W prognozach gospodarka wygląda jak czołg

opublikowano: 02-01-2022, 20:00

Prognozy rynkowe wskazują na optymistyczny scenariusz dla polskiej gospodarki. Musimy jednak być przygotowani na niemiłe niespodzianki.

Prognozy makroekonomicznie na 2022 rok, z którymi Państwo mogą się zapoznać dziś w „PB”, wyglądają bardzo optymistycznie. Jak na ilość wstrząsów, przez które przechodzi gospodarka, tempo wzrostu gospodarczego ma być wciąż wysokie, mimo spowolnienia w stosunku do 2021 roku. Wydaje się, że w tych prognozach tkwi założenie, że wszystkie wstrząsy gospodarcze są czysto przejściowe i zaczną wkrótce mijać. Dołek koniunktury będzie w związku z tym dość płytki. Ja nie jestem aż takim optymistą, raczej bliżej mi do prognoz, które są poniżej mediany.

Przeciętna prognoza PKB na 2022 rok to 4,4 proc., czyli ok. 1,1-1,2 pkt proc. mniej niż prawdopodobny wynik za 2021 rok (poznamy go pod koniec stycznia). Spowolnienie nie jest duże, biorąc pod uwagę gwałtowny wzrost cen energii, skok stóp procentowych i prawdopodobną falę wirusa Omikron w styczniu i lutym. Te 4,4 proc. wskazuje, że początek roku będzie w okolicach 6 proc., a koniec w pobliżu 3 proc. To jest dołek, on jest nie do uniknięcia, ale raczej płytki. Gospodarka w tych prognozach wygląda jak czołg.

Główną przyczyną spowolnienia ma być obniżenie dynamiki popytu konsumpcyjnego, do 4,4 proc. w 2022 roku, wobec ok. 6-6,5 proc. w 2021 roku, czyli o 2 pkt proc. To ma sens. Skok inflacji sprawia, że realny wzrost wynagrodzeń wyraźnie hamuje. A jednocześnie skok stóp procentowych podniesie koszty obsługi długu przez gospodarstwa domowe.

Natomiast wydaje mi się, że przeciętne prognozy nie doceniają dwóch zjawisk, które będą negatywnie oddziaływały na konsumpcję. Po pierwsze, w przyszłym roku mocno wzrosną realne stopy procentowe, co zwiększy skłonność do oszczędzania kosztem skłonności do konsumowania (jest to inny efekt stóp niż koszt obsługi długu). Po drugie, wygasną już efekty popytu odłożonego z czasów pandemii. Dlatego widzę ryzyko, że dynamika konsumpcji będzie niższa, niż pokazują prognozy.

Można też dostrzec pewną niespójność w prognozach. Jeżeli konsumpcja rzeczywiście miałaby rosnąć w tempie ponad 4 proc., to znaczy, że realne wynagrodzenia musiałyby rosnąć w podobnym tempie, nie sądzę bowiem, by konsumenci redukowali oszczędności. A to by oznaczało, że płace będą rosły w dwucyfrowym tempie (wyższym niż w prognozach), na co bardzo mocno będzie musiał zareagować bank centralny poprzez mocniejsze podwyżki stóp procentowych. A wtedy mniejszy niż w prognozach będzie wzrost inwestycji.

Inwestycje mają być tym źródłem popytu, które będzie w przyszłym roku stabilizowało wzrost gospodarczy – mają przyspieszyć wobec 2021 roku. To niezwykłe zjawisko, bo zwykle inwestycje są ogonem, który macha psem – ich zmienność jest tak duża, że jest głównym czynnikiem wywołującym cykle koniunktury w całej gospodarce. Najwidoczniej panuje przekonanie, że cykl inwestycyjny firm dopiero się rozkręca, a inwestycjom publicznym pomoże uruchomienie środków z Krajowego Planu Odbudowy. I to są rzeczywiście ważne czynniki. Firmy chcą inwestować, bo notują wysoki zwroty na kapitale. KPO powinien w końcu zostać uruchomiony, inaczej konflikt polityczny na linii Warszawa - Bruksela przerodzi się w bombę zdolną do rozsadzenia UE.

Widzę jednak więcej zagrożeń dla inwestycji. Mocny wzrost realnej stopy procentowej zatrzyma część projektów rozwojowych firm, a pieniądze z KPO będą płynęły raczej jak strumyk niż jak rzeka.

Podsumujmy: kreśląc scenariusze na 2022 rok, trzymałbym się wskaźników podawanych przez te instytucje, które znajdują się poniżej mediany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane