zauważa Krzysztof Dolny. Na pierwszej licytacji przedmiot zostaje wystawiony za 3/4 oszacowanej przez komornika ceny. Jeżeli nie pojawi się nikt zainteresowany kupnem, za jakiś czas organizowana jest druga licytacja i wtedy cena wynosi już tylko połowę oszacowanej pierwotnie kwoty.

Na własną odpowiedzialność

Informacje o zbliżających się licytacjach można znaleźć na stronie Krajowej Izby Komorniczej, w serwisach urzędów skarbowych, kancelarii komorniczych i firm windykacyjnych. Ogłoszenia zawierają podstawowe informacje na temat licytowanego przedmiotu, jego cenę wywoławczą oraz termin i miejsce licytacji.

— W obwieszczeniu o licytacji komornik wskazuje także, w jakim dniu, miejscu i godzinach będzie możliwość obejrzenia licytowanych ruchomości. Przyjęło się, że odbywa się to bezpośrednio przed licytacją lub dzień przed licytacją — mówi Wojciech Głodny, dyrektor operacyjny w Pragma Collect.

— Przedmiot można zobaczyć, ale nie ma na przykład możliwości wykonania jazdy próbnej w przypadku pojazdów mechanicznych — dodaje Krzysztof Dolny. Trzeba go więc obejrzeć bardzo dokładnie, tym bardziej że po zakupie reklamacji nikt nie przyjmie, nawet jeżeli przedmiot ma wady, których nie dało się spostrzec, i o których nikt nie informował. Zakres informacji o przedmiocie przed licytacją, zależy od dokładności komornika, który go wystawia.

— Coraz częściej w obwieszczeniach o licytacjach można przeczytać rozbudowane informacje na temat stanu ruchomości, w szczególności jeśli jej wartość jest wysoka. Zatem w przypadku samochodu przeczytamy nie tylko suche informacje, takie jak model i rocznik, ale dowiemy się również, jaki jest przebieg, ogólny stan auta i widoczne usterki. Na portalach internetowych informujących o licytacjach komorniczych, można często znaleźć także zdjęcia licytowanych ruchomości. Jednak należy pamiętać, że przepisy nie nakładają na komornika obowiązku zamieszczania bardzo rozbudowanych informacji na temat licytowanej ruchomości, stąd nie zawsze będą one dostępne — tłumaczy Wojciech Głodny.

Trzeba przyjść z pieniędzmi

Zainteresowani przedmiotem muszą się pojawić w miejscu, gdzie odbywa się licytacja, osobiście albo wysłać pełnomocnika. Powinni też mieć ze sobą pieniądze — żeby wziąć udział w licytacji, trzeba wpłacić rękojmię w postaci 10 proc. jego ceny wywoławczej.

— Jeśli przedmiotu nie kupimy, rękojmia zostanie zwrócona. Ale jeśli kupimy, ale za niego nie zapłacimy — rękojmia przepada, a w kolejnej licytacji już nie będziemy mogli wziąć udziału — mówi Krzysztof Dolny.

Po zakończonej z sukcesem licytacji nabyty przedmiot należy od razu ze sobą zabrać i zapłacić za niego. Trzeba przy tym pamiętać o dokumentacji nabytku. W przypadku np. auta osobowego, ciągnika czy przyczepy — o dowodzie rejestracyjnym i karcie pojazdu. Jeśli jednak z jakichś powodów otrzymanie takich dokumentów nie będzie możliwe, to rejestracja i tak się odbędzie.

— Samo nabycie ruchomości w drodze licytacji komorniczej traktowane jest jako nabycie pierwotne bez żadnych wad i obciążeń, dlatego też wydział komunikacji nie może odmówić rejestracji pojazdu w razie braku tych dokumentów. Potrwa to tylko nieco dłużej. W ten sposób prawo chroni interesy wierzycieli przed „sprytnymi” dłużnikami, którzy ukrywając dokumenty, czekaliby na bezskuteczną licytację — mówi Grzegorz Głodny.

Już nie tylko auta

Wcześniej licytacje komornicze kojarzone były głównie z samochodami, ale dzisiaj można tam kupić prawie wszystko — maszyny przemysłowe, rolnicze, budowlane, sprzęt biurowy. Odrębna działka, działająca na trochę innych zasadach, to licytacje nieruchomości.

— Była nawet licytacja dinozaura z parku rozrywki, który też znalazł nowego nabywcę — mówi Krzysztof Dolny. Jeżeli więc planujemy zakup sprzętów niezbędnych w firmie, zanim udamy się do sklepu, warto przejrzeć ofertę komorników. Niekoniecznie znajdziemy tam od razu dokładnie to, czego szukamy, ale jeśli tak się zdarzy — będzie to okazja do zakupu w promocyjnej, czasem bardzo niskiej cenie.

— Można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że ogromna większość licytowanych przedmiotów sprzedaje się poniżej ceny rynkowej. Sytuacje, w których cena licytowanego przedmiotu przewyższy średnią rynkową cenę, zdarzają się tylko w przypadku, kiedy licytant jest z otoczenia dłużnika i nabywa rzeczy w jego imieniu z uwagi np. na wartość sentymentalną — mówi Wojciech Głodny. Jego zdaniem, wycena komornika powinna być bliska wartości rynkowej przedmiotu, a często jest niższa.

— A na drugiej licytacji wyjściową ceną jest połowa tej wartości, co jest już bardzo korzystną okazją. Sytuacje, w których ruchomości nabywa się na licytacji właśnie za cenę wywołania, nie należą do rzadkości — przekonuje Wojciech Głodny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu